czwartek, 17 lipca 2014

Autobusem z piekła do nieba

„Podział ostateczny” – Clive Staples Lewis

William Blake jest napisał „Małżeństwo Nieba i Piekła” ewentualnie „Zaślubiny Nieba i Piekła”, jak wolą niektórzy tłumacze. Lewis z wizją Blake’a nie zgadza się o tyle, że uważa, iż realne połączenie nieba i piekła nie nastąpi nigdy, wręcz przeciwnie, raczej należy spodziewać się ostatecznego ich rozwodu; swoją drogą powód przetłumaczenia tytułu opowiadania z 1945 roku „The Great Divorce”, jako „Podział ostateczny” nie jest dla mnie zrozumiały, ale… mniejsza z tym.

Opowiadanie Lewisa zbudowane jest na pomyśle autobusowej podróży z piekła do nieba, ale w rzeczywistości traktuje o naturze człowieka, która w wielu, zbyt wielu przypadkach kompletnie uniemożliwia mu zdobycie, osiągnięcie nieba, a nawet jego rozpoznanie oraz o decyzjach i wyborach, których dokonujemy każdego dnia.

Piekło jest stanem umysłu. Nie mógłbyś powiedzieć nic bardziej zgodnego z prawdą. Każdy stan umysłu pozostawiony sam sobie, każde zamknięcie się stworzenia w lochach własnego umysłu zmienia się w końcu w Piekło. Ale Niebo nie jest stanem umysłu. Niebo jest samą rzeczywistością. Wszystko, co naprawdę realne, ma swoje miejsce w Niebie. Clive Staples Lewis – „Podział ostateczny”.

piątek, 11 lipca 2014

By język nasz był poprawny

„Wszystko zależy od przyimka” – Jerzy Sosnowski, Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski, Jan Miodek

Profesor Tadeusz Kotarbiński, filozof, logik, twórca etyki niezależnej, wymyślił kiedyś słowo „spolegliwy”, bo do czegoś tam było mu ono potrzebne. Choć – jak widać, słychać i czuć – oznacza ono człowieka godnego zaufania, takiego, na którym można polegać, nieomalże natychmiast zaczęło być używane niepoprawnie i oznaczać kogoś uległego. Ten żenujący błąd był tak częsty i nagminny, że obecnie, w nowszych słownikach, termin „spolegliwy” – na zasadzie uzusu – przyjmuje już oba te znaczenia.
To historyjka, której w książce nie ma. Są za to setki podobnych gawęd o języku, gdyż zawiera ona zapis rozmowy, wywiadu Jerzego Sosnowskiego z trzema wybitnymi językoznawcami:  Andrzejem Markowskim, Janem Miodkiem i Jerzym Bralczykiem.
Panowie poruszają tematy odmiany nazwisk, wulgaryzmów, reklamowego bełkotu, gender, regionalizmów, językowej mody i wiele, wiele innych, a wszystko to okraszone anegdotami i ciekawostkami ze sporą dawką humoru.

wtorek, 1 lipca 2014

Stoicyzm dnia codziennego

„O stawaniu się stoikiem” – Tomasz Mazur

Stoicyzm to kierunek filozoficzny zapoczątkowany w Atenach przez Zenona z Kition, sprowadzony do Rzymu przez greckiego niewolnika Epikteta. Najbardziej znanymi i popularnymi stoikami byli zapewne  Lucjusz Anneusz Seneka i cesarz Marek Aureliusz.
Stoicy upatrywali szczęścia w wewnętrznej dyscyplinie moralnej i dystansowaniu uczuć i emocji od spraw i zdarzeń, na które nie mamy wpływu (Firma splajtowała i w związku z tym stałeś się bezdomny? Nic to! Do wieczności ma się to nijak, więc po co się takim głupstwem przejmować?).

Całe szczęście, że kupując książkę Tomasza Mazura, nie zwróciłem uwagi na jej podtytuł: „Czy jesteście gotowi na sukces?” – poradników życiowego sukcesu oraz książek typu „jak stać się młodym, pięknym i bogatym w dwa tygodnie”, nie czytam z założenia i dla zasady. „O stawaniu się stoikiem” kupiłem i przeczytałem, bo polecił mi tę książkę ktoś, komu ufam, przyjaciel, z którego opinią się liczę. I nie żałuję. Choć w formie momentami naiwna (Eryk, Ignacy, Sebastian, ich rodziny, znajomi, przyjaciele i rozliczne perypetie życiowe) książka Mazura przybliża etykę stoicką, bo raczej nie całą filozofię, i proponuje kilka ćwiczeń i praktycznych zastosowań. Ważne, choćby jako potwierdzenie własnych przemyśleń, wydają się rozważania na temat życiowych priorytetów i hierarchii ich ważności – w tym zakresie znalazłem u Mazura kilka perełek, na przykład: Jeśli nasz obraz rzeczywistości jest zniekształcony, to jak możemy racjonalnie działać? Podobnie z naszą hierarchią wartości. Czy zawsze dążymy do tego, co jest dla nas najważniejsze? Czy w ogóle wiemy, co jest dla nas najważniejsze? Nieprzemyślana hierarchia wartości, pełna ukrytych sprzeczności, oraz bez jasno sprecyzowanych priorytetów, to poważne źródło zakłóceń w naszym życiu.

środa, 25 czerwca 2014

Alkoholizm i psychoterapia

„Jak być niezniszczalną” – Ilona Felicjańska

Książka w pełni zasługująca na miano… hm… eklektycznej. Jest w niej o genezie alkoholizmu, o mechanizmach wypierania, o powodach, dla których sięgamy po alkohol, o istocie uzależnienia, o rodzinnych uwikłaniach, o strachu i przemocy (warte uwagi), o Programie 12 Kroków AA, o fazach uzależnienia, o czynnikach sprzyjających zapadaniu na chorobę alkoholową, o mitach na ten temat alkoholu i picia, i wiele, wiele innych. Sporą część książki zajmują wypowiedzi różnej maści profesjonalistów, listy od czytelników bloga itp. Zdarzają się też osobiste komentarze, relacje, doświadczenia i przykłady autorki, ilustrujące prezentowane teorie psychoterapeutyczne.

Książka pokazuje problem alkoholizmu dość powierzchownie, wiele tematów jest ledwie zarysowanych, ale też zapewne nie każdy czytelnik potrzebuje opracowania bardziej wnikliwego. Owszem, spodziewałem się nieco innych proporcji, to znaczy więcej spraw i zdarzeń osobistych, a mniej teorii wyniesionych z psychoterapii odwykowej, ale przecież moje oczekiwania, to tylko mój problem, nieprawdaż? Taka postawa wydaje się też zrozumiała w związku ze stosunkowo krótką abstynencją autorki.

Po lekturze naprawdę wielu książek na temat alkoholizmu, z jednym stwierdzeniem Ilony Felicjańskiej niezupełnie się zgadzam: „Trzeźwienie polega na niepiciu”*. Wydaje mi się, że jednak na czymś więcej, ale… racji mieć nie muszę.

 

--
* „Jak być niezniszczalną”, Ilona Felicjańska, Burda Publishing Polska, 2014, s. 32.

środa, 18 czerwca 2014

Odpowiedzialność i jej brak

Najpierw link do artykułu: Dlaczego lekarze powinni bronić...

Moje zdanie na ten temat? Jest dokładnie takie, jak w przypadku sędziego, który chce nieustająco pobierać swoją pensję, ale odmawia wydawania wyroków, bo w Biblii napisano „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”, rzeźnika, który nadal chce brać wypłatę, ale odmawia dotykania wieprzowiny, bo jest muzułmaninem, księdza, który chce czerpać profity z powołania, ale nie zgadza się z celibatem i zakazem uprawiania seksu z nieletnimi itd. itp.

Uważam, że każdy ma prawo, ale też i obowiązek, ponosić konsekwencje swoich działań, zachowań, postaw, decyzji i wyborów życiowych. Lekarz, który odmawia aborcji w przypadku ciąży z gwałtu, może to zrobić, oczywiście, ale pod warunkiem, że on to dziecko wychowa sam i za swoje pieniądze. Podejmowanie decyzji, których konsekwencje ma ponosić ktoś inny, jest atrybutem aroganckiego sobiepaństwa, jest też bardzo wygodne i bardzo, bardzo... niemoralne.

Jeśli jakaś praca/zawód/zajęcie koliduje z moimi zasadami moralnymi, to jej nie podejmuję. Jeśli brzydzę się przemocą i moje zasady wykluczają używanie broni, a nawet dotykanie jej, nie staram się zostać zawodowym żołnierzem.
No, chyba, że rzecz cała dzieje się w Polsce…

Kosztowne przewidywania

Najpierw oczywistość: np. w Niemczech przesyłka nadana do południa doręczana jest następnego dnia (wyjątek mogą, choć nie muszą, stanowić wyspy).  Usługa świadczona jest tak szybko, jak to tylko możliwe, w końcu klient za to płaci, a więc przesyłki priorytetowe nie są znane.

Polska rzeczywistość A.D. 2014, wiosna:
a) wysyłam list ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru – jest to usługa opłacana z góry i dość kosztowna; list – niepodjęty przez adresata – wraca do mnie, jednak okazuje się, że za jego odzyskanie muszę dodatkowo słono zapłacić.
b) trzy listy (z miasta wojewódzkiego do miasta wojewódzkiego oraz stolicy), opłacone dodatkowo (i dość drogo) jako priorytetowe, docierają do adresatów po 5-7 dniach roboczych. Reklamacji mi nie uznano, gdyż według Poczty Polskiej „priorytet to usługa przewidywana, a nie gwarantowana”. Tak więc ja zapłacić muszę z góry (a nie tylko przewidywać, że zapłacę, jeśli jakość usługi będzie satysfakcjonująca), natomiast zastanawiam się, za co konkretnie, bo wychodzi mi, że za wróżby i przepowiednie.

Jakość usług świadczonych (realnie!) przez Pocztę Polską jest gorsza niż za czasów Królestwa Kongresowego i Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Jednak największy problem polega na palącym i dotkliwym braku „komuny” (skończyła się ponad ćwierć wieku temu), na którą można byłoby przerzucić odpowiedzialność za ten stan rzeczy...

niedziela, 1 czerwca 2014

Misski robiły loda najlepiej

„Masa o kobietach polskiej mafii” – Artur Górski

Artur Górski, dziennikarz i felietonista, specjalizujący się w tematyce kryminalnej, na kartach książki rozmawia z Jarosławem Sokołowskim ps. Masa, przestępcą związanym z gangsterskimi grupami z Pruszkowa.

Tytuł jest ważny, albowiem nie jest to książka o mafii w Polsce (przy założeniu, że „mafia” to jakakolwiek przestępczość zorganizowana), ale o kobietach: matkach, żonach, kochankach i innych, związanych jakoś z polskimi przestępcami, głównie z Pruszkowa, choć nie tylko.
O matkach jest najmniej i w tonacji raczej smutnej, żony (za wyjątkiem żony samego Masy) przedstawiane są zwykle jako harpie o mentalności bazarowych handlarek, kochanki (niewiele) są eleganckie, szykowne i olśniewające, jednak najwięcej jest tych innych – po prostu obiektów seksualnych liczonych na setki, ale raczej tysiące. Zaliczały się do nich na przykład pracownice dyskotek albo klubów go-go oraz wszystkie misski, to jest laureatki konkursów piękności. Według Masy polscy przestępcy rządzili wszystkimi takimi konkursami (łącznie z Miss Polonia w USA) i żadna dziewczyna nie przechodziła eliminacji, jeśli wcześniej nie zaspokoiła seksualnie w wymyślny sposób  kilku „panów prezesów”.
Masa uważa, że wszystkim kobietom kręcącym się koło „prószkowskich” bardzo się to (to, czyli na przykład „karmienie pizzą i spermą”) podobało i bardzo opłacało.

Może się to wydać dziwne, ale po lekturze zastanowiło mnie tylko jedno: jak po wydaniu tej książki czują się kobiety, które kiedyś startowały w wyborach, ich dzieci, rodzice, mężowie…