czwartek, 29 października 2020

Prawda mniej romantyczna

 „Rewolwerowcy” – James Reasoner 


Ta książka nie jest, obiektywnie rzecz biorąc, zbyt dobra w sensie warsztatu, talentu autora. Ale ja mam sentyment. Westerny, Dziki Zachód, rewolwerowcy, napady na pociągi i dyliżanse, pojedynki na Main Street w samo południe – tym żyłem w wieku 9-15 lat. Może już nie czytałbym, a zwłaszcza nie oglądał, naiwniutkich historyjek, które nic z rzeczywistością wspólnego nie miały, ale „Rewolwerowcy” to miało być coś w rodzaju fabularyzowanego dokumentu. I w dużej mierze jest… choć fabularyzacji jest tu więcej niż udokumentowanych faktów. Zresztą przestrzega o tym sam autor we wstępie. W każdym razie przeczytałem z przyjemnością i mimo wszystko, potwierdzając pewne, zdobyte wcześniej, informacje, weryfikując inne. 

John Henry „Doc” Holliday, jak wiele innych legendarnych postaci Dzikiego Zachodu, pochodził z Południa. Urodził się w Georgii w roku 1851. Nie jest pewne, czy rzeczywiście w młodości studiował stomatologię w collegeu w Baltimore, czy też jedynie nauczył się wyrywać zęby, obserwując, jak robią to inni. Tak czy owak, w roku 1872 otworzył w Atlancie gabinet dentystyczny. Sam jednak był chorowity i dręczyły go ataki kaszlu. W końcu skonsultował się z lekarzem, który zdiagnozował u niego gruźlicę. W tamtych czasach nie było na nią lekarstwa. Doktor zalecił jedynie zmianę klimatu na cieplejszy i suchszy, co mogło przedłużyć pacjentowi życie. Młody dentysta miał też inny powód do wyjazdu z Georgii. Jak większość ówczesnych mieszkańców Południa nie przepadał za byłymi niewolnikami, którzy dzięki wojnie secesyjnej uzyskali wolność. Kiedy zobaczył, że trzech czarnoskórych pływa w zakolu rzeki, które uważał za swój prywatny basen, wyjął broń i zaczął do nich strzelać. Niektórzy twierdzą, że jedynie celował w powietrze, by ich odpędzić; inni utrzymują, że ich zranił lub nawet zabił. Jakkolwiek było, ten incydent w połączeniu z problemami zdrowotnymi doprowadził do tego, że Doc opuścił Georgię i ruszył na zachód, do Teksasu

Całkiem niezła rozrywka dla mężczyzn w dowolnym wieku (pań o takie sentymenty jakoś nie posądzam), którym nie do końca przeszła fascynacja Dzikim Zachodem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza