środa, 28 stycznia 2026

Kochaj bliźniego swego jak...

 „Krew Tuluzy” – Maurice Magre

W zbeletryzowanej formie powieść opowiada o jednym z zapewne bardziej znanych, spektakularnych, bestialskich masowych mordów zainicjowanych i/lub dokonanych przez Kościół katolicki zwany Kościołem rzymskim, zachodnim lub rzymskokatolickim. Przy okazji przypomniało mi się, jak kiedyś w Licheniu kilkoro dorosłych polskich katolików wybałuszało oczy, jak żaba na piorun, gdy uświadomiłem im, że istnieją i działają inne jeszcze kościoły katolickie, że rzymski nie jest jedyny. Ale… mniejsza z tym.

„Krew Tuluzy” to wstrząsający opis krucjaty Francuzów przeciw Francuzom. Tym razem nie chodziło o obronę Grobu Świętego czy odbicie Jerozolimy gdzieś na drugim końcu świata, ale o eksterminację katarów zwanych też albigensami (od francuskiego miasta Albi), którzy głosili ideę ubóstwa, byli przeciwni gospodarczej hegemonii kleru, uznawali wojny za zło, twierdzili, że mężczyźni i kobiety są sobie równi itd. Za coś tak potwornego należało ich wszystkich, łącznie z kobietami i małymi dziećmi, po prostu wymordować.
Krucjata zakończyła się masakrą w Béziers, oblężeniem i zdobyciem Montségur – ostatniego bastionu oporu Katarów – oraz spaleniem przywódców katarów zwanych „doskonałymi”.

„Zło i nienawiść nie mogą znieść prawdy o sobie; pod wpływem słów giną jak upiory pod żelaznym ostrzem nekromanty. Przywołam umarłych i ja. Nie spoczną w pokoju, choć modlono się o to w kościołach. Pomimo psalmów i ceremonii powrócą do miejsc, w których dopuścili się niecnych czynów. Jest wśród nich de Montfort, wcielone zło, okryty swym gniewem jak zbroją. Jest hipokryta Fulk, wiecznie noszący pieprz pod paznokciami, aby móc płakać na zawołanie. Jest i Rajmund, który nie potrafił podjąć żadnej decyzji bez rzucania monetą. Oto ohydny Tankred z oślimi uszami i sowimi oczami, lubiący zadawać cierpienie, pyszniący się stworzonym przez siebie narzędziem tortur. Oto łysy Dominik oraz Innocenty w swej tiarze z pawimi piórami” [1].

Powieść zbudowana jest na faktach i pojawiają się w niej postacie historyczne, na przykład wspomniany w cytacie Tankred z Hauteville, jeden z przywódców krucjaty, Fulk z Neuilly francuski kaznodzieja i ksiądz z Neuilly-sur-Marne, który szczuł i nawoływał do krucjaty przeciwko katarom, Dominik Guzmán, święty Kościoła katolickiego, założyciel zakonu dominikanów, Innocenty III, papież w latach 1198-1216, który wyznawał pogląd, zgodnie z którym, będąc namiestnikiem Chrystusa na ziemi, stał między Bogiem a ludźmi, władając całym światem.
Głównym bohaterem powieści jest jednak postać fikcyjna, młody mnich, uczestniczący w ważnych wydarzeniach historycznych. Akcja zaczyna się około roku po rozpoczęciu przez Dalmasa Rochemaure nowicjatu w opactwie cystersów w pobliżu miasta Mercus. Co ciekawe, młody mnich wybrał tę drogę sam i raczej wbrew ojcu, który był znanym budowniczym katedr. Wydaje się, że stary Rochemaure, któremu zbawienie syna naprawdę leżało na sercu, nie uważał kariery zakonnej za moralnie czystą.

„Dla większości ludzi kościół był synonimem rozwiązłości oraz kupczenia odpustami i godnościami. Ta opinia nie była pozbawiona podstaw, ponieważ kler nie kwapił się do naśladowania pierwszych chrześcijan, została zapomniana tajemnica wiary. Kościół przesiąkł trucizną aż po korzenie, które zaczęły gnić. Władza i bogactwo zastąpiły pragnienie ubóstwa. Szatan zamieszkał w katedrach, kapłani przemawiali w jego imieniu, woda w chrzcielnicach i chleb Eucharystii przesiąkły złym duchem. Rzym był daleko, był jak wieża Babel, w której pod złowróżbnym krzyżem zasiadał na tronie Antychryst o kamiennym sercu” [2].

Ruch katarski miał w tamtych czasach znaczny wpływ i przyciągał do siebie ludzi z różnych warstw społecznych, zwłaszcza w znanym z tolerancji religijnej Hrabstwie Tuluzy. Rajmund VI z Saint-Gilles, hrabia Tuluzy, nie podejmował żadnych działań przeciwko katarom, więc w 1211 roku został zaatakowany przez krzyżowców z Szymonem z Montfort na czele, któremu papież powierzył dowództwo wojskowe w krucjacie.

Dalmas Rochemaure uciekł z klasztoru, a dzięki wstawiennictwu ojca, został przyjęty na służbę u Rajmunda VI. Obserwował z bliska życie i przekonania katarów oraz działania krzyżowców, co ostatecznie znacząco wpłynęło na zmiany w jego sposobie postrzegania ówczesnego świata w ogóle, a katolicyzmu w szczególności. Niewielka objętościowo powieść, zaledwie 165 stron, stanowi jego relację.






---
[1] Maurice Magre, „Krew Tuluzy”, przekład Arkadiusz Rączka, wyd. Totem Publisher, 2025, s. 6.
[2] Tamże, s. 45.




Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz