wtorek, 19 kwietnia 2011

Calibre i Amazon Kindle

Choć jestem zapalonym czytelnikiem, wręcz miłośnikiem książek – w moim przypadku jest to połączenie życiowego hobby, a nawet pasji oraz zawodu – książkami w formie elektronicznej nie interesowałem się całymi latami. Owszem, zgromadziłem pewną kolekcję e-booków (ebooków, eBooków), którą przenosiłem pracowicie z dysku na dysk podczas kolejnych zmian sprzętu, ale… z doświadczenia wiedziałem już, że nie jestem w stanie czytać dłuższych tekstów z ekranu monitora.
Z audio-bookami było jeszcze gorzej; jestem wzrokowcem, więc słuchając tekstu książki, co chwilę gubiłem wątek; było to frustrujące i zupełnie beznadziejne.


Calibre i Amazon Kindle – niezbędnik nowoczesnego czytelnika

Wszystko zmieniło się, gdy brat podarował mi czytnik e-booków Amazon Kindle. Dotąd naiwnie wydawało mi się, że e-booków jest wszędzie całe mnóstwo, czyli jest z nimi prawie tak, jak z fotkami gołych panienek w sieci. Szybko załadowałem do Kindle’a kilka plików ze swojej kolekcji i… rozczarowanie było wielkie, bo Amazon Kindle tekstu nie wyświetlał w ogóle, albo w takiej formie, że było to zupełnie nie do przyjęcia. Pędem poleciałem do swojej wielkiej, sfinansowanej przez Unię Europejską, nowoczesnej, skomputeryzowanej biblioteki, gdzie dowiedziałem się, że dział e-booków zawiera 0 (słownie: zero) pozycji. Gorące i solenne zapewnienia, że rozbudowa działu planowana jest w najbliższej przyszłości, jakoś mnie w tym momencie nie satysfakcjonowały.




W tej sytuacji założyłem sobie konto na Amazon.com i nawet kupiłem tam jedną książkę, żeby sprawdzić, czy moje urządzenie działa właściwie i zobaczyć, jak to ustrojstwo funkcjonować powinno. Okazało się, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale z powodu bardzo słabej znajomości języka angielskiego, takie rozwiązanie mogło mieć charakter jedynie testowy. Podobnie zresztą jak prezent od firmy Amazon: dwa wielkie słowniki angielskie.

Zderzenie z rzeczywistością było niezwykle bolesne i zmusiło mnie – tak, dopiero teraz! – do zapoznania się z instrukcją obsługi czytnika i poszukiwania odpowiedzi na pytanie, co i jak muszę zrobić, żebym korzystając z Amazon Kindle mógł czytać książki: po polsku, z polskimi literami, bez „krzaków”, pustych stron i innych takich atrakcji.
Dowiedziałem się wreszcie wiele o formatach .mobi, .lit, .azw, .prc, .epub i innych, o ograniczeniach plików i formatów .doc, .txt, .pdf, .docx, przetestowałem programy Mobipocket Reader, Mobipocket Creator, Calibre, Pdf to epub i jeszcze jakieś, i… pozostałem przy Calibre. Oto, w naprawdę wielkim skrócie, kilka najbardziej podstawowych uwag i porad.

Amazon Kindle łączy się z komputerem za pomocą portu USB; jest to też najprostsza metoda ładowania jego baterii. Pliki e-booków ładuje się do folderu DOKUMENTS. Bez względu na to, czy zamierzamy kupować książki w Amazonie, czy nie, warto tam założyć sobie konto i – korzystając z połączenia w wersji 3G (telefonia komórkowa trzeciej generacji), albo sieci WiFi – zarejestrować swojego Kindle’a. Bez tego, z nieznanego mi powodu, nie będzie można tworzyć w MENU własnych kolekcji (a przynajmniej mi się to nie udawało). Początkowo może się to wydawać mało ważne, ale kiedy zbiór zaczyna przekraczać sto pozycji, jakaś forma katalogowania kolekcji zaczyna być niezbędna.

Przycisk HOME przekierowuje zawsze do pierwszej strony urządzenia, gdzie można odczytać zawartość swojego Amazon Kindle.
Do włączania i wyłączania służy suwak w dolnej części czytnika. Urządzenie wyłącza się na dwa sposoby: krótkie przesunięcie suwaka powoduje jego uśpienie, coś jakby stan standby (wyczekiwania). Wyświetlają się wtedy losowo (wygaszacz ekranu) stare ryciny, albo portrety pisarzy. Żeby czytnik wyłączyć zupełnie, suwak trzeba trzymać przesunięty przez kilka, czasem nawet kilkanaście sekund. Szybko przekonałem się, że nie jest to potrzebne, bo Amazon Kindle zużywa baterie właściwie tylko podczas „obracania” kartek, a nie podczas ich „wyświetlania”. Wyświetlanie napisałem w cudzysłowie, bo Amazon Kindle nie wyświetla tekstu, jak monitor, czy tablet, i to jest chyba jedną z największych jego zalet. Nieźle ilustruje to jeden z wielu filmów reklamujących czytniki Amazon Kindle.

Calibre

Moim zdaniem najlepszy i darmowy program, dzięki któremu można konwertować pliki tekstowe różnego typu do formatów dobrze rozumianych i właściwie „wyświetlanych” przez czytnik, w moim przypadku Amazon Kindle 3 Wi-Fi 6. Drugą, nie mniej ważną funkcją programu, jest tworzenie bibliotek i katalogów e-booków. Poniżej główne okno programu Calibre:




W pierwszym etapie instalacji wybieramy język (tak, polski też!) i lokalizację Biblioteki Calibre, to jest specjalnego folderu, w którym znajdą się nasze kolekcje e-booków, podzielone według autorów, na przykład. Następnie należy zaznaczyć, jakiego czytnika używamy, a jest ich na rozwijalnej liście naprawdę wiele. Można też, opcjonalnie, powiązać Calibre ze swoim kontem na Amazon. Program jest konfigurowalny w zakresie wręcz oszałamiającym i po kilku miesiącach użytkowania wcale nie mam pewności, że znam wszystkie jego możliwości. Natomiast podstawowa jego obsługa jest banalnie prosta: wystarczy kliknąć na czerwoną ikonę Dodaj książki i wskazać jedną lub więcej pozycji, a następnie brązowy Konwertuj książki.



W oknie, które się w tym momencie otwiera (powyżej), ustalamy format wyjściowy (zwykle pojawia się tu automatycznie format stosowny dla wybranego przy instalacji czytnika), uzupełniamy – jeśli trzeba – dane dotyczące autora, tytułu, wydawcy, zmieniamy okładkę itd. itd. Z mojej praktyki wynika, że dobrym pomysłem jest zaptaszenie w zakładce Wygląd i zachowanie pola „usuń odstępy między akapitami”. Przekonałem się też, że największą swobodę w przygotowaniu e-booka dają pliki .rtf, a najprostsze i najszybsze w konwersji są pliki .lit.

Przygotowany w Calibre e-book można przechowywać w bibliotece programu, albo jednym kliknięciem wysłać do Amazon Kindle.

I to w zasadzie wszystko, bo pełne instrukcje obsługi czytnika Amazon Kindle i programu Calibre to pokaźne tomiszcza i nie ma ani sensu, ani możliwości ich tu przepisywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz