sobota, 14 lutego 2026

Krótka autobiografia Stephena

 „Moja krótka historia” – Stephen Hawking

Bardzo dobrze wydana, ale króciutka autobiografia Stephena Hawkinga, zmarłego w 2018 roku brytyjskiego fizyka teoretycznego i matematyka. Hawking specjalizował się w teorii względności i astrofizyce, w tym kosmologii. Był znanym popularyzatorem pasjonujących go tematów. Jego „Krótka historia czasu” znajdowała się na liście bestsellerów „British Sunday Timesa” przez ponad cztery lata. Prawdopodobnie równie znany był z powodu swojej choroby. Cierpiał na stwardnienie zanikowe boczne (ang. ALS zdiagnozowano u niego, gdy miał dwadzieścia jeden lat) i większość zdjęć czy nagrań w mediach prezentuje go w specyficznej pozie, na wózku inwalidzkim, porozumiewającego się dzięki specjalnemu syntezatorowi mowy.

Elegancka, twarda oprawa, około sto pięćdziesiąt stron, ale i to wydaje się nieco naciągane, wiele zdjęć – z jednej strony to bardzo dobrze, ale z drugiej oznacza mniej tekstu – wyjątkowo szerokie marginesy i interlinie. Powiedziałbym, że jeśli chodzi o zawartość merytoryczną, jest to broszura do przeczytania w jakieś półtorej godziny.

Niewątpliwą zaletą tej publikacji jest prosty, przystępny język. Może poza tymi fragmentami, w których Stephen Hawking stara się wyjaśnić swoje przełomowe odkrycia dotyczące czarnych dziur i natury wszechświata. Jest ich jednak niewiele, a autor wyraźnie starał się opisać to tak, żeby choćby niektórzy czytelnicy byli w stanie cokolwiek zrozumieć. Natomiast wyraźnie przestrzega czytelników przed lekturą innej książki, którą napisał wspólnie z George’em Ellisem, wydanej w 1973 przez Cambridge University Press, którą uważa za zbyt trudną.

„Książka jest nadal wznawiana, bo stanowi właściwie ostatnie słowo w kwestii przyczynowej struktury czasoprzestrzeni, czyli tego, który jej biegun może wpływać na zdarzenia w innych punktach. Przestrzegałbym laików przed próbami zapoznania się z tą pozycją. Jest to rzecz bardzo specjalistyczna i została wydana w czasach, kiedy starałem się przedstawiać wywody z rygorystyczną precyzją, godną czystego matematyka. Dziś bardziej zależy mi na trafności niż na pedanterii”*.

Stephen Hawking był dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa z Jane Wilde, która opiekowała się nim do 1991, miał troje dzieci: Roberta (1967), Lucy (1970) i Tima (1979). Jako wybitny naukowiec otrzymał mnóstwo nagród, wyróżnień, prestiżowych tytułów i stanowisk, jednak najbardziej podobała mi się ta część jego historii, która dotyczyła dzieciństwa i dorastania w powojennym Londynie.




---
* Stephen Hawking, „Moja krótka historia”, przekład: Agnieszka Sobolewska, wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2025, s. 77.




Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

poniedziałek, 9 lutego 2026

Zagadka porwania nastolatki

 „Ostatnie dziecko” – John Hart

Thriller, który zaczyna się jak powieść społeczno-obyczajowa o życiu i dorastaniu w patologicznej rodzinie amerykańskiej, w niewielkim miasteczku. Niby zdarzyła tam się historia kryminalna, ale połowa książki, to dramat społeczny.

Nastoletnia Alyssa Merrimon została porwana. Ktoś ją wciągnął do samochodu – według zeznań nastoletniego świadka – i gdzieś wywiózł. Jej brat bliźniak, Johnny, nie mógł się z tym pogodzić i nieustanie szuka siostry, odwiedzając okoliczne domy i pokazując zdjęcie. Ich matka, trzydziestokilkuletnia Katherine, uciekła od tego koszmaru w picie i ćpanie jakichś psychotropów. Ojciec bliźniaków, targany poczuciem winy, porzucił rodzinę i zniknął nie wiadomo gdzie. Trzynastoletni Johnny Merrimon znajduje wsparcie w swoich upartych poszukiwaniach w osobie policjanta, Clyde Hunta, który oficjalnie prowadzi sprawę porwania Alyssay Merrimon i nadal coś tam robi mimo problemów z własną karierą i rodziną. Jest wreszcie zły lokalny bogacz, który wykorzystuje Katherine i któremu jej wieczne odurzenie bardzo pasuje.

Ciekawie, a nawet intrygująco robi się dopiero pod koniec, gdy akcja wyraźnie zmierza do zakończenia, wyjaśnienia i zdemaskowania.

Niepokojące i odrobinę niedopasowane wydały mi się wątki fantastyczne, a może raczej metafizyczne: wątek wron lub kruków oraz postać wielkoluda Levi'ego Freemantle'a, jakby żywcem wyciągnięta z „Zielonej mili”.

sobota, 7 lutego 2026

Kontrowersyjny dziennikarz

 „Furia” – G. M. Ford

W Seattle napadnięto, zgwałcono i zamordowano osiem kobiet. Właściwie tylko cudem niknęła śmierci Leanne Samples, dziewiąta ofiara napaści. Ona to rozpoznała napastnika, którym miał być bezdomny, poważnie zaburzony, prymitywny pedofil, Walter Leroy Himes. W wyniku procesu skazany został na śmierć.

Jest rok 2001, do egzekucji Himesa zostało kilka dni. Do kontrowersyjnego dziennikarza i autora książek, Franka Corso, zgłosiła się Leanne Samples twierdząc, że w śledztwie i w sądzie kłamała – to nie Himes ją napadł. Właściwie to nikt jej nie napadł. Obawiała się, że może być w ciąży z kolegą, więc swoim fanatycznie religijnym rodzicom wcisnęła historyjkę o napadzie i zgwałceniu. Teraz jednak ruszyło ją sumienie i nie chce, żeby za jej wymysły zginął niewinny człowiek. Problem polega na tym, że Leanne Samples była głównym i jedynym świadkiem oskarżenia – bez jej zeznań prokuratura nie miała zupełnie nic przeciwko Himesowi. Tyle, że nowych zeznań Samples, jej przyznania się do kłamstwa i krzywoprzysięstwa nikt nie chce słuchać, bo komplikują całą tę prostą, zamkniętą już sprawę. Bo jeśli nie Walter Leroy Himes, na którym skupili się śledczy, ignorując inne tropy, to kto?
Po latach przerwy seryjny zabójca znowu zaatakował. Jednak Himes siedzi w więzieniu, w celi śmierci, wiec… żeby nie utrudniać sobie sprawy i nie przyznawać się do spektakularnej porażki, policja fakt kolejnej napaści po prostu ukrywa.

Frank Corso, dziennikarz Seattle Sun, do spółki z fotoreporterką Meg Dougherty, postanawia walczyć o sprawiedliwość. Tego akurat w systemie prawnym USA nie rozumiem – Corso musi znaleźć prawdziwego mordercę, żeby nie stracono Himesa. Jakby zmiana zeznań Leanne nie wystarczyła.

Fabuła powieści to właśnie rozpaczliwa walka z czasem i dramatyczne poszukiwania prawdziwego sprawcy napaści na kobiety. Podstawową akcję wzbogacają ciekawe wątki poboczne. Franka Corso wyrzucono niedawno z New York Timesa za sfabrykowanie artykułu, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, z którą pisarz nie walczy. Fotoreporterka Meg Dougherty znana jest w środowisku dziennikarskim, i nie tylko, z tego, że ma całe ciało pokryte tatuażami – efekt zemsty odrzuconego chłopaka, zawodowego tatuażysty (tatuatora). Do tego wątki uczuciowo-erotyczne.
W sumie całkiem niezła rozrywka choć na kolana nie powala.

czwartek, 5 lutego 2026

Corso - bezwzględny bohater

 „Bielmo” – G. M. Ford

„Bielmo” jest elementem cyklu, którego głównym bohaterem jest Frank Corso, dziennikarz z talentem do odkrywania sensacji, zamożny autor poczytnych książek. Wygląda na to, że chronologicznie jest to historia wcześniejsza niż „Czarna rzeka”, którą czytałem i skończyłem niedawno.

Corso pochwalił się pewnymi informacjami, ale jego świadek nagle zmienił zdanie i teraz śledczy od Franka domagają się wyjaśnień i odpowiedzi, skąd z taką pewnością wiedział o sprawie. Grozi mu zatrzymanie i długie przesłuchania. Oczywiście nie ma na to ochoty, więc ucieka w towarzystwie fotoreporterki, którą wynajął, Meg Dougherty, z którą miał kiedyś romans.

Koszmarna zamieć śnieżna zatrzymuje ich na lotnisku – w tych warunkach samoloty nie startują. Frank i Meg wynajmują auto i jadą do Madison, miasta z lotniskiem oddalonego o kilkaset kilometrów, które podobno normalnie działa. Po przejechaniu z połowy trasy auto wpada w poślizg (zamieć śnieżna trwa nadal). Poturbowani pasażerowie docierają do niewielkiego miasteczka w Wisconsin, a dokładnie do starej, opuszczonej chaty na jego obrzeżach.
W chacie przypadkowo znajdują zwłoki właściciela domu, Eldreda Holmesa, oraz jego rodziny, to jest dwóch synów – okazało się, że nie wyjechali kilkanaście lat wcześniej, jak to się wszystkim wydawało, ale zostali zamordowani, a ich zwłoki ukryto pod podłogą w szopie czy stodole.

Śledczy nie znaleźli tylko ciała żony Eldreda Holmesa; nie wiadomo, co się z nią stało, ale też nie wiadomo nawet, jak wyglądała, bo ze wszystkich zdjęć w rodzinnym albumie, znalezionym w chacie, ktoś dokładnie usunął wizerunek jej twarzy. Z dawnych wspomnień lokalnej policjantki wynika, że przed ślubem nazywała się Sissy Warwick – kruczoczarne włosy i wielkie błękitne oczy, egzotyczna uroda, jak na zapyziałe miasteczko Avalon.

Frank Corso musi rozwiązać sprawę, żeby samemu nie zostać w nią wrobionym, a do tego ścigają go policjanci z Teksasu, z długą listą pytań i nakazem ekstradycji. Szeryf (szeryfka) Trask z miasteczka nawet mu sprzyja, ale w pokomplikowanych układach w Avalon i z ambitnym zastępcą na głowie, niewiele może zrobić.

Niewielkie dłużyzny, zwykle bardzo dynamiczna akcja – arcydzieło to to nie jest, ale całkiem niezła rozrywka na trzy-cztery godziny.

środa, 4 lutego 2026

Źli Rosjanie w Ameryce

 „Czarna rzeka” – G. M. Ford

Przyzwoita powieść sensacyjna. Jej bohaterem jest Frank Corso, dziennikarz z zacięciem do grzebania w problematycznych sprawach, autor poczytnych książek.
Corso uczestniczy w procesie Balaguli, rosyjskiego bandyty, którego szwindle budowlane doprowadziły do zawalenia się szpitala i śmierci ponad sześćdziesięciu osób, w tym małych dzieci.
Kiedy okazuje się, że Balagula może wymknąć się wymiarowi sprawiedliwości, nie pierwszy raz zresztą, Corso przestaje być tylko obserwatorem.

Poszukam też innych powieści tego autora.

niedziela, 1 lutego 2026

Debiut pisarski Głowackiego

 „Wirówka nonsensu” – Janusz Głowacki

Siedem opowiadań Głowackiego z połowy i końca lat sześćdziesiątych:
1. Wizyta,
2. Kongo na Kubusia Puchatka,
3. Wielki brudzio,
4. Duży świat,
5. Wirówka nonsensu,
6. Dochodzenie,
7. Volvo dla mouse-killera.

To były same początki pisarstwa Janusza Głowackiego, mocno odbiegające od mistrzostwa późniejszych utworów. Problematyczny może też być czas i miejsce akcji, bo to czasy głębokiej „komuny”, więc nie do końca jestem pewien jego motywów – bo, owszem, kpi i drwi bezlitośnie z nowobogackich tamtych czasów, ale czy ma to być krytyka ustroju, w którym takie typy się lęgną, czy może negatywna ocena cwaniaków, dla których ważne są tylko samochody, układy, placówki zagraniczne, modne i drogie ciuchy oraz młode i łatwe do wyrwania dziewczyny.

środa, 28 stycznia 2026

Kochaj bliźniego swego jak...

 „Krew Tuluzy” – Maurice Magre

W zbeletryzowanej formie powieść opowiada o jednym z zapewne bardziej znanych, spektakularnych, bestialskich masowych mordów zainicjowanych i/lub dokonanych przez Kościół katolicki zwany Kościołem rzymskim, zachodnim lub rzymskokatolickim. Przy okazji przypomniało mi się, jak kiedyś w Licheniu kilkoro dorosłych polskich katolików wybałuszało oczy, jak żaba na piorun, gdy uświadomiłem im, że istnieją i działają inne jeszcze kościoły katolickie, że rzymski nie jest jedyny. Ale… mniejsza z tym.

„Krew Tuluzy” to wstrząsający opis krucjaty Francuzów przeciw Francuzom. Tym razem nie chodziło o obronę Grobu Świętego czy odbicie Jerozolimy gdzieś na drugim końcu świata, ale o eksterminację katarów zwanych też albigensami (od francuskiego miasta Albi), którzy głosili ideę ubóstwa, byli przeciwni gospodarczej hegemonii kleru, uznawali wojny za zło, twierdzili, że mężczyźni i kobiety są sobie równi itd. Za coś tak potwornego należało ich wszystkich, łącznie z kobietami i małymi dziećmi, po prostu wymordować.
Krucjata zakończyła się masakrą w Béziers, oblężeniem i zdobyciem Montségur – ostatniego bastionu oporu Katarów – oraz spaleniem przywódców katarów zwanych „doskonałymi”.

„Zło i nienawiść nie mogą znieść prawdy o sobie; pod wpływem słów giną jak upiory pod żelaznym ostrzem nekromanty. Przywołam umarłych i ja. Nie spoczną w pokoju, choć modlono się o to w kościołach. Pomimo psalmów i ceremonii powrócą do miejsc, w których dopuścili się niecnych czynów. Jest wśród nich de Montfort, wcielone zło, okryty swym gniewem jak zbroją. Jest hipokryta Fulk, wiecznie noszący pieprz pod paznokciami, aby móc płakać na zawołanie. Jest i Rajmund, który nie potrafił podjąć żadnej decyzji bez rzucania monetą. Oto ohydny Tankred z oślimi uszami i sowimi oczami, lubiący zadawać cierpienie, pyszniący się stworzonym przez siebie narzędziem tortur. Oto łysy Dominik oraz Innocenty w swej tiarze z pawimi piórami” [1].

Powieść zbudowana jest na faktach i pojawiają się w niej postacie historyczne, na przykład wspomniany w cytacie Tankred z Hauteville, jeden z przywódców krucjaty, Fulk z Neuilly francuski kaznodzieja i ksiądz z Neuilly-sur-Marne, który szczuł i nawoływał do krucjaty przeciwko katarom, Dominik Guzmán, święty Kościoła katolickiego, założyciel zakonu dominikanów, Innocenty III, papież w latach 1198-1216, który wyznawał pogląd, zgodnie z którym, będąc namiestnikiem Chrystusa na ziemi, stał między Bogiem a ludźmi, władając całym światem.
Głównym bohaterem powieści jest jednak postać fikcyjna, młody mnich, uczestniczący w ważnych wydarzeniach historycznych. Akcja zaczyna się około roku po rozpoczęciu przez Dalmasa Rochemaure nowicjatu w opactwie cystersów w pobliżu miasta Mercus. Co ciekawe, młody mnich wybrał tę drogę sam i raczej wbrew ojcu, który był znanym budowniczym katedr. Wydaje się, że stary Rochemaure, któremu zbawienie syna naprawdę leżało na sercu, nie uważał kariery zakonnej za moralnie czystą.

„Dla większości ludzi kościół był synonimem rozwiązłości oraz kupczenia odpustami i godnościami. Ta opinia nie była pozbawiona podstaw, ponieważ kler nie kwapił się do naśladowania pierwszych chrześcijan, została zapomniana tajemnica wiary. Kościół przesiąkł trucizną aż po korzenie, które zaczęły gnić. Władza i bogactwo zastąpiły pragnienie ubóstwa. Szatan zamieszkał w katedrach, kapłani przemawiali w jego imieniu, woda w chrzcielnicach i chleb Eucharystii przesiąkły złym duchem. Rzym był daleko, był jak wieża Babel, w której pod złowróżbnym krzyżem zasiadał na tronie Antychryst o kamiennym sercu” [2].

Ruch katarski miał w tamtych czasach znaczny wpływ i przyciągał do siebie ludzi z różnych warstw społecznych, zwłaszcza w znanym z tolerancji religijnej Hrabstwie Tuluzy. Rajmund VI z Saint-Gilles, hrabia Tuluzy, nie podejmował żadnych działań przeciwko katarom, więc w 1211 roku został zaatakowany przez krzyżowców z Szymonem z Montfort na czele, któremu papież powierzył dowództwo wojskowe w krucjacie.

Dalmas Rochemaure uciekł z klasztoru, a dzięki wstawiennictwu ojca, został przyjęty na służbę u Rajmunda VI. Obserwował z bliska życie i przekonania katarów oraz działania krzyżowców, co ostatecznie znacząco wpłynęło na zmiany w jego sposobie postrzegania ówczesnego świata w ogóle, a katolicyzmu w szczególności. Niewielka objętościowo powieść, zaledwie 165 stron, stanowi jego relację.






---
[1] Maurice Magre, „Krew Tuluzy”, przekład Arkadiusz Rączka, wyd. Totem Publisher, 2025, s. 6.
[2] Tamże, s. 45.




Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

niedziela, 25 stycznia 2026

ZSRR - twór wiecznie żywy

 „Polowanie” – Brian Haig

Powieść sensacyjna osadzona w realiach upadającego Związku Radzieckiego i na nich zbudowana. Jednak akcja dzieje się w większości w innych krajach, głównie w USA.

Młody rosyjski, a może jeszcze radziecki biznesmen, Aleks Koniewicz, geniusz matematyczno-gospodarczo-finansowy, zatrudnia na stanowisku szefa ochrony wszystkich swoich interesów i rodziny, byłego dyrektora KGB, Siergieja Golicyna. Tym samym wykazuje się głupotą i bezmyślnością tak wielką, że to wręcz porażające.

Golicyn zdradza Koniewicza, porywa go, wrabia w morderstwo, ograbia z całego majątku – przy wydatnej pomocy rządu i służb USA – torturuje, pakuje do więzienia itd. Fabuła dotyczy głównie rozlicznych działań Koniewicza, zmierzających do odzyskania… wszystkiego.

Powieść niezła, ale za długa i mocno przesadzona, choć podobno niektóre jej elementy zbudował autor na faktach.

środa, 21 stycznia 2026

Morderstwa w Pirenejach

 „Bielszy odcień śmierci” – Bernard Minier

Byłaby to całkiem niezła powieść sensacyjna, gdyby nie kilka mankamentów. Przede wszystkim jest za długa – przynajmniej o trzydzieści procent. Główny bohater negatywny jakoś mocno przypomina Hannibala Lectera. Historia, podobnie jak „Milczenie owiec”, nie zawiera definitywnego zakończenia. Wygląda to na chytry plan: jak odniesie sukces, to się dopisze ciąg dalszy. Nie wszystkie wątki zostają zamknięte/zakończone. Może problem w tym, że to debiut autora?

Rzecz dzieje się w zasypanych śniegiem Pirenejach, w niewielkich miasteczkach w dolinach. Pracownicy starej elektrowni wodnej, należącej do grupy kapitałowej Lombarda, znajdują na górnej stacji kolejki linowej powieszonego konia bez głowy. Koń, rasowy i bardzo drogi, należał do samego Lombarda, miliardera, potentata, człowieka o wielkich wpływach. Wkrótce jednak zaczynają ginąć także ludzie; ich ciała znajdowane są specyficznie ułożone – morderca inscenizuje miejsce czynu i zwłoki, co powinno być sygnałem dla śledczych, ale bardzo długo nie jest.

Śledztwo prowadzi, specjalnie sprowadzony z Tuluzy, komendant policji Martin Servaz, do spółki z kapitan (kapitanką?) żandarmerii, Irene Ziegler. Podobno we Francji to ewenement, żeby policja i żandarmeria wspólnie prowadziły jedną sprawę.

W tym samym czasie młoda psycholożka, Diane Berg, przybywa do wyjątkowego zakładu. W Instytucie, w Pirenejach, trzymani są najgroźniejsi mordercy z zaburzeniami psychicznymi, ludzie skrajnie niebezpieczni. Nie wszyscy oni są Francuzami. Instytut finansowany jest przez Unię, a jego pacjentami/więźniami są osoby z całej Europy, na przykład Szwajcar Hartmann. Nie ma możliwości, żeby wyszedł z wyjątkowo strzeżonego Instytutu, ale jednak jakimś sposobem jego DNA znaleziono przy zwłokach.

Dwa wątki niosły ze sobą spory potencjał – ogromna, a właściwie nieograniczona władza największych korporacji oraz temat przestępstw seksualnych dokonywanych przez zorganizowaną grupę – jednak Bernard Minier nie wykorzystał ich w pełni.

Mimo wszystko powieść czytało mi się nieźle, uważam, że autor ma spory potencjał, więc możliwe, że kiedyś jeszcze sięgnę po jakąś jego książkę.