niedziela, 25 września 2022

Pornografia polska i po polsku

 „Ona” – Adrian Bednarek

Pornografia – to kwalifikacja, a nie ocena. Nawet niezła. W każdym razie lepsza od odrażających treści produkcji pana Bartusia. W pierwszej chwili myślałem, że to debiut, bo warsztat autora pozostawia sporo do życzenia. Wierzę jednak, że z czasem Adrian Bednarek nauczy się, a może właśnie oduczy, używania „poważnych” określeń zamiast zwykłego, naturalnego języka. Nastolatki chodzą do szkoły. Właśnie tak – CHODZĄ, a nie… uczęszczają. Żaden nastolatek nie użyłby takiego słowa w rozmowie z rówieśnikiem lub we własnych myślach.
Wielu ludzi, zaczynających pisanie czegoś tam, uważa, że na piśmie to koniecznie trzeba używać takich „lepszych”, „mądrzejszych”, „dorosłych” wyrazów, słów, pojęć i określeń. Wydaje im się, że nie wypada napisać, że ktoś wypił pół litra wódki, nie, nie, on… spożył jedna druga litra alkoholu. Itp.

Nauka trwała długo, zdecydowanie dłużej niż mógłbym się spodziewać. Julita prowadziła mnie krok po kroku. Korygowała ruchy mojego języka i palców. Kazała zwalniać i przyśpieszać. Doprowadziłem ją na szczyt, na pewno. Jej spazmatycznych drgań ani zmian w cipce nie dałoby się udawać
[1].

Bohaterem, jeśli tak można go nazwać, jest Piotr Lange. W pierwszym rozdziale „Onej” nastolatek, w kolejnych, których akcja dzieje się sześć lat później, młody mężczyzna z poważnymi zaburzeniami seksualnymi i chorobliwą obsesją na punkcie Alicji, kiedyś sąsiadki, rówieśniczki. Lange obserwował ją, zakradał się do jej domu, kiedy jeszcze mieszkała po sąsiedzku, kradł bieliznę, wąchał pościel i majtki…

Alicja przez jakiś czas mieszkała w USA, a po jej powrocie, Piotr Lange, który (dzięki ćwiczeniom) w międzyczasie zmienił się z kluskowatego nastolatka i niezłe ciacho, znowu ruszył do akcji. Alicja wróciła z tej Ameryki z narzeczonym, w planach mają ślub, razem mieszkają, ale fiksatowi to zupełnie nie przeszkadza.

Seksualne zaburzenia Piotra Lange (czyżby alter ego autora? – wskazywałaby na to narracja w pierwszej osobie) to byłoby zdecydowanie za mało, żeby jakoś sensownie zapełnić ponad trzysta stron, więc w powieści pojawia się zagadka i napięcie; popełniona zostaje zbrodnia.

Jeździsz dłońmi po moich przedramionach. Pocisz się. W powietrzu unosi się kwaśny zapach. Ten sam, który wydzielałaś podczas naszych łóżkowych maratonów. – Nie było cię na miejscu zbrodni…[2].

Ostatecznie „Oną” nazwałbym thrillerem pornograficznym i jest to niezła rozrywka dla miłośników tego gatunku, do podróży albo w czasie, gdy nie ma się zupełnie nic innego do czytania. Wydaje mi się, takie mam przeczucie, że bardziej spodoba się czytelniczkom niż czytelnikom. Podobnie jak to było z „Pięćdziesięcioma twarzami Greya”. Ale uwaga – jeśli uważam, że „Ona” może być niezłą rozrywką, to nie znaczy, że ma jakąkolwiek wartość literacką.




---
[1] Adrian Bednarek, „Ona”, wydawnictwo Amare, 2022, s. 183.
[2] Tamże, s. 261.

niedziela, 18 września 2022

Czas Keseya i Prankstersów

 „Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie” – Tom Wolfe

Tom Wolfe (1930-2018) amerykański pisarz i dziennikarz, sztandarowy twórca Nowego Dziennikarstwa i Nurtu Gonzo, polegającego na łączeniu faktów i fikcji w relacji z wydarzeń. Nowe Dziennikarstwo znane jest z użycia scen zamiast narracji i dialogów w trzeciej osobie w mowie potocznej. Poza Tomem Wolfe pisał w tym stylu Truman Capote, Norman Mailer, Joan Didion i inni w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. „Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie” jest w sensie formalnym reportażem i pierwszy raz wydana została w 1968 roku.

Książka jest połączeniem częściowej zbeletryzowanej biografii Kena Keseya z opowieścią o szalonych latach sześćdziesiątych w Ameryce, o hippisach, ideach, miejscach i ludziach, a zwłaszcza o nieradzących sobie z ówczesną rzeczywistością freakach.

Ken Kesey, amerykański pisarz związany początkowo, w latach pięćdziesiątych, z beatnikami, a następnie, w kolejnym dziesięcioleciu, z hippisami, był jednym z liderów, zapewne najbardziej charyzmatycznym, jednej z pierwszych komun hipisowskich, Merry Pranksters (Wesołe Zgrywusy, ewentualnie Happy Pranksters). Oczywiście był (bo zmarł w 2001 roku w Laytonville) także autorem kultowego „Lotu na kukułczym gniazdem”. „Czasem wielka chętka” lub „Pieśń żeglarzy”, to pozycje tegoż autora zdecydowanie mniej znane i popularne w Polsce. Co do Ameryki, to nie wiem. Zresztą „Lot nad kukułczym gniazdem” stał się głośny i powszechnie znany dzięki filmowi Miloša Formana pod tym samym tytułem, nagrodzonym kilkoma Oscarami, z Jackiem Nicholsonem w roli głównej. Moim zdaniem jest to jeden z bardzo niewielu przypadków, kiedy to film jest lepszy od książkowego oryginału, ale to już inna sprawa.

O Keseyu wiedziałem wtedy właściwie tylko tyle, że jest bardzo poważanym, trzydziestojednoletnim powieściopisarzem, w ciężkich tarapatach z powodu dragów. Napisał Lot nad kukułczym gniazdem (1962), z którego w 1963 roku zrobiono sztukę teatralną oraz Sometimes a Great Notion (1964). Zawsze wspominano go razem z Philipem Rothem, Josephem Hellerem, Bruce’em Jayem Friedmanem oraz paroma innymi, jako jednego z młodych pisarzy, którzy mogą daleko zajść. Był dwukrotnie aresztowany za posiadanie marihuany, w kwietniu 1965 oraz w styczniu 1966 roku, i uciekł do Meksyku z obawy przed surowym wyrokiem. Wyglądało na to, że za drugim razem mógł dostać aż pięć lat. Pewnego dnia przypadkowo wpadły mi w ręce listy, które Kesey napisał z Meksyku do swego przyjaciela Larry’ego McMurtry’ego, autora powieści Horseman, Pass By, na podstawie której nakręcono film Hud. Były szalone i ironiczne, w stylu pomiędzy Williamem Burroughsem a George’em Ade’em, opowiadały o kryjówkach, przebraniach, paranoi, ucieczkach przed glinami, paleniu jointów i poszukiwaniu satori w Szczurzych krainach Meksyku*.

„Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie” nie jest pełną biografią pisarza, bo zaczyna się, kiedy Ken Kesey zostaje warunkowo zwolniony z więzienia, gdzie siedział za narkotyki, i rozgrywa się, nie licząc dygresji, jakieś trzy tygodnie. Reporter, autor, który opowiada całą tę historię, wsiada do autokaru pomalowanego fluorescencyjnymi farbami Day-Glo w psychodeliczne wzory i kolory, i rusza wraz z gromadą hippisów, gdzieś przed siebie, w poszukiwaniu wolności, sensu życia i nowych stanów świadomości. Ten zwariowany wehikuł to partyzancki patrol ze strasznej krainy LSD*. W Archiwum Prankstersów podobno do dziś przechowywane są taśmy, dzienniki, listy, fotografie i 40 godzin filmu z wyprawy tym autobusem.

A potem ktoś – Babbs? – zauważył ogłoszenie o sprzedaży szkolnego autobusu International Harvester rocznik 1939. Autobus należał do pewnego faceta z Menlo Park. Facet miał duży dom, mnóstwo ziemi, elegancki garnitur z tweedów i flaneli oraz jedenaścioro dzieci. Wyposażył autobus dla tych dzieci. Były w nim piętrowe łóżka, ławki, lodówka, zlew, szafki i półki oraz dużo innych rzeczy przydatnych do życia w drodze. Kesey kupił go za 1500 dolarów – w imieniu przedsiębiorstwa Intrepid Trips, Inc*. 

W książce pojawiają się, często tylko przelotnie, miejsca i ludzie, których rozpoznaję. Księgarnia City Lights w North Beach (główna kwatera Beat Generation), Haight-Ashbury, San Francisco, San Mateo, Kalifornia, Palo Alto; Andy Warhol, Paul Newman, Bob Dylan, Jack Kerouac… Jednak setki innych nie znam, nigdy o nich nie słyszałem. Jeśli ktoś jest podobny do Lois Jennings, Gretchen Fetchin albo Doris Delay, to ja nie wiem, jak wygląda, nie znam, nie rozumiem. I to jest słabością tej książki, jej poważnym mankamentem, ale tylko dla czytelnika zupełnie spoza tego czasu, tego środowiska, tej kultury.

Reasumując – wydaje mi się, że Tom Wolfe napisał świetną książkę… dla swoich. Dla ludzi, którzy uczestniczyli, jeśli nie w tych konkretnie wydarzeniach, to w ruchu w ogóle. Albo przynajmniej przez jakiś czas byli blisko. Dla pozostałych jest ona czytelna i zabawna mniej więcej tak, jak polski serial „Alternatywy 4” dla Papuasów.







---
* Tom Wolfe, „Próba Kwasu w Elektrycznej Oranżadzie”, przekład Richard Biały i Tomasz Tłuczkiewicz, wyd. Czarna Perła, 1995.

czwartek, 15 września 2022

Nijakie przypadki filmowe

 „Sceny rozbierane” – Radosław Piwowarski

Radosław Piwowarski, polski reżyser, scenarzysta i aktor filmowy, opisał kilkanaście (nie liczyłem dokładnie, może więcej) przypadków ze swojej kariery zawodowej głównie w czasach PRL Tytuł trochę naciągany, bo zdecydowana większość scen nie ma nic wspólnego z erotyką i rozbieraniem, ale rozumiem – tak na pewno lepiej się książka sprzedawała.

Nie liczyłem na jakąś wyuzdaną pornografię, po co miałbym czytać coś takiego, za to wyobrażałem sobie tę książkę, jako zbiór krótkich, egzotycznych i zabawnych anegdot ze świata filmu i filmowców. Nie były ani krótkie, ani specjalnie zabawne. Historia agregatowego (włączał na planie agregat), specjalisty od ostrości, asystenta, którego zadaniem była obsługa maszyny do produkcji dymu… Jeśli aktorzy, to debiutanci i nieznani z nazwisk.

W sumie aż się dziwię, że dobrnąłem do końca, ale działo się to na zasadzie – no, jeszcze jeden rozdział, może wreszcie będzie śmiesznie, a później znowu tylko jeszcze jeden. I tak to zeszło. Gdzieś w połowie przyszło mi do głowy, że może te zdarzenia były nawet komiczne, tylko Piwowarski opisał je jakoś… dziwnie.

Nie wiem, jak wielkim fascynatem filmów i kina trzeba byłoby być, żeby zachwycić się „Scenami rozbieranymi”. Owszem, przeczytać można, ale zdecydowanie nie trzeba i nie bardzo jest, po co.

poniedziałek, 12 września 2022

Śmierć prywatna i publiczna

 „Śmierć głośna, śmierć cicha” – Andrzej Bart

Łódź (kiedyś koniecznie trzeba było mówić/pisać miasto Łódź, na przykład „kot z miasta Łodzi pochodzi”), krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej. Głównymi bohaterami są Michał Burski, Sonia Millar i Wiktor Stern.

Nie wiadomo sąd wzięła się przyjaźń między Sonią Millar, Wiktorem Sternem i Michałem Burskim. Mimo że zrodziła się w mieście zrodzonym z ludzkiej różnorodności, to przecież i w nim była dziwolągiem. Bo jak to możliwe, aby młody pisarz żydowskiego pochodzenia, panna z dobrego niemieckiego domu i policjant, którego nieżyjący ojciec był tramwajarzem, trzymali się razem przez wiele lat*.

Przed komisariatem policji ktoś podłożył paczkę z uciętą kobiecą nogą. Wkrótce potem, w miejscowym teatrze, jedna z aktorek otrzymała pudełko, zawierające stopę. Policja szybko odkryła, że ofiarą jest Celina Wawrytek, młoda dziewczyna zaangażowana kilka dni wcześniej do trupy baletowej. Na tym, na czas dłuższy, sukcesy policji się skończyły. Za to pojawiły się kolejne, poważniejsze problemy.
Jakąś tam tancerką baletu nikt by się specjalnie nie przejmował, ale w tym przypadku sprawa była poważniejsza, bo morderca podrzucił nogę ofiary policjantom, a to wręcz prowokacja, drwina i wyzwanie. Nadinspektor i komendant dostawali szału. Natomiast, gdy zginęła córka senatora, w mieście Łodzi rozpętało się już koszmarne piekło.

Ponad pięćsetstronicowe tomiszcze nie mogło być zbudowane tylko i wyłącznie na wątku kryminalnym. I bardzo dobrze, że w książce jest coś więcej, a nawet znacznie więcej. A więc miasto Łódź i jego specyficzni mieszkańcy: Żydzi, Polacy, Niemcy, Anglicy, Rosjanie i inni. Mieszanina języków, choć z dominacją polskiego (biedota) i niemieckiego (przemysłowcy, fabrykanci, bankierzy). Mocno spolaryzowane przekonania polityczne – jedni tu popierają pana Hitlera, inni wręcz przeciwnie. Niektórzy angażują się w sprawy lokalnej polityki i czynnie w niej uczestniczą, inni kompletnie się nią nie interesują, ale za to wierzą polskim władzom, że wojny nie będzie, a jeśli nawet, to szybko ją wygramy, nie oddając Niemcom nawet guzika od munduru. Przecież wiadomo, że u nich wszystko to lipny erzac, a nam, Polakom, zazdroszczą dobrobytu… choć nie, to ostatnie to chyba jednak nie wtedy.

Szeregowy pracownik Urzędu Celnego, służbista Zdunek, odkrywa przemyt broni dla faszystowskich bojówek i popełnia kardynalny błąd, bo informuje o tym przełożonego, zaangażowanego hitlerowca. W związku z tym bardzo szybko kończy się nie tylko kariera gorliwego Zdunka, ale i jego życie.

Sonia Millar, chcąc pomóc przyjacielowi, policjantowi Michałowi Burskiemu, w ujęciu sprawcy, wymyśla szalenie ryzykowną intrygę, która miałaby pomóc go sprowokować i w efekcie złapać, ale…
Wszystko kończy się wiosną, przed pięćdziesiątymi pierwszymi urodzinami Adolfa Hitlera i zupełnie nie tak, jak się tego spodziewałem.

Bardzo dobra powieść kryminalna, przygodowa, historyczna, socjologiczna, z wieloma wątkami, z których większość splata się w jakimś momencie. Jedno tylko miałbym do zarzucenia autorowi – opisując realia życia w Łodzi, robi to jakby niezupełnie poważnie, kpiąc delikatnie z przekonań, postaw i zachowań ówczesnych mieszkańców miasta, i nie, nie sprawia to wrażenia dobrego humoru, prędzej drwiny.





---
* Andrzej Bart, „Śmierć głośna, śmierć cicha”, Księży Młyn, 2022, s. 21.







Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.


wtorek, 6 września 2022

Teraz jest czas na twój rewanż

 „Mroczne wyznania” – Lisa Unger

Zaczyna się od niesamowitego zbiegu okoliczności. Graham, ojciec Stephena i Olivera, traci dobrą pracę. Selenie, jego żonie, koleżanka oferuje znakomitą pracę. Znajoma Seleny z dziecięcego placu zabaw, Geneva, zawodowa i genialna opiekunka do dzieci, właśnie straciła posadę, więc może zacząć zajmować się chłopcami Seleny i Grahama. Opieka ojca, nawet jeśli chwilowo nie pracuje zawodowo, jak powszechnie wiadomo (kobietom), jest przecież nic niewarta, a zresztą, Graham lada moment znajdzie sobie jakieś nowe, intratne zajęcie.
W tym momencie cudowne przypadki się kończą. Graham Murphy ma trudności ze znalezieniem nowej pracy, ale to pewnie dlatego, że jej w zasadzie nie szuka. Za to pieprzy się namiętnie z Genevą na dywanie w dziecinnym pokoju, podczas gdy chłopcy oglądają w salonie telewizję. Selena obserwowała igraszki pary dzięki ukrytej kamerze.

Martha, uprawia seks biurowy z szefem. Problem w tym, że ten dureń się zakochał, a przynajmniej tak mu się wydaje, i bredzi coś o planach rozwodu z żoną, właścicielką firmy, w której sam pracuje. Takich pomysłów młoda kobieta nie miała, ani tym razem, ani wieloma poprzednimi; tak zdecydowanie nie miało być.

Selena i Martha spotykają się przypadkiem w pociągu, zwierzają się sobie i fantazjują przy wódeczce, jak by to było cudownie, gdyby ich narastające problemy nagle zniknęły, jakoś tak… same. Albo gdyby rozwiązał je za nie ktoś inny.
W stosownym momencie pojawia się w powieści Pearl, córka alkoholiczki, właścicielki plajtującej księgarni, inteligentna, introwertyczna nastolatka, oraz inne znaczące osoby.

Sensacyjnie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy Murphych odwiedzają w poniedziałkowy poranek dwaj policjanci i wypytują o Genevę Markson, która w czasie weekendu zaginęła bez wieści; zgłoszenie złożyła jej siostra, o istnieniu której Selena i Graham nie mieli pojęcia. Selena zaczyna otrzymywać esemesy o niepokojącej treści od Marthy, niby to przypadkowej towarzyski podróży.

W tym momencie przypomniałem sobie, że ja znam, pamiętam, tę historię. To było tak dawno, że nie jestem już pewien, czy chodziło o film, czy o książkę, ale podstawa fabuły (clou programu, jak to mówią) wydawała mi się identyczna, więc odtąd śledziłem akcję powieści, obserwując, czy dobrze pamiętam, czy mam rację.

Rozgrywająca się akcja, psychologiczna i sensacyjna, opisywana jest w trzeciej osobie (ona), z tym, że w jednym rozdziale jest to Selena, w innym Martha, w kolejnym Pearl, Oliver, Hunter, a także inne bohaterki i bohaterowie.

Wyjątkowo dobra powieść ze znakomicie wyważonymi wątkami pobocznymi, których jest nie za dużo i nie za mało, nie dominują one w powieści, ale też nie są zapychaczami, to jest generatorami liter, za które wydawca płaci autorowi. Na przykład młode kobiety pewnego typu – co jest z nimi nie tak, jaka dysfunkcja powoduje, że nieustannie starają się zadowolić wszystkich wokół siebie, nie potrafią odmawiać, i wiecznie wikłają się w związki z zupełnie niewłaściwymi facetami? Przeżycia nastolatków i dzieci też mają znaczenie, choćby to, co rzeczywiście słyszą i rozumieją dzieci, kiedy rodzicom wydaje się, że grzecznie śpią, a jeśli nawet coś podsłuchają, to i tak nic z tego nie zrozumieją.

Świetny warsztat pisarski, a że zakończenie nieco przewidywalne, to i co z tego. Poza tym do przewidzenia to ono było dla mnie, ale jestem pewien, że zdecydowanie nie dla wszystkich. Ostatecznie z przekonaniem polecam, bo to rozrywka na przyzwoitym poziomie.

 

 

 

 

#MroczneWyznania, @wydawnictwomuza, @muza.shadows.


sobota, 27 sierpnia 2022

Przeminęło wraz z wyborami

 „One za tym stoją” – Aleksandra Boćkowska 

Aleksandra Boćkowska, redaktorka związana kiedyś z kilkoma poczytnymi pismami, prezentuje osiem znaczących postaci: redaktorkę Radia TOK FM, wokalistkę, prezeskę wydawnictwa W.A.B., wiceministerkę (a może wiceministrę) spraw zagranicznych, restauratorkę, dyrektorkę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, prezeskę Urzędu Komunikacji Elektronicznej, współtwórczynię tygodnika mody… Czyli po prostu: Beata Stelmach, Ewa Wanat, Agnieszka Kręglicka, Beata Stasińska, Anna Streżyńska, Kayah, Irmina Kubiak i Agnieszka Odorowicz.

Panie te pokazane są w oczach rodziny, współpracowników, znajomych, konkurentów, podwładnych i swoich własnych. Motywem przewodnim, co zresztą sugeruje tytuł, jest ich ogromny wpływ na Polki, Polskę i może nawet czasem Polaków.

Książka trafiła do moich rąk dziesięć lat po jej wydaniu, a dzięki temu łatwiej mi ocenić, co zostało z ich działań, jak bardzo i na jak długo zmieniły w naszym kraju cokolwiek.

Polecam, ale tylko miłośnikom najnowszej historii zmian w Polsce.

Uroki uwiedzenia nieletniej

 „Próba” – Eleanor Catton

W przypadku tej książki opis na okładce przydał się bardzo, bez niego pewnie odłożyłbym tę lekturę po próbie przebrnięcia przed pierwszych dwadzieścia stron. Blurb zawiera informację o romansie nauczyciela ze szkoły muzycznej z nieletnią uczennicą, co oczywiście było powodem skandalu w całym mieście, oraz o pomyśle studentów szkoły teatralnej (Instytut Dramatyczny), by odegrać przedstawienie oparte na tym zdarzeniu.

Victoria to uczennica romansująca z nauczycielem, jednak to nie oni dwoje są głównymi bohaterami, katalizatorami, owszem, ale pierwszoplanowymi postaciami są trzy inne osoby: Isolde, młodsza siostra Victorii, która uczy się w szkole muzycznej, nauczycielka gry na saksofonie i Stanley, student ze szkoły teatralnej.

W „Próbie” nie zawsze wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją, wizją artystyczną, i to bywa męczące. Natomiast najważniejsze jest chyba przedstawienie pewnej życiowej prawdy: nie każde naganne i godne potępienia działanie, jest takie jednoznacznie złe, niektórym, czasem, wydawać się może wręcz pożądane.

Książka ewidentnie za długa, z mnóstwem literackich i formalnych udziwnień. Nie polecam.


czwartek, 25 sierpnia 2022

Rzecz o belgijskiej arystokracji

„Zbrodnia hrabiego Neville'a” – Amélie Nothomb

Zakochałem się w atrakcyjnej kobiecie w czarnym kapeluszu i w powieści „Z pokorą i uniżeniem”, ale lata mijały i styl, który pasował młodej dziewczynie, niezupełnie sprawdzał się po pięćdziesiątce. Dwie jej kolejne książki, nawet nie pamiętam już ich tytułów, odłożyłem znudzony i zniechęcony po dobrnięciu (z trudem) do jednej trzeciej. „Zbrodnia hrabiego Neville'a” z 2016 roku, miała być ostatnią szansą.

Hrabia Henri Neville plajtuje i musi sprzedać rodzinny zamek Pluvier. Nie zamierza jednak rezygnować z organizacji słynnego w okolicy garden-party, nawet, a może tym bardziej, że to ostatni raz.

Siedemnastoletnia córka hrabiego, Sérieuse Neville, wpada na ciekawy pomysł, by spędzić wrześniową noc w lesie. Znajduje ją w tym lesie wróżka, Rosalba Portenduére, zabiera do swojego domu i – dopiero rano – zawiadamia hrabiego. Swoją drogą Neville nawet nie zauważył wyjścia córki.

Kiedy ojciec przyjeżdża po córkę, Rosalba Portenduére informuje go w obecności udającej sen Sérieuse, że podczas planowanej imprezy, tego ostatniego w posiadłości garden-party, hrabia zamorduje jednego ze swoich gości.

Hrabia Neville z pomocą córki przegląda listę planowanych gości i oboje typują, kto z nich będzie, a przynajmniej mógłby być, ofiarą. Sérieuse uparcie obstawia tylko jedną osobę. 
Nie jest wykluczone, że przepowiednia wróżki, przyjmującej z czasem wymiar jakiejś klątwy, ma jakiś związek z przeszłością hrabiego, z historią jego małżeństwa, lub tkwi w samym zamku.

Dwie bezsenne noce z rzędu strasznie sześćdziesięcioośmiolatka wymęczyły. Gdyby chociaż miał pewność, że następnej nocy zdoła zasnąć! Ale znalazł się, jak sądził, w sytuacji bez wyjścia. Zanosiło się więc na to, że szybko się nie uwolni od bezsenności. Czwartego października będę tak wykończony, że nie będę w stanie podejmować gości ani nikogo zabić, myślał z przerażeniem*.

Pisarstwo Nothomb przypomina mi muzykę Erika Satie (szczególnie cykle fortepianowe „Gnossiennes” i „Gymnopédies”), kontrowersyjnego i ekscentrycznego kompozytora francuskiego czasów fin de siècle, którego jedni uważają za geniusza, a inni za błazna.

„Zbrodnię hrabiego Neville'a” uważam za całkiem niezłą powieść miniaturową, taki psychotyczny kryminał z umiarkowanie śmiesznym czarnym humorem, ale nie jestem pewien, czy koniecznie potrzebuję nadal eksperymentować z pisarstwem Amélie Nothomb; pisarstwem bardzo dobrym, zapewne, ale dla mnie chyba jednak zbyt… belgijskim. Nie jest też wykluczone, że mnie w nim (tym pisarstwie) coś znaczącego umyka.




--
* Amélie Nothomb, „Zbrodnia hrabiego Neville'a”, przekład Małgorzata Kozłowska, Wydawnictwo Literackie, s. 60.

piątek, 19 sierpnia 2022

Poznaj świat, w którym żyjesz

 „21 lekcji na XXI wiek” – Yuval Noah Harari

Juwal Noach Harari,izraelski historyk i profesor na Wydziale Historii Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, „21 lekcji na XXI wiek” napisał około dwa lata po „Homo deus” – dla mnie to ma znaczenie, choć obie te pozycje w Polsce ukazały się jednocześnie. Sam o sobie we „Wprowadzeniu” napisał tak:

Jestem historykiem i nie potrafię pomagać innym, dostarczając jedzenie lub ubrania – mogę jednak spróbować rozjaśnić im nieco horyzont, przyczyniając się w ten sposób do wyrównywania szans w skali globalnej. Jeśli pozwoli to choćby garstce osób włączyć się w dyskusję na temat przyszłości naszego gatunku, będzie to znaczyło, że spełniłem swoje zadanie*.

Wymyśliłem kiedyś dla siebie kilka własnych, prywatnych „złotych myśli”, jedną z nich jest: jasne komunikaty rodzą jasne sytuacje. W związku z tym doszedłem do wniosku, że może nawet niekoniecznie trzeba włączać się aktywnie w dyskusje na temat przyszłości naszego gatunku, ale dobrze byłoby mieć jakieś pojęcie, o co w ogóle chodzi, na czym polega gra. Choć nie jest wykluczone, że najważniejsze jest to, co można w niej przegrać, co stracić.

W „Homo deus”, którą czytałem niedawno, Yuval Noah Harari koncentrował się na przyszłości i to tej dalszej. W „21 lekcjach na XXI wiek” skupia się sprawach bieżących, na tym, co dzieje się tu i teraz. I znowu, jak i poprzednio, autor patrzy globalnie; to nie jest punkt widzenia konkretnego człowieka, który zmaga się z określonymi problemami, wynikającymi, na przykład, z nieudolności władzy w jego kraju (wyjątki są rzadkie, głównie w rozdziale, który dotyczy terroryzmu). Harari obserwuje siły, które kształtują społeczeństwa i stara przewidzieć efekty ich działania na czas najbliższy.

Dwadzieścia jeden tematów, które porusza w niniejszej publikacji, nie są nowością dla czytelników, którzy śledzą jego twórczość. O tej książce, także we „Wprowadzeniu”, napisał:

Tak naprawdę ta książka powstawała w dialogu z tymi, dla których ją pisałem. Wiele jej rozdziałów zrodziło się w odpowiedzi na pytania stawiane mi przez czytelników, dziennikarzy i kolegów. Wcześniejsze wersje poszczególnych fragmentów były już w różnej postaci publikowane, dzięki czemu miałem okazję uzyskać opinie na ich temat i poprawić swoją argumentację. W pewnych miejscach skupiam się na technice, w innych na polityce, religii czy sztuce. Niektóre rozdziały wysławiają ludzką mądrość, inne podkreślają decydującą rolę ludzkiej głupoty. Nadrzędne pytanie pozostaje jednak to samo: co dziś dokonuje się w świecie i jaki jest głęboki sens tych wydarzeń?

Książka składa się z pięciu głównych części: „Wyzwanie techniczne", "Wyzwanie polityczne", "Rozpacz i nadzieja", "Prawda", "Odporność”. W częściach tych zawarte są rozdziały takie, jak na przykład: „Postprawda", "Sprawiedliwość", "Rozczarowanie", "Bóg", "Nacjonalizm” i inne. Wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z obecną sytuacją w Polsce.

Z autorem można się zgadzać lub zupełnie nie, ale niewątpliwie warto popatrzeć na otaczający świat z nieco innego punktu odniesienia. A może dokładnie tego samego? Choćby po to, żeby w jakimś tam temacie dojść do wniosku, że nie, to nie moja bajka, ja zostaję przy swoim. Albo, by zrozumieć, że facet mądrze gada.

Yuval Noah Harari dedykuje tę książkę swojemu mężowi – z Icikiem Jahawem pobrali się w Toronto, bo w Izraelu nie było to możliwe. Więc lektura „21 lekcji na XXI wiek” jest też szansą na zweryfikowanie własnych poglądów i wątpliwości, czy osoby homoseksualne postrzegają świat tak samo, jak hetero.




--
* Wszystkie cytaty pochodzą z e-booka: Yuval Noah Harari, „21 lekcji na XXI wiek”, przekład Michał Romanek, Wydawnictwo Literackie, 2018 (konwersja: eLitera s.c.).