niedziela, 21 września 2014

Szczęściarz Luciano i mafia

„Ojciec chrzestny Lucky Luciano i tajemnice amerykańskiej mafii” – Paul Sherman

Jak sam tytuł wskazuje, jest to biografia gangstera i mafiosa znanego jako Charles „Lucky” (szczęściarz) Luciano, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Salvatore Lucania.
Gdy miał lat dziesięć, wraz z rodziną przeniósł się z Sycylii do USA, gdzie bardzo szybko popadł w konflikt z prawem. Dzięki wygraniu wojny Castellammarese i po zniesieniu stanowiska bossa nad bossami (Capo di tutti capi), stał się najpotężniejszym gangsterem w Ameryce. Uważany jest za twórcę nowoczesnej przestępczości zorganizowanej w Stanach Zjednoczonych. Plotka głosi, że na tej postaci wzorował się Mario Puzo, pisząc swojego „Ojca chrzestnego”.

Biografia niewątpliwie ciekawa – dla miłośników gatunku i czytelników zainteresowanych mafią sycylijską i amerykańską, a także historią Wielkiego Kryzysu – choć literacko przeciętnej jakości, wzbogacona kilkoma zdjęciami (szkoda, że nie więcej) oraz… przepisami kulinarnymi i ciekawostkami na temat historii, produkcji, sposobów serwowania niektórych alkoholi.

środa, 10 września 2014

O Bogu, wierze, wiernych i...

„Wiara z lewej, prawej i Bożej strony” – bp Grzegorz Ryś

Powoli zbliża się miesiąc, w którym tradycyjnie, od lat, wśród znajomych i przyjaciół często rozmawiamy o modlitwie, medytacji i doskonaleniu świadomej więzi z Bogiem. Jakby w formie przygotowania, wprowadzenia, trafiło w moje ręce ostatnio kilka książek traktujących o religii i duchowości chrześcijańskiej, na przykład „12 Kroków i ćwiczenia duchowe” (Jim Harbaugh SJ), „Tajemnica Jezusa” (Jean Vanier), „Wiara z lewej, prawej i Bożej strony” (biskup Grzegorz Ryś), „Spadać w górę” (Richard Rohr) i parę innych. Kupiłem tylko jedną z nich, a w takim razie pojawienie się pozostałych w moim domu powinienem zapewne uznać za przypadek, gdybym w przypadki i zbiegi okoliczności wierzył. Ale jakoś nie wierzę.

Wszystko to są książki, które czytam dwa razy. Co najmniej dwa, bo czasem więcej. Raz wtedy, kiedy je dostaję/kupuję. Czytam wtedy zachłannie, szybko, chcę w krótkim czasie dowiedzieć się, o co chodzi, zorientować, czy w konkretnym przypadku wskazany, pożądany i możliwy będzie powrót do lektury i nieśpieszne jej studiowanie, które w przypadku takiej właśnie tematyki, może trwać całymi miesiącami. Do „Wiary z lewej, prawej i Bożej strony”, podobnie jak do „12 Kroków i ćwiczeń duchowych” Jima Harbaugha SJ, planuję sięgać przez rok… może dłużej – kiedy wiem już, co będzie dalej, nadchodzi czas na refleksje, rozważania i medytacje.

Tytuł wydaje się nieco zagadkowy, bez zaglądania do środka trudno jest precyzyjnie określić, o co w książce może chodzić. „Wiara z lewej, prawej i Bożej strony” zawiera kilkadziesiąt rozdziałów zebranych w sześć bloków tematycznych:
Powołanie w Kościele,
Radość spotkania – Maryja i Elżbieta,
Marta, Maria i Judasz,
Skarby Kościoła,
Misja wspólnoty,
Grzech w objęciach miłosierdzia.
Każdy z rozdziałów składa się z fragmentu Biblii, zwykle Ewangelii, ale nie tylko, oraz komentarza, podpowiedzi, wyjaśnienia biskupa Rysia, dzięki którym chrześcijanin, katolik, łatwiej pojmie określone kwestie dotyczące wiary, Kościoła, wspólnoty wiernych, czy po prostu konkretnych wydarzeń opisanych w Piśmie Świętym.

Polecam.

sobota, 6 września 2014

Rok z Ignacym L. i Billem W.

„12 Kroków i ćwiczenia duchowe” – Jim Harbaugh

Kim jest Jim Harbaugh? Jezuitą, alkoholikiem (skoro w swojej książce używa formy „my alkoholicy”, problem najwyraźniej dotyczy i jego), zajmuje się też terapią uzależnień – taka informacja widnieje na okładce książki – cokolwiek to znaczy, bo brak informacji o jego konkretnych kwalifikacjach (psychologia, psychoterapia, psychiatria) w tej dziedzinie. Jim Harbaugh, „zajmując się terapią uzależnień, wiele lat prowadził zajęcia w grupach Anonimowych Alkoholików”*. Tak, zdaję sobie sprawę, że brzmi to zupełnie nieprawdopodobnie i wiarygodność książki podaje w wątpliwość, ale jest pewna szansa, a przynajmniej taką mam nadzieję, że jej autor pod tym dziwacznym stwierdzeniem nie podpisałby się. W końcu cytuje w swojej książce Preambułę AA, a przynajmniej jej fragmenty.

Jim Harbaugh eksponuje paralele życia, zmiany przekonań, osobistego rozwoju Billa Wilsona oraz Ignacego Loyoli i z założenia, że takowe istnieją, wynika swoista „filozofia” oraz cała struktura książki, na którą składają się pięćdziesiąt dwie medytacje (na każdy tydzień roku), rozpoczynające się zwykle od tekstu ćwiczeń duchownych św. Ignacego, przekładanych następnie na język Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików.

Znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy książka Billa Wilsona „12 Kroków i 12 Tradycji” jest – jak to określa Jim Harbaugh – „talmudycznym komentarzem do Wielkiej Księgi”**, podobnie jak weryfikację kilku innych jego przekonań na temat Billa W., Wspólnoty AA i jej historii oraz roli, jaką odegrał w niej jezuita Eddie Dowling, pozostawiam osobom, które znają pisma współzałożyciela AA i historię tej Wspólnoty znacznie lepiej ode mnie, ale też nie to wydaje się w tym przypadku najważniejsze.

Trudno mi ocenić realną wartość tej książki – w zasadzie wypadałoby to zrobić dopiero po roku praktykowania zawartych w niej medytacji, które (stosownie do sugestii autora) dobrze byłoby realizować pod okiem kierownika duchowego, znającego zarówno ćwiczenia duchowne św. Ignacego, jak i Program 12 Kroków AA.

Zakładam, że może się ona okazać wartościowym narzędziem i inspiracją dla osób uzależnionych (od alkoholu, narkotyków czy czegokolwiek), które już wyrwały się ze szponów nałogu i pragną rozwijać się nadal w ściśle określonym kierunku, wyznaczanym przez duchowość ignacjańską. W każdym razie polecam.

 

--
* Jim Harbaugh, „12 Kroków i ćwiczenia duchowe”, przeł. Marek Chojnacki, wyd. WAM, 2014; tekst z okładki.
** Tamże, s. 17.

wtorek, 2 września 2014

Ewangelia według J. Vaniera

„Tajemnica Jezusa. Czytanie Ewangelii według św. Jana” – Jean Vanier

Jean Vanier, urodzony w Szwajcarii syn gubernatora Kanady, służył w marynarce wojennej tego kraju; obecnie działacz społeczny, doktor filozofii, pisarz i filantrop; znany jest jednak przede wszystkim jako założyciel wspólnot „Arka” (także „Wiara i Światło”), w których opieką nad niepełnosprawnymi intelektualnie, często także fizycznie, zajmują się osoby pełnosprawne, dzielące z nimi codzienne życie, w Polsce zwane asystentami.

Ewangelia wg św. Jana jest ewangelią chronologicznie najpóźniejszą z czterech ewangelii Nowego Testamentu, prawdopodobnie powstała pod koniec pierwszego wieku, i wyraźnie różni się od pozostałych ewangelii zwanych synoptycznymi (według św. Mateusza, według św. Marka, według św. Łukasza).

Problem, a może właśnie urok i bogactwo, to też przecież zależy od punktu widzenia, z Biblią w ogóle, a Nowym Testamentem w szczególności, dotyczy nieskończonej – najprawdopodobniej – liczby możliwych interpretacji. Jean Vanier w „Tajemnicy Jezusa”, którą to pozycję sam autor określa jako prozę medytacyjną, prezentuje swoje osobiste rozumienie ewangelii wg św. Jana. Jak wygląda to w praktyce? Jeden prosty przykład.

W ewangelii wg św. Jana (Biblia Tysiąclecia, J 4,6-8): Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny.  Nadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!»  Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.

W „Tajemnicy Jezusa” Vanier twierdzi, że Jezus w rozmowie z Samarytanką… żebrze o wodę*.

W ewangelii nie został opisany ton głosu i intencje Jezusa, choć pewną wskazówką mógłby być wykrzyknik, a więc ostatecznie nie wiadomo, czy „Daj Mi pić!” to polecenie, prośba, rozkaz, czy błaganie. Warto pamiętać podczas lektury, że wersja Vaniera, choć niewątpliwie pociągająca i bardzo pomocna w zrozumieniu tekstu, zgodna (zapewne) z oficjalną interpretacją Kk, jest jednak jedną z wielu możliwych.

Pozycja warta poznania i niewątpliwie inspirująca dla wszystkich, którzy nie boją się myśleć i wiary swej wystawiać na próbę, a poza tym... może chcieliby dokładniej wiedzieć, w co wierzą.


--
* Jean Vanier, „Tajemnica Jezusa. Czytanie Ewangelii według św. Jana”, przekład Aleksandra Frej, Wydawnictwo Księży Marianów MIC, 2008, s. 113 oraz 123.

środa, 27 sierpnia 2014

Szu - stary i zmęczony wielce

„Doktor Szu” – Jan Purzycki i Przemysław Słowiński

Kupiłem. Przeczytałem. Przecież nie mogłem tego nie zrobić. „Wielki Szu” (najpierw film, później książka napisana na podstawie scenariusza) może nie był dla mnie aż tak ważny jak Winnetou, Sherlock Holmes, Janek Kos albo Huck Finn, ale jednak ważny, a więc przeczytałem – z sentymentu.

Dawny Wielki Szu (obecnie doktor Szuster) jest teraz siedemdziesięcioletnim specjalistą od kręgosłupów i właścicielem luksusowego hotelu-spa w Lutyniu. Kiedy w wypadku samochodowym ginie jego żona i pasierb (Borys), Doktor Szu postanawia odnaleźć kierowcę. Pragnienie zemsty przyświeca też biologicznemu ojcu Borysa, byłemu agentowi Specnazu, Wołodii. Na scenie pojawiają się też: kasyno (bo i gdzieżby Szu miał demonstrować swój talent?), banki, wielki biznes,  stary mafioso, skorumpowani urzędnicy, piękne i zdradzieckie kobiety, pijani Rosjanie.

„Wielki Szu” był mocno osadzony w realiach Polski lat siedemdziesiątych. „Doktor Szu” wydaje się raczej powieścią s-f, która – prawie do samego końca – sprawia wrażenie jakby powoli rozkręcającej się, i z finałem bardziej bankowo-formalno-prawnym niż karcianym.

Może trzeba było poczekać? Może i w tym przypadku lepiej sprawdziłaby się kolejność: najpierw film, a dopiero później książka napisana według filmowego scenariusza? Nie wiem. Nie potrafię też ocenić „Doktora Szu” w oderwaniu od „Wielkiego Szu”, a w takiej konfiguracji „Doktor” wypada zdecydowanie słabiej, choć nie jest to zła książka.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Alkoholizm - pułapka kobiet

„Alkoholiczka” – Mika Dunin


Brudne ubrania, przykra woń dawno niemytych ciał, zmierzwione włosy… – wzrok dziki, suknia plugawa, chciałoby się przywołać słowa wieszcza – osiedlowi pijacy, może alkoholicy, ale niekoniecznie; niekoniecznie też bezdomni. W przeważającej większości mężczyźni, najczęściej w średnim wieku. Kobiety? Bardzo, bardzo rzadko, wyjątkowo, sporadycznie. Zapewne właśnie dlatego „alkoholik” to w naszej wyobraźni zawsze mężczyzna. Poza tym, jak to? Kobieta pracująca, matka dzieciom, katoliczka, Matka Polka – alkoholiczką?! Przecież to się w głowie nie mieści! Nie mieści się w głowach wszystkich obłudnie zniesmaczonych wyznawców narodowych przekonań, wizji i mitów, powtarzających bzdurne teorie, że grzeczne dziewczynki z dobrych domów to nie… że porządne kobiety to by nigdy… Tak zaczyna się piekło kobiet i pułapka, bo powstrzymać się od picia już nie potrafią (uzależnienie oznacza TAKŻE bezsilność wobec alkoholu – choć to akurat wierzchołek góry lodowej, objaw niewątpliwie spektakularny, lecz chyba jednak nie najważniejszy), a poprosić o pomoc, zgłosić się na leczenie do poradni odwykowej albo do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików nie pozwala im wstyd, ale przede wszystkim piętno społeczne, stygmat: alkoholiczka = kobieta upadła… Swoją drogą od wielu lat zastanawiam się, cóż by to miało znaczyć i dlaczego takie bzdury?

Po wsiach powiadają, że lepiej jest być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem, ale to też kobiet nie dotyczy, a przynajmniej nie bezpośrednio, bo niby jaka z niej anonimowa alkoholiczka? Przecież to Ziuta od Iksińskich, cała wieś ją zna! Nie mówiąc już o tym, że prawie każdy ją miał, bo przecież wiadomo: baba pijana – d… sprzedana (kolejna polska mądrość ludowa).

Historia opowiedziana przez Mikę Dunin jest wyjątkowo bolesna i przyznaję, że kilka razy łzy ciekły mi po policzkach (np. wyścigi w napychaniu się soloną cebulą, kiedy dzieci już nic innego nie miały w domu do zjedzenia), bo tak nie powinny żyć i być traktowane dzieci, ale i później nie była to relacja wesoła, choć jej bohaterka już dorosła i – wydawałoby się – sama decydowała o swoim życiu. Bo możliwość podejmowania rozmaitych decyzji nie oznacza jeszcze automatycznie poukładanego, szczęśliwego, satysfakcjonującego, spełnionego życia ani realnej zdolności do zbudowania takowego – w przypadku tytułowej alkoholiczki było wręcz przeciwnie: chaos, zagubienie, brak realnego kontaktu z rzeczywistością (alkoholicy żyją w swoim własnym świecie wyobrażeń, przekonań i pozorów, i to nie tylko wtedy, kiedy są pod wpływem), negowanie oczywistych faktów i związków między nimi, bezradność wobec banalnych problemów, nieudane najczęściej próby zgadywania, jak ma być, jak się zachować, jak postąpić, co wybrać…


Bardzo ważne wydaje mi się uświadomienie sobie i zrozumienie, a to w książce Miki Dunin pokazane jest bardzo wyraźnie, że głównym problemem alkoholiczki/alkoholika nie jest alkohol – że, jak mawiają członkowie Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, alkoholizm to choroba duszy, ciała i umysłu, a więc zdecydowanie bardziej psychiczna niż gastryczna, choć element uzależnienia fizycznego też w niej występuje. W konsekwencji oznacza to, że alkoholiczka (oczywiście także alkoholik) może przestać pić, ale choroba trwa nadal, życie w dalszym ciągu w żaden sposób nie poddaje się kierowaniu. To stan, w którym… chciałam dobrze – wyszło jak zwykle. Mika Dunin takie właśnie życie też opisuje: wprawdzie od pewnego momentu alkoholu i upijania się nie było już w nim zupełnie, ale nadal wszystko rozłaziło się w szwach, szło zupełnie nie tak (a jak miało/powinno być? – to też zgadywanka), a do tego jeszcze nie bardzo wiadomo, dlaczego. Alkoholik – płci dowolnej – może nie pić, jednak często dzieje się w jego/jej życiu tak, jak to autorka opisała w rozdziale pod znaczącym tytułem „Suchy impas”: Tamte lata mogłabym nazwać małą stabilizacją. Chciałabym je tak nazwać. Udawałam, że tym właśnie są. Robiłam wszystko, by były. Ciułałam, składałam, zbierałam, ustawiałam się. Pozamykałam większość niezamkniętych spraw z przeszłości. Zalegalizowane i wyjaśnione rozstania, odebrane dyplomy, zakończone sprawy urzędowe, pospłacane długi. Zmieniałam prace, mieszkania, próbowałam ułożyć życie osobiste, co nieodmiennie doprowadzało mnie do rozpaczy, ponieważ raz za razem kończyło się w jedyny znany i, jak już zaczęłam podejrzewać, jedyny dostępny mi sposób – porażką*.

„Alkoholiczka” jest przejmującą i wciągającą (jak bardzo dobry kryminał albo romans) opowieścią o budzeniu się i rozwijaniu świadomości w sferze umysłowej/psychicznej, duchowej i emocjonalnej. Dzięki niej łatwiej zrozumieć określenie, które usłyszeć można często w środowisku anonimowych alkoholików: skazani na rozwój. Bo jeśli nawet wydaje się to niesprawiedliwe i trudne, rodzi bunt i opór, a w świecie ludzi zdrowych jest kompletnie niezrozumiałe i nie do pojęcia, prawdziwi alkoholicy każdego dnia muszą wkładać wiele pracy i wysiłku w… normalność, w zwyczajne życie. I nieustannie muszą się rozwijać. Bo umrą.

Nie sądzę, żeby to właśnie Wydawnictwo, tak bardzo szanowane, z półtorawiekową tradycją, przez jakiś przypadek wydało „Alkoholiczkę” i „Alkoholika” – koncepcja, przesłanie, idea, pomysł wydają mi się czytelne i zrozumiałe: charakterystyczna, a nawet typowa dla mężczyzn zwięzła relacja, opisy konkretnych, „twardych” faktów, sytuacji i zdarzeń, dzięki „Alkoholiczce” zostają uzupełnione, dopełnione i – ponad wszelką wątpliwość – fantastycznie wzbogacone światem przeżyć i emocji nieco bardziej delikatnych, ulotnych, choć nie mniej tragicznych i bolesnych. W każdym razie, powtórzę raz jeszcze, poza cudownym przeżyciem literackim i fascynującą autobiografią, jest „Alkoholiczka” w literaturze polskiej kolejną okazją i szansą na zrozumienie, że tak naprawdę fundamentalnym, podstawowym, głównym i zasadniczym problemem alkoholików, kobiet i mężczyzn, nie jest konsumpcja etanolu w ilościach hurtowych (a co jest? – odpowiedź uważny czytelnik znajdzie w książce Miki Dunin), choć to, rzecz jasna, najbardziej rzuca się w oczy.

W ostatnich latach wiele razy zarzucano Kościołowi katolickiemu w Polsce obłudę i zakłamanie, a od wieków skostnienie, niezdolność do zmian. Katolickie Wydawnictwo WAM, wypuszczając na rynek książkę alkoholiczki, w której opisała ona… hm… szczególną relację ze sługą bożym, pokazuje, że zarzuty nie muszą być prawdziwe i niekoniecznie dotyczą całego Kościoła. Bo trzeba odwagi, by taką książkę wydać; odwagi i otwartości, i szczerości, i… gotowości na zmiany.
Ksiądz Mateusz był młody, przystojny i uroczy. Miał cudownie kojący głos, był fantastycznie dowcipny i złośliwy w ten przyjemny, podniecający sposób, który uwielbiałam. I był wyraźnie mną zainteresowany**.

Na koniec, po uważnej lekturze „Alkoholiczki”, jedna tylko uwaga, właściwie dygresja:
Wszyscy jesteśmy, byliśmy albo w określonych warunkach bywamy złodziejami, oszustami i kłamcami, wielu cudzołożnikami, ale trzeźwe alkoholiczki i alkoholicy nie udają przynajmniej świętoszkowato, że to nieprawda, że oni nigdy nie… Może właśnie dlatego bardziej sobie cenię opowieści uzależnionych, ale niepijących już autorów od historii ludzi pozornie przyzwoitych, na użytek sąsiadów i dalszych krewnych porządnych i bogobojnych, a jednak do samego gruntu fałszywych. Mika Dunin w „Alkoholiczce” jest prawdziwa. Prawdziwa tak bardzo, że to momentami boli…



--
* Mika Dunin, „Alkoholiczka”, wyd. WAM, 2014, s. 218.
** Tamże, s. 203.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Alkoholizm mocno egzotyczny

„Gobelin” – Barbara Kosmowska

Gobelin utkany przez Annę, za który zbiera pochwały i nagrody, jest, jak chyba wszystkie jej dzieła, czarno-biały. Obraz przedstawiony w opowieści Kosmowskiej jest zdecydowanie wielobarwny, czasem może nawet aż za bardzo, wręcz pstrokato. Anna Molty, osiągając kolejne stadia uzależnienia, budzi cała paletę emocji – zarówno wśród swoich bliskich, przyjaciół i znajomych, jak i u czytelnika.
Odrobinę naiwna wydała mi się koncepcja małżeństwa, w którym on to nudny, solidny, mieszczański do szpiku kości pan sędzia, a ona – barwna i wolna jak egzotyczny ptak artystka. W takich warunkach oczywiste jest, które z nich, nie wytrzymując szarzyzny codzienności, szukać będzie pociechy na dnie kieliszka.
Anna, Jerzy, Zuzanna, Konstancja, Michał… tak, scena rozstania z Michałem opisana jest znakomicie, choć nieco melodramatycznie – wielobarwna mozaika ludzkich losów, postaw, zachowań.

Książka na pewno warta przeczytania, nawet jeśli wizerunek alkoholizmu w niej prezentowany, niezbyt wiele wspólnego ma z rzeczywistością, ale… może rzeczywiście tyle jest alkoholizmów, co ludzkich wyobrażeń o nim?