„Anioł z Missisipi” – Greg Iles
Jeśli przeczytałeś blurb, to całą resztę możesz sobie darować, bo w zasadzie jest to streszczenie powieści, a nawet spojler. Przyszło mi na myśl, że czytelnikowi o odrobinę wyższej od przeciętnej sprawności intelektualnej, napisanie recenzji – po lekturze tylko tekstu na okładce – nie powinno stanowić większego wyzwania.
Akcja rozgrywa się w Natchez, niewielkim (ok. 15 tyś. mieszkańców) mieście w Stanach Zjednoczonych, położonym w stanie Missisipi. W potoku wpadającym do rzeki Missisipi miejscowi wędkarze znajdują ciało, częściowo rozebranej, siedemnastoletniej uczennicy szkoły średniej, Kate Townsend. Dziewczyna miała w mieście bardzo dobrą opinię, miła, życzliwa, prymuska (już przyznane stypendium Harwardu), wysportowana, śliczna. Sekcja wykazała, że dziewczyna była w ciąży, że przed śmiercią została zgwałcona, a w każdym razie niedawno miała stosunki seksualne z dwoma mężczyznami. Szybko też wyszły na jaw jej kontakty z dilerem narkotyków, Cyrusem White. Cudowny wizerunek aniołka z Natchez całkowicie się posypał.
Doktor Drew Elliot, który miał romans z ofiarą, obawia się posądzenia o morderstwo, więc prosi przyjaciela, byłego prokuratora z Houston, a obecnie pisarza, Penna Cage’a, o pomoc i wydobycie go z tarapatów. Główny bohater, Penn Cage waśnie, miałby również za zadanie odkrycie, kto zabił dziewczynę. Przy tej okazji ujawnione zostają rozliczne niecne sprawki uczniów prywatnego liceum pod wezwaniem Świętego Stefana, ale także tajemnice tak niby spokojnego Natchez.
Poszukiwanie mordercy i procedury formalno-prawne amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, to wątek główny, ale jest i drugi, powiedziałbym, że socjologiczno-polityczny, który dotyczy trudnych relacji czarnych i białych mieszkańców miasta.
- Wyobraź sobie, że Cyrus jest weteranem Pustynnej Burzy – ciągnie Sonny. – Był w lotnictwie. Usiłowałem go zdybać przez rok, ale nie sposób się go czepić. Teflonowy czarnuch.
Sonny powiedział to ostatnie słowo kompletnie bezwstydnie. Należy do tej grupy ludzi Południa, co dostosowują słownictwo do towarzystwa, w którym się znajdują. Wśród swoich białych znajomych – i pewnie podejrzanych, których maltretuje – Sonny mówi „czarnuch” i nawet powieka mu nie drgnie. Wśród obcych jest politycznie poprawny jak każdy. Ale wiadomo, jak naprawdę postrzega tych, którzy często stają się jego celami. Nie ma wątpliwości, że to między innymi z powodu uprzedzeń ściga przede wszystkim Afroamerykanów, a nie różne Kate Townsend. Ale te uprzedzenia nie stanowią niczego nadzwyczajnego wśród detektywów z biur szeryfów w Missisipi. Amerykańskie sądownictwo ma te uprzedzenia we krwi, stąd aż po Waszyngton*.
Segregacja rasowa została w Stanach zniesiona w 1964 roku (Voting Rights Act – ustawa o prawie do głosowania, oraz Civil Rights Act – ustawa o prawach obywatelskich), ale w praktyce, zwłaszcza w stanach południowych, wygląda to… różnie.
W sprawie zabójstwa Kate Townsend doktor Drew Elliot i dawny prokurator, Penn Cage, muszą się zmierzyć z aspiracjami politycznymi czarnego prokuratora, Shadracha Johnsona, który za wszelką cenę chciałby zostać burmistrzem Natchez. Skazanie białego lekarza niewątpliwie zapewniłoby mu głosy czarnych obywateli miasta. W tej sytuacji ewentualna wina doktora staje się mniej ważna od lokalnych rozgrywek politycznych.
Całkiem niezła powieść, choć może nieco za długa – prawie pięćset stron. Jedna z niewielu, jakie czytałem, w których kanalią i szują okazuje się czarny prawnik i polityk.
---
* Greg Iles, „Anioł z Missisipi”, przekład Macieja Mazan, wyd. Albatros, 2008.







