„Listonosz” – David Brin
„Nie było już zbyt ważne, jaka była tego przyczyna – wielki meteoryt, potężny wybuch wulkanu czy wojna atomowa. Równowaga temperatury i ciśnienia załamała się. Rozszalały się potężne wichry. Na całej północy zaczął padać brudny śnieg. Gdzieniegdzie nie ustawał nawet podczas lata” [1].
Wojna atomowa wybuchła, gdy Gordon Krantz, główny bohater, miał osiemnaście lat i zaczynał naukę w college’u. Do tego doszła epidemia zabójczego wirusa, który twórcom wymknął się spod kontroli i zabijał zarówno wrogów, jak i swoich. Zbiory pogarszały się z roku na rok. Jednak te elementy nie wystarczyłyby, żeby tak totalnie zniszczyć świat. W społeczeństwie pojawił się wróg wewnętrzny – Nathan Holn i jego zwolennicy czy wyznawcy.
Katastrofa, a właściwie apokalipsa i zagłada, miała miejsce około szesnaście lat temu. Trzydziestokilkuletni obecnie Gordon Krantz, połowę życia spędził w głuszy, z dnia na dzień walcząc o przetrwanie. Czasami, w nielicznych, rozsianych z rzadka osadach ludzkich, nakarmiono go lub wynagrodzono przydatnymi drobiazgami, w zamian za historie, które świetnie potrafił opowiadać.
Pewnego razu Gordon został napadnięty przez bandytów i obrabowany z większości rzeczy, które umożliwiały mu przeżycie. Udało mu się uciec, ale bez swojego sprzętu był skazany na śmierć w ciągu doby lub dwóch. Ruszył za bandytami, gotów do walki z nimi na śmierć i życie, ale zgubił ich ślady. Natknął się za to na wrak furgonetki pocztowej, a w niej na szkielet listonosza. Jego skórzana kurtka i mundur z emblematami państwowej amerykańskiej poczty były coraz rzadziej spotykanym wspomnieniem po zaginionym świecie.
Ważne w powieści wydaje się to, że Gordon nie był komandosem, weteranem wojny w Zatoce, Pustynnej Burzy lub kimś takim. David Brin zręcznie uniknął tak sztampowego rozwiązania. To humanista i to momentami naiwny – nawet z bandytami (na szczęście nie byli to holniści) próbował się jakoś porozumieć, dogadać. Owszem, ruszył za nimi w pogoń, ale czy naprawdę byłby w stanie zabić któregoś z nich mimo posiadania broni?
Gordon nosił kurtkę listonosza bez żadnych ukrytych motywów, po prostu dla ochrony przez zimnem. W osadzie Pine View, gdzie bawił mieszkańców swoją interpretacją Makbeta i mową Lincolna, zauważył, że w tym stroju ludzie traktują go w sposób szczególny. Poczta, listonosze, to element normalnego świata, takiego zorganizowanego, z odpowiedzialnymi urzędnikami, a pojawienie się listonosza to nadzieja, że taki świat mógłby powrócić.
David Brin sugeruje wyraźnie, że cywilizacja ludzi, to nie tylko gospodarka, technologia i przewaga militarna, że liczą się też inne wartości – duchowe, a nie materialne.
W czasach miernoty i bylejakości książka bez rażących błędów, dobrze wydana z twardą okładką i ciekawą na niej grafiką, zwraca uwagę na plus. Powieść wydana po raz pierwszy w 1985 roku, ale podczas lektury trudno byłoby to odkryć – dziś wydaje się równie aktualna.
---
[1] David Brin, „Listonosz”, przekład Michał Jakuszewski, Zysk i s-ka, Poznań 2026, s. 7.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.






