niedziela, 12 kwietnia 2020

I po co niby cała ta powódź?!


„Powódź” – Paweł Fleszar


Autor ma spory potencjał (prawdopodobnie), wyobraźnię i ciekawe pomysły na fabułę (na pewno) i… nie umie pisać (możliwe, że jeszcze nie). Książka robi wrażenie szkicu albo streszczenia. Ewidentnie brakuje tu jakiegoś wypełnienia, rozszerzenia, bo relacja z najważniejszych wydarzeń, w telegraficznym skrócie i tempie, rodzi jednak pewien niedosyt. Gdyby historia ta miała nie nieco ponad 200 stron, ale 300-350, byłaby zapewne w sam raz. Pozostaje mieć nadzieję, że autor będzie warsztat doskonalił.

Przed każdym rozdziałem Fleszar umieścił jakieś wycinki z gazet i kartki z kalendarza. Czasem mają one związek z akcją powieści, a czasem nie bardzo. Bez nich książka byłaby jeszcze skromniejsza objętościowo.
Mam też wrażenie, że napisana została dla mieszkańców Krakowa, pamiętających powódź (jedną, drugą lub obie). Dla reszty świata wiele dywagacji, że tak powiem lokalnych, nie ma większego znaczenia.

Jakub i Krystian byli najlepszymi przyjaciółmi – dopóki bawili się w Indian. Później, jak to czasem bywa, ich drogi się rozeszły z powodów męsko-damskich. Po wielu latach zerwanych kontaktów, Krystian dowiaduje się, że Jakub popełnił samobójstwo, bo jakiś zły człowiek zabrał mu dziewczynę. Krystian, nieudaczny zawodowy podoficer wojska polskiego, bierze urlop w swojej jednostce i wyrusza do Krakowa, wyjaśnić sprawę.

Zadziwiające wydawało mi się to, że Krystian, czyli nikt, wypytuje ludzi o Jakuba, a oni na te przesłuchania się godzą, czasem nawet chętnie. A jeśli niechętnie, to zostają zastrzeleni przez nieznanych sprawców. Krystian, przy którym rzecz się stała, jakoś nie zwrócił na to uwagi i opisane jest to tak jakoś… nijako.

Sfilmowane gwałty, handel żywym towarem, brutalne przestępstwa, powódź (nie wiem, po co), pomagająca w śledztwie znudzona nastolatka i nie tylko… mogło być zapewne całkiem nieźle, ale wyszło… no, tak sobie. Jeśli nie odłożyłem książki w połowie, to tylko dlatego, że jednak mnie wciągnęło i chciałem dowiedzieć się, jak się skończy cała ta afera.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza