wtorek, 3 marca 2026

Rozważania o wystarczalności

W jakichś reklamach rzuciły mi się w oczy dwie książki: „Wystarczysz?” Jagody Urban i „Jestem wystarczająca” Joanny Zaręby i Katarzyny Białkowskiej. Jedną z nich mógłbym otrzymać prawie za darmo. Prawie, bo po lekturze wypadałoby, żebym napisał recenzję. Nie chciałem ich czytać czy oceniać, nie chciałem o nich pisać. Nie mógłbym zrobić tego obiektywnie, bo od lat mam wyjątkowo negatywne nastawienie do tematu.

Dwa razy w życiu osobiście zetknąłem się z przywódczynią sekty – nie rozmawialiśmy, nie znam farsi. Swoim wyznawcom, w większości kobietom, ale nie tylko, wpierała różne dziwne przekonania i między innymi to, że czują się niewystarczający. Może nawet nie tyle, że są niewystarczający, choć tego nie wiem na pewno, co że tacy się czują. Potrafiła to wmówić nawet tym, którzy wcześniej mieli mocno wygórowane i przesadne poczucie własnej wartości oraz przekonanie, że – jeśli nawet nie są najlepsi na świecie – to jednak zaliczają się do elity. A coś takiego, to już sztuka; to jakby wmówić facetowi o wzroście 195 cm, że jest karzełkiem.

Coś, co jako człowiekowi kierującemu się zdrowym rozsądkiem i trzeźwo myślącym (mam nadzieję), od razu przyszło mi na myśl, a nawet wstrząsnęło i to solidnie, był brak informacji co do kwestii podstawowej, wręcz fundamentalnej: do czego są niewystarczający? Pytałem o to kilkanaście wyznawczyń i kilku wyznawców, ale tu odpowiedzi albo żadnych nie byli w stanie udzielić, albo twierdzili, że nie są wystarczający do wszystkiego.

Parę razy popełniłem błąd, w następstwie którego, śmiałem się sam z siebie, dochodząc do wniosku, że widocznie nie jestem wystarczająco inteligentny, i zadawałem pytania naprowadzające (moim zdaniem sensowne). Pytałem na przykład: Czy jesteś wystarczająco dobra, żeby ugotować wodę na herbatę, obrać ziemniaki, kupić w sklepie chleb itp. Czy byłaś wystarczająco dobra, żeby skończyć podstawówkę, zdać maturę, czasem skończyć studia itp. Pytań produkowałem mnóstwo, łącznie ze zdolnością do mycia zębów, zanim zorientowałem się, że jestem po prostu mało kumaty – to były pytania dla normalnych ludzi, a członków sekty trzeba uważać, jeśli nie za psychicznie chorych, to za poważnie zaburzonych. Gdyby wyznawcy nie byli zaburzeni, to – jak każdy normalny człowiek – zdawaliby sobie sprawę, że do czegoś tam są wystarczająco dobrzy, czasem nawet bardziej niż wystarczająco, a do czegoś wystarczający nie są.

W każdym razie nie odpowiadali, nie chcieli rozmawiać, przerzucali winę na mnie, twierdząc, że nic nie rozumiem. Cóż, może i tak, „prawdy” guru są do wyznawania, a nie do rozumienia.

Ludzie cierpią na przeróżne choroby umysłowe, zaburzenia i fobie. Nie wiem, czy można je zrozumieć, ale najwyraźniej logicznymi, rzeczowymi argumentami, wyleczyć się nie da. Niektóre osoby boją się myszy. Czy argument, że myszka jest mała, nie zrobi ci krzywdy, boi się ciebie sto razy bardziej niż ty jej, ma malutkie ząbki itp., spowodowały, że ktoś cierpiący na musofobię stwierdzi: masz rację, od jutra przestaję się bać myszy? No, nie. Tak to nie działa, niestety. Myślę, że w podobny sposób odbijały się moje argumenty.

Wydaje ci się, a może ktoś bliski wmawia ci, że nie jesteś wystarczająco dobra do czegoś (zawsze pytaj, do czego konkretnie!) – sprawdź, skonfrontuj się z rzeczywistością i faktami, a nie cudzymi przekonaniami. Zwłaszcza jeśli cię to boli i dotyka.

Na tym temat mógłbym i nawet planowałem zakończyć, ale wtedy, jak wspomniałem na początku, natknąłem się na reklamę tych dwóch książek. Nie! – pomyślałem – to jest przecież kompletnie niemożliwe, to się nie dzieje! Trochę skrępowany tym, co robię, poszukałem jednak, popytałem i… szok! Guru od jakiegoś czasu mieszka w Polsce i nawet języka, podobno, jako tako się wyuczyła.

A wspomniane wyżej książki? Nie interesują mnie na tyle, żebym je czytał, ale ciekaw byłbym, czy oferują jakieś rozwiązania inne, niż nieskuteczne zdroworozsądkowe.

środa, 25 lutego 2026

Kyle - bohater wielce irytujący

 „Z krwi i kości” – William Lashner

Głównym bohaterem powieści jest Kyle Byrne, który w pierwszym rozdziale, jako nastolatek, uczestniczy w pogrzebie swojego ojca. W dramatyczny sposób próbował tam ukraść urnę z prochami, jakby w ten sposób wreszcie mógł mieć ojca dla siebie. Kyle urodził się w wyniku romansu swojego ojca, Liama Byrne, znanego filadelfijskiego prawnika, który nigdy nie porzucił żony, swojego syna nie wychowywał i widywał go jedynie okazjonalnie. Chłopcu brakowało ojca, tęsknił za nim i marzył o odmianie losu, ale z chwilą jego śmierci, osierocony został jakby po raz drugi.

Tu następuje skok około dziesięcioletni. Kyle ma obecnie dwadzieścia sześć i kompletnie żadnego pomysłu na swoje życie. Młody człowiek jest wiecznie niezdecydowany, z miernym poczuciem własnej wartości, nie kończy studiów, często zmienia pracę, traci dom po matce, pije w barach, gra na konsoli. Zdecydowana większość jego życiowych kłopotów jest wynikiem jego zachowania, postępowania, osobowości. Kyle jest zupełnie niewiarygodny, nie dotrzymuje słowa, składa obietnice, których nie spełnia, nie można na niego liczyć właściwie w żadnej sytuacji. Będąc dorosłym mężczyzną ubiera się nadal jak nastolatek, to jest w trampki, przybrudzone szorty i nieświeży t-shirt… typ żałosny i beznadziejny. Ma jeszcze ze dwoje lub troje przyjaciół, bo resztę do siebie zniechęcił. Ważne jest też to, że ma – jego przyjaciele nie mogą na Kyle’a liczyć w żadnej sprawie – tak więc on ma przyjaciół, ale oni nie mają przyjaciela.
Dziwny ten główny bohater, mocno wkurzający życiowy niedołęga. Kilka osób jednak go lubi, bo ponoć sympatyczny jest i miło się uśmiecha.

Właściwa akcja tej niezłej sensacyjnej powieści (thrillerem nie jest ona zdecydowanie!) rozpoczyna się w chwili tajemniczej śmierci wspólnika Liama Byrne’a w kancelarii adwokackiej, Laszlo Totha. Kyle Byrne z ciekawości chyba próbuje na własną rękę odkryć, kto i dlaczego zamordował wspólnika jego ojca. Dzięki temu, ma nadzieję, odkryć też jakąś prawdę o swoim ojcu. To się do pewnego stopnia udaje, ale ojciec okazuje się zupełnie innym człowiekiem, niż chłopak sobie wyobrażał.

Kyle Byrne drąży sprawę, co naraża go na coraz większe niebezpieczeństwo; śledzą go i gonią źli ludzie, zostaje poważnie pobity, kilka razy grozi mu śmierć.

Powieść, w pewnym sensie, specyficzna. Byłaby całkiem niezłą, wciągającą sensacją, ale niedołęga Kyle Byrne pasuje tu jak róża do kożucha. Zastanawiałem się podczas lektury, czy autor robi sobie jaja z czytelników.

piątek, 20 lutego 2026

Ćmy bywają niebezpieczne

 „Pułapka na ćmy” – Ann Cleeves

Tom siódmy cyklu „Vera Stanhope”, jednak najwyraźniej można je czytać w dowolnej kolejności.

Główną bohaterką powieści jest inspektor Vera Stanhope – inteligentna, samotna, otyła, pracoholiczka z talentem do przesłuchiwania podejrzanych i świadków.
Miejscem akcji jest Northumbria, region północno-wschodniej Anglii, obejmujący hrabstwa Northumberland, Durham i nie tylko. Kilka miasteczek i wiosek, ale przede wszystkim Valley Farm, gdzie zamieszkali – jak sami siebie żartobliwie nazwali – emerytowani hedoniści, co w tym przypadku oznacza zamożnych Brytyjczyków na wcześniejszych emeryturach.

Na poboczu drogi znaleziono zwłoki Patricka, młodego człowieka, którego najbogatsi właściciele miejscowej posiadłości, wynajęli do opieki nad ich domem czy rezydencją. Sami wybrali się za granicę, z powodu zbliżających się nadrodzin wnuka.
Wkrótce potem na poddaszu, gdzie mieszkał, policja odkrywa zwłoki szarego człowieka w szarym garniturze. I nie jest to ostatnia ofiara w tej sielskiej okolicy.

Powieść sensacyjna może i ciekawa, ale ewidentnie za długa. Typowo brytyjski klimat i nastrój. Zapewne ciekawszy byłby film na jej podstawie.

sobota, 14 lutego 2026

Krótka autobiografia Stephena

 „Moja krótka historia” – Stephen Hawking

Bardzo dobrze wydana, ale króciutka autobiografia Stephena Hawkinga, zmarłego w 2018 roku brytyjskiego fizyka teoretycznego i matematyka. Hawking specjalizował się w teorii względności i astrofizyce, w tym kosmologii. Był znanym popularyzatorem pasjonujących go tematów. Jego „Krótka historia czasu” znajdowała się na liście bestsellerów „British Sunday Timesa” przez ponad cztery lata. Prawdopodobnie równie znany był z powodu swojej choroby. Cierpiał na stwardnienie zanikowe boczne (ang. ALS zdiagnozowano u niego, gdy miał dwadzieścia jeden lat) i większość zdjęć czy nagrań w mediach prezentuje go w specyficznej pozie, na wózku inwalidzkim, porozumiewającego się dzięki specjalnemu syntezatorowi mowy.

Elegancka, twarda oprawa, około sto pięćdziesiąt stron, ale i to wydaje się nieco naciągane, wiele zdjęć – z jednej strony to bardzo dobrze, ale z drugiej oznacza mniej tekstu – wyjątkowo szerokie marginesy i interlinie. Powiedziałbym, że jeśli chodzi o zawartość merytoryczną, jest to broszura do przeczytania w jakieś półtorej godziny.

Niewątpliwą zaletą tej publikacji jest prosty, przystępny język. Może poza tymi fragmentami, w których Stephen Hawking stara się wyjaśnić swoje przełomowe odkrycia dotyczące czarnych dziur i natury wszechświata. Jest ich jednak niewiele, a autor wyraźnie starał się opisać to tak, żeby choćby niektórzy czytelnicy byli w stanie cokolwiek zrozumieć. Natomiast wyraźnie przestrzega czytelników przed lekturą innej książki, którą napisał wspólnie z George’em Ellisem, wydanej w 1973 przez Cambridge University Press, którą uważa za zbyt trudną.

„Książka jest nadal wznawiana, bo stanowi właściwie ostatnie słowo w kwestii przyczynowej struktury czasoprzestrzeni, czyli tego, który jej biegun może wpływać na zdarzenia w innych punktach. Przestrzegałbym laików przed próbami zapoznania się z tą pozycją. Jest to rzecz bardzo specjalistyczna i została wydana w czasach, kiedy starałem się przedstawiać wywody z rygorystyczną precyzją, godną czystego matematyka. Dziś bardziej zależy mi na trafności niż na pedanterii”*.

Stephen Hawking był dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa z Jane Wilde, która opiekowała się nim do 1991, miał troje dzieci: Roberta (1967), Lucy (1970) i Tima (1979). Jako wybitny naukowiec otrzymał mnóstwo nagród, wyróżnień, prestiżowych tytułów i stanowisk, jednak najbardziej podobała mi się ta część jego historii, która dotyczyła dzieciństwa i dorastania w powojennym Londynie.




---
* Stephen Hawking, „Moja krótka historia”, przekład: Agnieszka Sobolewska, wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2025, s. 77.




Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

poniedziałek, 9 lutego 2026

Zagadka porwania nastolatki

 „Ostatnie dziecko” – John Hart

Thriller, który zaczyna się jak powieść społeczno-obyczajowa o życiu i dorastaniu w patologicznej rodzinie amerykańskiej, w niewielkim miasteczku. Niby zdarzyła tam się historia kryminalna, ale połowa książki, to dramat społeczny.

Nastoletnia Alyssa Merrimon została porwana. Ktoś ją wciągnął do samochodu – według zeznań nastoletniego świadka – i gdzieś wywiózł. Jej brat bliźniak, Johnny, nie mógł się z tym pogodzić i nieustanie szuka siostry, odwiedzając okoliczne domy i pokazując zdjęcie. Ich matka, trzydziestokilkuletnia Katherine, uciekła od tego koszmaru w picie i ćpanie jakichś psychotropów. Ojciec bliźniaków, targany poczuciem winy, porzucił rodzinę i zniknął nie wiadomo gdzie. Trzynastoletni Johnny Merrimon znajduje wsparcie w swoich upartych poszukiwaniach w osobie policjanta, Clyde Hunta, który oficjalnie prowadzi sprawę porwania Alyssay Merrimon i nadal coś tam robi mimo problemów z własną karierą i rodziną. Jest wreszcie zły lokalny bogacz, który wykorzystuje Katherine i któremu jej wieczne odurzenie bardzo pasuje.

Ciekawie, a nawet intrygująco robi się dopiero pod koniec, gdy akcja wyraźnie zmierza do zakończenia, wyjaśnienia i zdemaskowania.

Niepokojące i odrobinę niedopasowane wydały mi się wątki fantastyczne, a może raczej metafizyczne: wątek wron lub kruków oraz postać wielkoluda Levi'ego Freemantle'a, jakby żywcem wyciągnięta z „Zielonej mili”.

sobota, 7 lutego 2026

Kontrowersyjny dziennikarz

 „Furia” – G. M. Ford

W Seattle napadnięto, zgwałcono i zamordowano osiem kobiet. Właściwie tylko cudem niknęła śmierci Leanne Samples, dziewiąta ofiara napaści. Ona to rozpoznała napastnika, którym miał być bezdomny, poważnie zaburzony, prymitywny pedofil, Walter Leroy Himes. W wyniku procesu skazany został na śmierć.

Jest rok 2001, do egzekucji Himesa zostało kilka dni. Do kontrowersyjnego dziennikarza i autora książek, Franka Corso, zgłosiła się Leanne Samples twierdząc, że w śledztwie i w sądzie kłamała – to nie Himes ją napadł. Właściwie to nikt jej nie napadł. Obawiała się, że może być w ciąży z kolegą, więc swoim fanatycznie religijnym rodzicom wcisnęła historyjkę o napadzie i zgwałceniu. Teraz jednak ruszyło ją sumienie i nie chce, żeby za jej wymysły zginął niewinny człowiek. Problem polega na tym, że Leanne Samples była głównym i jedynym świadkiem oskarżenia – bez jej zeznań prokuratura nie miała zupełnie nic przeciwko Himesowi. Tyle, że nowych zeznań Samples, jej przyznania się do kłamstwa i krzywoprzysięstwa nikt nie chce słuchać, bo komplikują całą tę prostą, zamkniętą już sprawę. Bo jeśli nie Walter Leroy Himes, na którym skupili się śledczy, ignorując inne tropy, to kto?
Po latach przerwy seryjny zabójca znowu zaatakował. Jednak Himes siedzi w więzieniu, w celi śmierci, wiec… żeby nie utrudniać sobie sprawy i nie przyznawać się do spektakularnej porażki, policja fakt kolejnej napaści po prostu ukrywa.

Frank Corso, dziennikarz Seattle Sun, do spółki z fotoreporterką Meg Dougherty, postanawia walczyć o sprawiedliwość. Tego akurat w systemie prawnym USA nie rozumiem – Corso musi znaleźć prawdziwego mordercę, żeby nie stracono Himesa. Jakby zmiana zeznań Leanne nie wystarczyła.

Fabuła powieści to właśnie rozpaczliwa walka z czasem i dramatyczne poszukiwania prawdziwego sprawcy napaści na kobiety. Podstawową akcję wzbogacają ciekawe wątki poboczne. Franka Corso wyrzucono niedawno z New York Timesa za sfabrykowanie artykułu, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, z którą pisarz nie walczy. Fotoreporterka Meg Dougherty znana jest w środowisku dziennikarskim, i nie tylko, z tego, że ma całe ciało pokryte tatuażami – efekt zemsty odrzuconego chłopaka, zawodowego tatuażysty (tatuatora). Do tego wątki uczuciowo-erotyczne.
W sumie całkiem niezła rozrywka choć na kolana nie powala.

czwartek, 5 lutego 2026

Corso - bezwzględny bohater

 „Bielmo” – G. M. Ford

„Bielmo” jest elementem cyklu, którego głównym bohaterem jest Frank Corso, dziennikarz z talentem do odkrywania sensacji, zamożny autor poczytnych książek. Wygląda na to, że chronologicznie jest to historia wcześniejsza niż „Czarna rzeka”, którą czytałem i skończyłem niedawno.

Corso pochwalił się pewnymi informacjami, ale jego świadek nagle zmienił zdanie i teraz śledczy od Franka domagają się wyjaśnień i odpowiedzi, skąd z taką pewnością wiedział o sprawie. Grozi mu zatrzymanie i długie przesłuchania. Oczywiście nie ma na to ochoty, więc ucieka w towarzystwie fotoreporterki, którą wynajął, Meg Dougherty, z którą miał kiedyś romans.

Koszmarna zamieć śnieżna zatrzymuje ich na lotnisku – w tych warunkach samoloty nie startują. Frank i Meg wynajmują auto i jadą do Madison, miasta z lotniskiem oddalonego o kilkaset kilometrów, które podobno normalnie działa. Po przejechaniu z połowy trasy auto wpada w poślizg (zamieć śnieżna trwa nadal). Poturbowani pasażerowie docierają do niewielkiego miasteczka w Wisconsin, a dokładnie do starej, opuszczonej chaty na jego obrzeżach.
W chacie przypadkowo znajdują zwłoki właściciela domu, Eldreda Holmesa, oraz jego rodziny, to jest dwóch synów – okazało się, że nie wyjechali kilkanaście lat wcześniej, jak to się wszystkim wydawało, ale zostali zamordowani, a ich zwłoki ukryto pod podłogą w szopie czy stodole.

Śledczy nie znaleźli tylko ciała żony Eldreda Holmesa; nie wiadomo, co się z nią stało, ale też nie wiadomo nawet, jak wyglądała, bo ze wszystkich zdjęć w rodzinnym albumie, znalezionym w chacie, ktoś dokładnie usunął wizerunek jej twarzy. Z dawnych wspomnień lokalnej policjantki wynika, że przed ślubem nazywała się Sissy Warwick – kruczoczarne włosy i wielkie błękitne oczy, egzotyczna uroda, jak na zapyziałe miasteczko Avalon.

Frank Corso musi rozwiązać sprawę, żeby samemu nie zostać w nią wrobionym, a do tego ścigają go policjanci z Teksasu, z długą listą pytań i nakazem ekstradycji. Szeryf (szeryfka) Trask z miasteczka nawet mu sprzyja, ale w pokomplikowanych układach w Avalon i z ambitnym zastępcą na głowie, niewiele może zrobić.

Niewielkie dłużyzny, zwykle bardzo dynamiczna akcja – arcydzieło to to nie jest, ale całkiem niezła rozrywka na trzy-cztery godziny.

środa, 4 lutego 2026

Źli Rosjanie w Ameryce

 „Czarna rzeka” – G. M. Ford

Przyzwoita powieść sensacyjna. Jej bohaterem jest Frank Corso, dziennikarz z zacięciem do grzebania w problematycznych sprawach, autor poczytnych książek.
Corso uczestniczy w procesie Balaguli, rosyjskiego bandyty, którego szwindle budowlane doprowadziły do zawalenia się szpitala i śmierci ponad sześćdziesięciu osób, w tym małych dzieci.
Kiedy okazuje się, że Balagula może wymknąć się wymiarowi sprawiedliwości, nie pierwszy raz zresztą, Corso przestaje być tylko obserwatorem.

Poszukam też innych powieści tego autora.

niedziela, 1 lutego 2026

Debiut pisarski Głowackiego

 „Wirówka nonsensu” – Janusz Głowacki

Siedem opowiadań Głowackiego z połowy i końca lat sześćdziesiątych:
1. Wizyta,
2. Kongo na Kubusia Puchatka,
3. Wielki brudzio,
4. Duży świat,
5. Wirówka nonsensu,
6. Dochodzenie,
7. Volvo dla mouse-killera.

To były same początki pisarstwa Janusza Głowackiego, mocno odbiegające od mistrzostwa późniejszych utworów. Problematyczny może też być czas i miejsce akcji, bo to czasy głębokiej „komuny”, więc nie do końca jestem pewien jego motywów – bo, owszem, kpi i drwi bezlitośnie z nowobogackich tamtych czasów, ale czy ma to być krytyka ustroju, w którym takie typy się lęgną, czy może negatywna ocena cwaniaków, dla których ważne są tylko samochody, układy, placówki zagraniczne, modne i drogie ciuchy oraz młode i łatwe do wyrwania dziewczyny.