sobota, 24 października 2020

Rutger nie ma racji, a szkoda...

 „Homo sapiens. Ludzie są lepsi, niż myślisz” – Rutger Bregman 

Irytujący tytuł, który zakłada, że autor jest wszechwiedzący, bo wyraźnie zna moje (i nie tylko moje) myśli. Ewentualnie uważa, że wszyscy ludzie myślą, że ludzie są źli – a skąd takie przypuszczenie? Jeśli jednak ludzie niezbyt dobrze oceniają innych ludzi, to może mają rację oni właśnie, a nie jeden… ale właśnie – kto? Po sprawdzeniu oryginalnego tytułu okazało się, że po raz kolejny i znowu, polska tłumaczka (o dziwo z angielskiego, a nie niderlandzkiego) poszalała sobie na całego, bo w rzeczywistości Rutger C. Bregman, stosunkowo młody (rocznik 1988) holenderski dziennikarz i historyk, autor głośnego opracowania „Utopia dla realistów”, napisał książkę pt. „Humankind. A Hopeful History”, a to przecież coś innego. Zdecydowanie innego. Ale do tego (oraz cytatu z innej książki) jeszcze wrócę. 

470 stron, elegancka, twarda oprawa – to mnie pozytywnie zaskoczyło; spodziewałem się, nie wiem czemu, broszurowego wydania i o połowę mniejszej objętości. W każdym razie od tej strony jest bardzo dobrze. Także liczba źródeł i przypisów robi wrażenie.

 „To jest książka o radykalnym poglądzie. […] Na czym więc polega ów radykalny pogląd? Na tym, że większość ludzi w głębi duszy jest całkiem przyzwoita” [1]. 

W znacznej mierze treść książki to dowody na poparcie tej tezy. Na szczęście nie tylko te dowody, bo byłaby to lektura niestrawna i… zbędna. Proszę zwrócić uwagę na założenie: większość ludzi w głębi duszy jest całkiem przyzwoita – są tu trzy elementy, dzięki którym można się z tym stwierdzeniem zgodzić, bez zastanowienia dłuższego niż 8 sekund i bez potrzeby czytania potężnego dzieła, mianowicie: większość (np. 51%?), w głębi duszy (czyli nie będzie to widoczne?), całkiem przyzwoita (a cóż to niby znaczy?). Jasne, czemu nie, chcesz mieć rację, to masz rację. Wygłaszając takie komunały łatwo mieć rację. 

Na szczęście, jak stwierdziłem, książka zawiera też inne przekonania autora, i to całe ich mnóstwo, ciekawych, intrygujących i irytujących, śmiesznych, wartych rozważenia i nie wartych uwagi, różnych po prostu, na przykład: 

„Czym jest prawda? Niektóre rzeczy są prawdziwe niezależnie od tego, czy w nie wierzysz, czy nie. […] Inne rzeczy mają potencjał, by stać się prawdą, jeśli w nie uwierzymy” [2]. 


Dowodem słuszności tego przekonania jest – według autora – placebo i nocebo. Placebo: lekarz podaje pacjentowi tabletkę z cukru pudru i wmawia mu, że to cudowny, drogi, szwajcarski lek, który na pewno mu pomoże i… pacjent czuje się lepiej. Nocebo: lekarz podaje pacjentowi lek, ale uprzedza, że wywołuje on przykre skutki uboczne i… pacjent ich doświadcza, choć w rzeczywistości lek zupełnie nie powoduje takich skutków. Czy to naprawdę oznacza, że ta rzecz (tabletka z cukru pudru) stała się prawdą, prawdziwym lekiem? No, właśnie według Rutgera Bregmana tak, według mnie – nie. Przecież to nie cukier puder uleczył chorego, ale jego wiara, mobilizacja organizmu, nadzieja itd. 

Inny dowód autora na całe to dobre serce ludzi, to zachowanie cywili w Londynie i w Niemczech, w czasie drugiej wojny światowej i bombardowań. Władze obawiały się i przewidywały panikę, chaos, plądrowanie, rabunki, ale w praktyce okazało się, że takich zachowań było stosunkowo niewiele, bo ludzie głównie pomagali sobie nawzajem. Super! Tyle, że autor zapomniał, że wojnę (tę i wszystkie inne) wywołali ludzie, a nie kosmici. Ludzie pomagali sobie podczas ewakuacji z walących się biurowców World Trade Center, super! Ale… to ludzie, a nie kosmici, porwali samoloty i uderzyli w wieże. 

Humankind. A Hopeful History to – moim zdaniem – Ludzkość. Historia pełna nadziei. Czy naprawdę można ocenić z nadzieją ludzkość po jej historii? To ludzie wymyślili plastik, wymagający tysięcy lat na rozpad, i zaczęli wytwarzać z niego przedmioty jednorazowe. Po Atlantyku dryfuje wyspa śmieci o powierzchni 8-9 razy większej od obszaru Polski. Po pierwszej wojnie światowej była druga. Cywilizowani, nawet wyrafinowani w swej kulturze ludzie, mordują zwierzęta i pożerają ich zwłoki. Wypowiadają porozumienie w sprawie ochrony kobiet przed przemocą. Itd. Itp. 

Nie zgadzam się z autorem w większości przypadków, a jeśli już tak, to w sprawach nie najwyższej wagi albo częściowo. 

„Aby wyciągnąć do kogoś dłoń, potrzebujesz przede wszystkim jednej rzeczy. Odwagi. Bo może się okazać, że skończysz ze zranionym sercem lub ktoś zrobi sobie z tego pośmiewisko” [3].

 Zgadza się, ale żeby pomagać sensownie i skutecznie, trzeba jeszcze wiedzieć, jak i co konkretnie należy zrobić, bo bez wiedzy i doświadczenia często będzie to tylko łzawe współczucie. Ludzie nie pomagają, choćby mogli, z bardzo wielu rozmaitych powodów, a strach nie jest jedynym. Powiedzenie: nic tak nie umacnia zła, jak bezczynność dobrych ludzi, jest zapewne starsze od autora „Homo sapiens”. I nie wzięło się z powietrza. 

Jednak najważniejszy błąd autora jest wręcz fundamentalny: rozpatruje on ludzkość (humankind) globalnie, podczas gdy ludzie nie żyją globalnie, ale indywidualnie. Czyli – nic mi po tym, że większość ludzi jest w zasadzie porządna, jeśli ja nie żyję z większością populacji; to Kowalski mnie okradł i Nowak oszukał, a nie cała ludzkość.

Pamiętam powódź w moim mieście. Większość była bierna społecznie, a więc nie robiła nic złego i nic dobrego. Ci ludzie zajmowali się sobą. Część pomagała bliźnim, ale byli i tacy (mieszkańcy najwyższych pięter), którzy na dachach wieżowców przejmowali dostawy (z helikopterów) wody, leków i żywności, i sprzedawali po horrendalnych cenach mieszkańcom niższych pięter. Przekonanie, a nawet wiara, że ludzie w zasadzie są dobrzy, jakoś w niczym nie pomogło lokatorom z drugiego, trzeciego piętra. 

Za bardzo ciekawe uważam rozważania, z których wynika, że ofiar zamieszek i rozruchów byłoby znacznie mniej, gdyby do akcji nie wkraczały siły porządkowe, na przykład Gwardia Narodowa w USA. Bo to właśnie ci obrońcy prawa i porządku prowokują do największych i najliczniejszych aktów przemocy. Oberwało się też obrońcom, dobrych, właściwych idei, że tak nazwę to w skrócie, choć nie wiem, czy słusznie, bo jeśli ktoś jest przeciwnikiem nazizmu, to nie oznacza jeszcze, że jego postawy i przekonania są słuszne… może przecież być fanatycznym komunistą. 

„Pod koniec lat 80, na miejscowym cmentarzu pochowany został zastępca Adolfa Hitlera Rudolf Hess, a Wunsiedel szybko stało się miejscem neonazistowskich pielgrzymek. Do dziś co roku 17 sierpnia, w rocznicę śmierci Hessa, skinheadzi maszerują przez miasto z nadzieją na wywołanie zamieszek i doprowadzenie do aktów przemocy. I co roku, tak na wszelki wypadek, antyfaszyści przychodzą, by dać swoim adwersarzom dokładnie to, czego ci pragną. Nieuchronnie co roku pojawia się filmik, na którym ktoś z dumą bierze zamach, chcąc uderzyć jakiegoś nazistę” [4]. 

Na czym tu polega błąd autora? Prawdziwi antyfaszyści i pacyfiści raczej nie rzucają się na innych ludzi, by ich bić. By siłą i przemocą fizyczną wbijać do głowy neonazistom, że ich przekonania nie są właściwe. 

Rutger Bregman w „Homo sapiens” w mocno irytujący sposób manipuluje danymi, prezentując głównie lub tylko te źródła, które potwierdzają jego pomysły. Coś takiego ma nawet zdaje się specjalną nazwę: błąd afirmacji. Na przykład opinia autora o paragwajskim plemieniu Aché. Tacy porządni, zgodni, mili ludzie. Wysoka śmiertelność? Ależ wcale nie dlatego, że są oni brutalni z natury. Po prostu to źli Paragwajczycy ich mordowali. Aché, ci dobrzy ludzie, gdy umierał ważniejszy członek plemienia, mordowali i chowali razem z nim małą dziewczynkę. Poza tym zabijali bez skrupułów starsze, niepotrzebne już plemieniu kobiety lub niemowlęta, jeśli uznali je za zbędne. Rutgerowi Bregmanowi z pełnym przekonaniem poleciłbym lekturę „Ikowie, ludzie gór” Colina M. Turnbulla, w którym opisano zmiany mentalności ludzkiej w trudnych warunkach. Choćby, jak słowo „najedzony” stało się synonimem słowa „dobry”, a kradzież żywności (konającemu z głodu krewnemu, mężowi) jest całkiem w porządku, jeśli tylko pozwala się samemu najeść. 

Jestem pewien, że książka wzbudzi skrajnie różne reakcje, zbierze zupełnie odmienne oceny. Zależeć to będzie od sposobu czytania. Ludzie, którzy czytają analitycznie, będą wytykać ewidentne według nich błędy i manipulacje, ci, którzy czytają emocjonalnie, będą zachwyceni. Jak się to odbywa? Ano tak… 

„Moje założenie jest po prostu takie, że mamy – wyrzuceni na bezludną wyspę, kiedy wybucha wojna czy w konfrontacji z szalejącymi żywiołami – silne skłonności do zwracania się ku naszym zaletom i dobrym stronom. Przedstawię ważne dowody naukowe pokazujące prawdziwość pozytywnego spojrzenia na ludzką naturę. Jednocześnie jestem przekonany, że jeśli zaczniemy w nie wierzyć, to stanie się ono rzeczywistością” [5]. 

Czytelnicy emocjonalni: Och, to świetnie, cudownie, nareszcie dobre wieści, można już z optymizmem i nadzieją patrzeć w przyszłość także naszych dzieci; to jest bardzo dobra wiadomość, zwłaszcza, że naukowe dowody potwierdzają.

Czytelnicy analityczni: Zaraz, zaraz… jeli są naukowe dowody czegoś tam, to moja wiara nie ma tu nic do rzeczy (Ziemia nie jest płaska bez względu na to, w co wierzę). To coś tam stanie się rzeczywistością dopiero, jak wszyscy zaczniemy w to wierzyć? Czyli teraz jeszcze nie jest? To niby czego dotyczą te naukowe fakty? Czegoś co dopiero się stanie i to pod warunkiem, że wszyscy w to uwierzymy? 

W jednym zgadzam się z autorem w zupełności:

„Jak wynika z dziesiątków badań wiadomości stanowią zagrożenie dla zdrowia psychicznego” [6] 

Nie potrzebuję na to naukowych dowodów. Dlatego zrezygnowałem z wiadomości, gazet, a zwłaszcza telewizji, już wiele lat temu. 

Na początku wspomniałem, że podczas lektury „Homo sapiens”, przypomniał mi się urywek innej pozycji. 

„Wyjątkowo ważna wydaje mi się umiejętność stawiania kończącej zdanie kropki we właściwym miejscu i to bez względu na to, czy w konkretnym przypadku chodzi o mowę, pismo czy myśli. Nie jest wykluczone, że nawet najważniejsze są myśli. Od nich przecież się zaczyna.
Ludzie są źli. – Źle!
Ludzie są dobrzy. – Źle!
Ludzie są. – Bardzo dobrze.
Tak właśnie wygląda niezwykle istotna różnica między przekonaniami i wierzeniami a rzeczywistością. To niełatwe, bo przecież nie wszystkie przypadki (zdania) w życiu będą aż tak banalne, jak ten prosty przykład, ale zasada jest w sumie zawsze ta sama: trzeba nauczyć się odróżniać fakty od przekonań” [7].

 Ostateczna ocena. „Homo sapiens. Ludzie są lepsi, niż myślisz” to bardzo dobra książka. Może się to wydać dziwne po tym, co napisałem wcześniej, ale oceniam teraz książkę, a nie przekonania autora i jego technikę dowodzenia swoich racji. Bardzo dobra pozycja, bo zmusiła mnie do zastanowienia się w dziesiątkach przypadków, do znalezienia odpowiedzi na pytania: a jakie jest moje zdanie na ten lub inny temat, co o tym sądzę i dlaczego właśnie to? Uważna lektura pomogła mi przewietrzyć własne przekonania i poglądy na wiele różnych spraw, a taki hm… zabieg uważam za niezbędny co kilka lat. A ludzie… ludzie są, po prostu. 

 



---
1. Rutger Bregman, „Homo sapiens. Ludzie są lepsi, niż myślisz”, przekład Emilia Skowrońska, Wyd. Dolnośląskie, s. 19.
2. Tamże, s. 25.
3. Tamże, s. 411.  
4. Tamże, s. 410 .
5. Tamże, s. 27.
6. Tamże, s. 30.
7. „Przebudzenie: Droga do świadomego życia”, wyd. Druga Strona, 2014, s. 51.

 

 

 

 

Książkę otrzymałem/otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza