piątek, 8 maja 2026

Depresyjne szwedzkie życie

 „Półmorderca” – Håkan Nesser

Oswoiłem się, a raczej pogodziłem, że skandynawskie kryminały w znacznej mierze są powieściami społeczno-obyczajowymi, ale żeby aż tak?!

Głównym bohaterem jest staruszek, Adalbert Hanzon (wcześniej Hansson). Mieszka w niewielkiej miejscowości, bardzo blisko swojego znajomego, bo tak zapewne można by go nazwać, równolatka, którego nie lubi, z wzajemnością zresztą. Mimo to starsi panowie spotykają się często, piją alkohol, przekomarzają się lub obrażają… Wyjątkowo smutne wydaje się to, że utrzymują tę znajomość nie z sympatii, ale z determinacji – obaj nie mają już nikogo bliskiego, więc w jakimś sensie są na siebie skazani. Wprawdzie Adalbert ma jakąś kuzynkę, ale egzaltowania i niezbyt rozsądna młoda kobieta nie wypełnia jego potrzeb towarzyskich.

Adalbert Hanzon czyta książki, często bywa w bibliotece, rozwiązuje krzyżówki, odwiedza kawiarnię (kawa i ciastko), gdzie czyta gazetę, odwiedza tego swojego niewydarzonego sąsiada i z nim pije. Właściwie smutne to i beznadziejne. Jednak pewien jestem, że taki właśnie klimat autor tworzył od początku, celowo i z rozmysłem. Ponury cytat, sztandarowy, można by rzec, obecny też na okładce książki, pokazuje to wyraźnie:

Pamiętaj, mój chłopcze, że nigdy nic nie znaczyłeś dla świata. Zupełnie nic.

Skoro taki właśnie przekaz, i wiele bardzo podobnych, otrzymuje chłopak od ojca i to od wczesnego dzieciństwa, to trudno spodziewać się opowieści o szczęśliwym, udanym, satysfakcjonującym, życiu.

Pewnego razu bohater postanawia, że napisze książkę o swoim życiu i pomysł ten zaczyna realizować. Cierpi już na demencję, więc wspomnienia czasem mu się plączą, ale to pisanie książki jest okazją do wprowadzenia drugiego planu czasowego – wydarzeń z bardzo odległej przeszłości.
Staruszek wspomina w tej swojej relacji, wielką miłość i związek z Andreą Altman, sprzed czterdziestu pięciu lat. Impulsem uruchamiającym wspomnienia było dziwne zdarzenie – Adalbert zobaczył niedawno Andreę na ulicy swojego miasteczka; wcześniej, i to całymi latami, nie wiedział, co się z nią dzieje i czy w ogóle jeszcze żyje.

Po przeczytaniu czterdziestu procent powieści dowiedziałem się, że Hanzon siedział kiedyś w więzieniu, a w drugiej połowie wychodzi dopiero na jaw, za co siedział. Więc ostatecznie jakiś wątek kryminalny jednak się pojawił w tej stosunkowo niewielkiej powieści (ok. 250 stron). Kryminalny, powtórzę, bo sensacyjnym nazwać byłoby go trudno.

Przeczytałem kilka książek tego autora, cenię go za warsztat pisarski i właśnie postanowiłem, że spróbuję jeszcze jedną, a jeśli okaże się tak nudna jak „Półmorderca”, to z Håkanem Nesserem rozstanę się bez żalu na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz