wtorek, 26 lutego 2008

Magik z Wybrzeża

„Arivald z Wybrzeża” – Jacek Piekara


Prawie dwadzieścia lat temu Andrzej Sapkowski wydał niewielką książeczkę pod tytułem „Wiedźmin”. Zawierała ona, jeśli dobrze pamiętam, pięć opowiadań z wiedźminem Geraltem w roli głównej. Po kilku latach Geralt powrócił w twórczości Sapkowskiego, jako bohater wielotomowej sagi wiedźmińskiej, ale to już inna bajka.

„Arivald z Wybrzeża” jako żywo przypomina mi tamtego właśnie, pierwszego „Wiedźmina”. Zwłaszcza konstrukcją opartą na zasadzie jeden rozdział = jedna odrębna przygoda.

Arivald to czarodziej-samozwaniec, mag-samouk, były żołnierz i najemnik, poszukiwacz przygód i obieżyświat, który przypadkowo wszedł w posiadanie czarodziejskiej kuli, księgi i innych rekwizytów, po których prostaczkowie na pierwszy rzut oka rozpoznają czarodziejów, członków Tajemnego Bractwa z Silmaniony.

Arivald co trochę pakuje się w rozmaite mniej lub bardziej niebezpieczne przygody, wychodząc z nich cało raczej dzięki sprytowi, sile fizycznej i życiowemu doświadczeniu, niż umiejętnościom czarowania.

Lekka, łatwa w odbiorze, nieco kpiarska fantastyka, bez elementów brutalnej przemocy, wulgaryzmów, nachalnej erotyki. Taka trochę „z przymrużeniem oka”; w czytelnikach dorosłych może budzić pewien niedosyt.