poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Opowieść o Dusicielu z Woli

 „Dom bestii” – Katarzyna Bonda

Czytałem tej autorki średniej jakości opowiadanie zawarte w zbiorku „Opowiem ci o zbrodni” oraz „Polskie morderczynie” – zestaw czternastu relacji na temat siermiężno-topornych działań i motywów polskich morderczyń. Brak w ich działaniach poważnej tajemnicy, skomplikowanej intrygi, gry z organami ścigania lub detektywem. Jest za to wyraźny niedobór wykształcenia (może z wyjątkiem lekarki pogotowia, atrakcyjnej Małgorzaty, która zabiła żonę swojego kochanka), wódka, chciwość, zemsta, przemoc i patologia domowa. Ale… to nie wina Katarzyny Bondy, przecież. Sięgnąłem więc po „Dom bestii”, pełnowymiarową powieść, by ostatecznie zorientować się, jak pisze pani, okrzyknięta przez pewien portal czytelniczy, królową polskiego kryminału. Zapewne nie jest to już wyróżnienie znaczące, zwłaszcza, że w tymże portalu, redaktorzy zaczęli tak nazywać prawie każdą autorkę, co doprowadziło w krótkim czasie do całkowitej degradacji tego tytułu. Obecnie raczej odstrasza niż wyróżnia.

Jacek z pasją tańczy z Marlenką Sawicz w klubie Milonga i świetnie im to wychodzi. Jest w niej zadurzony po uszy i gdyby tylko chciała, rzuciłby dla niej żonę i dzieci, jednak Marlenka nie jest zainteresowana. Tańce – tak, ale nic więcej; Marlenka ma męża, a może miała… jeszcze rok temu.

„To jest też wersja dla jej męża, młodszego od Marlenki o dziesięć lat spasionego małpoluda, który wygląda jak jej ojciec” [1].

Edyta Rytel, żona Jacka, zgłasza na policji zaginięcie męża. Był wczoraj na tych swoich tańcach. Wrócił samochodem i zaparkował tam, gdzie zawsze, ale do domu już nie dotarł. Jej zgłoszenie przyjmuje aspirant Aleksander Keller z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw. Keller informuje Edytę, bo zapewne w polskiej policji powszechnie udziela się takich informacji, że osobiście zna Marlenę Sawicz, albowiem rok wcześniej prowadził sprawę zaginięcia jej męża, który zniknął wraz z dorosłą córką.
Zaczyna się robić ciekawie, bo to drugi mężczyzna jakoś tam związany z Marlenką, który zaginął. Niestety, w tym momencie fabuła cofa się o prawie dziesięć lat.

Biseksualny i cyniczny Julian Sawicz, mąż Marlenki, podrywa szesnastoletniego kolegę, Norberta Marciniaka (obaj udzielają się w lokalnym kościele, Norbert był ministrantem, śpiewa w chórze, planuje karierę kapłańską) i proponuje mu seks w trójkącie. Twierdzi, że mają z Marlenką otwarty związek i ona lubi takie urozmaicenia. Spekulują też o szczególnych potrzebach erotycznych księdza Rafała, gwałcącego notorycznie Norberta. Przeleciało mi przez myśl, że tytułowy „Dom Bestii" to może parafia?

„Jestem żoną Juliana od ośmiu lat i możesz być pewien, że kiedyś też w to wierzyłam. Przyjaźnie Juliana trwają bardzo krótko, a zanim się zorientujesz, będziesz już jego własnością. Użyje cię jak ścierki do zmywania, a potem wyrzuci” [2].

W tym momencie próbowałem sobie uporządkować linię czasu i zorientować, w jakim wieku są bohaterowie, głównie Marlenka i Julian, bo Norbert wiadomo, że szesnaście, ale przyznaję od razu, że mi się to nie udało. Więc po tym, jak doczytałem, że Marlenka jest w wieku matki Norberta, dałem spokój.

Julian i Marlenka, ludzie ewidentnie zamożni, zabierają Norberta z parafii oraz biednego domu, i lokują w swoich apartamentach. Norbert trochę pomaga Julianowi w interesach, trochę zajmuje się domem, odwozi do szkoły córką Sawiczów, ale przede wszystkim uprawia seks z nimi obojgiem lub w większym gronie.
Już zacząłem się zastanawiać, o co w ogóle w tej książce chodzi, gdy pojawił się policjant, Stelmach, domagający się od Juliana haraczu – a więc jednak będzie kryminał, choć nie od razu.

Mijają lata, Norbert już mieszka z Marlenką, ale jej córka dorosła i na temat życia matki ma najwyraźniej swoje, niezbyt pochlebne, zdanie.

„Nigdy więcej nie mów mi złych rzeczy o tacie. Żyje, jak chce, ale przynajmniej jest szczery i nie udaje świętoszka. Za to ty jesteś zboczoną hipokrytką i nie masz prawa mnie pouczać! Sypiałaś nie tylko z Bolem i ojcem. Było wielu innych. Myślisz, że nie widziałam księży, zakonnic, młodych kleryków i ludzi z ogłoszenia, wszystkich tych pierdolonych swingersów? Kurwisz się, niszczysz życie moje i taty, a potem idziesz do kościoła, spowiadasz się z grzechów i udajesz Marię Magdalenę” [3].

I znowu zastanawiałem się, o co w tej powieści chodzi. Czy jest społeczno-obyczajowa z mocnym akcentem na obłudę, zakłamanie, hipokryzję katolików? Ale wtedy dorosły już Norbert, były kandydat na księdza, człowiek spokojny, cichy, życzliwy, wyrozumiały, kochający Marlenkę i córkę, nagle przeistacza się w groźnego przestępcę. Pojawia się z pistoletami, kogoś porywa, kogoś torturuje… Dziwaczne to wszystko. Ludzie się zmieniają, owszem, ale nie tak nagle.

Wtedy zrobiłem coś, czego nie robię prawie nigdy. Nie mogąc odgadnąć, o co tu w ogóle chodzi, poszukałem informacji o opisywanych wydarzeniach i odkryłem, że „Dom bestii” oparty jest na faktach. Mariusz B. (Dusiciel z Woli, bądź Dusiciel z Warszawy), w latach 2006–2008, zamordował 4 osoby. Skazano go za to na dożywocie.

Wtedy pojąłem, że autorka starała się pokazać, w formie powieściowej, kryminalnej, proces przemiany chłopaka z bardzo biednej rodziny, molestowanego przez księży, w bezwzględnego zabójcę. Nie bardzo się to udało – jak wspomniałem, Norbert nagle, ze strony na stronę, staje się bezwzględnym bandytą, i to wydaje się mocno naciągane.

Problem polega na tym, że prawdziwe przestępstwa i ich ujawnianie nie są ciekawe. To miesiące, a nawet lata pracy mnóstwa ludzi, to dziesiątki, a może setki przesłuchań, z których – w większości – nic nie wynika; to tak, jak urwane wątki w powieści: sprawdzić trzeba było, ale często efektów nie ma z tego żadnych. W śledztwie to normalne, w powieści – nudne. Dziesiątki tysięcy stron dokumentów różnego typu oraz – przede wszystkim – czas. Mariusz B. pierwszej zbrodni dokonał w 2006 roku, ale skazany został dopiero w 2014.

Ostatecznie jest to tak, że im bardziej powieść sensacyjna oparta i zbudowana jest na faktach, tym mniej jest ciekawa i wciągająca. Bondzie wyszedł ten melanż… umiarkowanie. Niewątpliwie powieść byłaby znacznie ciekawsza, gdyby wywalić z niej ze trzydzieści procent dłużyzn. Cóż z tego, że zawierają prawdę, skoro są nieciekawe?







---
[1] Katarzyna Bonda, „Dom bestii”, Muza, 2026, s.11.
[2] Tamże, s. 70.
[3] Tamże, s. 114.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Rósa Þrastardóttir i jej lalka

 „Diabelska lalka” – Yrsa Sigurðardóttir

Czytałem tej autorki „Wzgórze wisielców” i „Rozgrzeszenie”. Nie były złe, ale na kolana też nie powalały. Więc sięgnąłem po „Diabelską lalkę”. Na początku lektury zdarzyło mi się coś szczególnego, co czasem, ale bardzo rzadko przeżywam – bohaterów witałem jak starych znajomych. Jakbym odwiedził urząd, w którym kiedyś pracowałem i spotkał tam znajome sprzed lat osoby. Siedziały przy swoich biurkach, jak zawsze, jakby nie minęło naprawdę dużo czasu. I nijak się nie zmieniły. Była więc w powieści niewychowana Erla, szefowa działu kryminalnego, przełożona Huldara, młody policjant Gudlaugur i wreszcie Freyja Styrmisdóttir, psycholożka dziecięca pomagająca często policji.

Erla nienawidzi podwładnych, zachowuje się wobec nich grubiańsko i arogancko, zdarzają się też wulgaryzmy. Kobieta najwyraźniej nie radzi sobie na stanowisku, które jej powierzono. Drwi z ludzi, szydzi, wrzeszczy i wściekle warczy.
Freyja opiekuje się Sagą, córką brata przestępcy i jego wężem oraz suczką Molly.
Huldar nadal nie może patrzeć na zwłoki, co w przypadku policjanta z wydziału zabójstw, wydaje się dosyć problematyczne. Nie rezygnuje z dość nieudolnych prób poderwania Freyji Styrmisdóttir. Freyja może i dałaby się uwieść, ale właśnie postanowiła zrobić sobie trzydziestodniową przerwę w kopulacji, więc tym razem Huldar stara się na próżno. Kiedyś mu się udało, ale to już przeszłość.
Gudlaugur, młody policjant, pederasta, wydaje się odrobinę mniej (niż w poprzednich tomach) skrępowany swoją orientacją seksualną, ale nadal zakompleksiony, wycofany, jakby nieco nieobecny.

Akcja dzieje się w Islandii, zwykle, choć nie zawsze, w Rejkiawiku.

Łódź rybacka, stary rybak, matka Rósy, której ojciec zmarł na skutek nieszczęśliwego wypadku pięć lat wcześniej, i ona sama. Znajdują w sieci mocno pokiereszowaną lalkę pokrytą pąklami. Dziewczynka upiera się, żeby koszmarną lalkę zabrać do domu.

Jakieś odludzie. Dwoje turystów nasłuchało się bzdur o Islandii i wybrali się tam z kiepskim sprzętem, który dostali od kogoś za darmo. Brak doświadczenia, nieznajomość… niczego. Młodzi ludzie stają się ofiarami, początkowo nie wiadomo czego. Ich poniszczone rzeczy znajduje obok swojej ziemi jakiś farmer.

Na morskim dnie odkryto fragmenty ludzkich ciał. Huldar i Erica biorą udział w akcji przeczesywania dna morskiego.

Nastolatek składa zawiadomienie o molestowaniu przez opiekuna w jakimś domu opieki.

Specjalną rolę gra w powieści szesnastoletnia dziewczyna, Rósa Þrastardóttir, która pojawia się we wszystkich tych sprawach i zagadkach. Policja próbuje rozwikłać kryminalną układankę i cały czas poszukuje Rósy, która kolejny raz zaginęła. Bardzo długo znalezienie jej okazuje się przekraczać możliwości stołecznej policji w mieście liczącym niewiele ponad sto tysięcy mieszkańców.

Pomysł na fabułę autorka miała całkiem niezły. Powieść też byłaby wciągająca, gdyby nie dłużyzny i wątki bez żadnego znaczenia dla sensacyjnej akcji. Skandynawskie kryminały najwyraźniej koniecznie muszą zawierać jakieś treści i wątki społeczno-obyczajowe, psychologiczne, romantyczne, socjologiczne i inne – poza sensacyjnymi.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Taka sobie biografia poetki

 „Uparte serce” – Kalina Błażejowska

Jest rzeczą znaną, że w biografii osoby dorosłej nie da się zawrzeć wszystkiego, i nie ma znaczenia, czy był to ktoś znaczący, czy nie. Więc kwestia pierwsza to wybór – co opisać, a co pominąć. Druga, choć wcale nie mniej ważna, to warsztat pisarski, to jest, jak opisać.

Halina Poświatowska była autorką czterech tomików wierszy: „Hymn bałwochwalczy”, „Dzień dzisiejszy”, „Oda do rąk” i „Jeszcze jedno wspomnienie” (wydanie pośmiertne) oraz autobiograficznej „Opowieści dla przyjaciela”, pisanej dla Ireneusza Morawskiego.

Uwielbiam „Opowieść dla przyjaciela”, a wierszy Poświatowskiej nie lubię i pewnie nie rozumiem. Intrygowała mnie ona sama, co podobno w jej przypadku zdarzało się często.
Przeczytałem prawdopodobnie wszystkie biografie Poświatowskiej, choćby Marioli Pryzwan, Grażyny Borkowskiej, Izoldy Kiec, jeden z esejów w „Legendarni i tragiczni” itd. ale „Uparte serce” uważam za najsłabszą z nich. Może nie złą w sensie ogólnym, ale słabą w porównaniu do tych innych, które poznałem. Nie zawiera nawet informacji, z jakiego powodu Poświatowska zmieniła imię. Bardzo mocno ocenzurowała liczbę jej erotycznych związków itd.

środa, 8 kwietnia 2026

System kaucyjny po polsku

Rozmawiałem z wieloma ludźmi, czytałem wiele różnych treści w Internecie i ostatecznie dokonałem odkrycia; system kaucyjny w Polsce, to grubymi nićmi szyty przekręt.

Przedstawiłem to swoje odkrycie paru znajomym, a ci mnie wyśmiali. Podobno każdy rozgarnięty Polak już od przynajmniej miesiąca wie, że z tymi kaucjami to ściema i kant. Bo tak spierniczyć niechcący, to się po prostu nie da. To bandytyzm korporacyjno-śmieciowy i skok na kasę. A ja dopiero się połapałem? Ha, ha, ha!

Podnoszą cenę napojów o 0,50 PLN. Udają, że to nie podwyżka, ale kaucja. W tysiącach przypadków kaucji odzyskać się nie da, bo to butelkomat przepełniony, bo to butelkomat zepsuty, bo to butelkomat nie przyjmuje butelek… bo nie, bo w sklepie nie ma pracownika na stanowisku, w którym powinien przyjmować butelki itd. Itp. [https://www.facebook.com/mamusie/posts/ciężko-oddać-butelki/1443764060445465/]  

Za to co trochę podtykane są Polakom pod nos manipulacyjne, prymitywno-cwaniackie artykuły i teksty, zachwalające system kaucyjny i świecące w oczy kwotami, jakie rzekomo zarabiają na nim starzy ludzie, zwani seniorami. Ciekawe, że zawsze muszą to być starcy, emeryci.

"Klient sklepu monopolowego Smakosz w Opolu (sklepy te należący do sieci Rabat Detal), 31 marca oddał 1095 zwróconych opakowań i zarobił 547,50 zł". [Źródło: https://wyborcza.biz/biznes/7,147743,32710975,jak-polacy-zarabiaja-na-systemie-kaucyjnym-przedstawiamy-rekordzistow.html#s=S.MT_biz-K.C-B.1-L.1.duzy

A jakie były koszty transportu? Może ktoś policzy, jaka jest objętość 1095 butelek i puszek? Dwa Tiry byłyby potrzebne, czy może jednak trzy?

Zarobił? Klient sklepu zarobił? Nie odzyskał kaucję, ale zarobił???!!! Ups! Z artykułu wyraźnie wynika, powtórzone jest to nie raz, że Polacy na systemie kaucyjnym ZARABIAJĄ. Nie odzyskują swojej kaucji, ale właśnie zarabiają!

Prymitywny marketing, naiwna manipulacja.

Takich i podobnych artykułów czytałem w tym roku przynajmniej siedem. Odrażający proceder.

niedziela, 5 kwietnia 2026

Tajemnice i matactwa Kościoła

 „Ostatnia odyseja” – James Rollins

Bardzo, bardzo dawna historia. Arabski statek z IX wieku ulega katastrofie, ale jakby zaplanowanej, celowej.

Czasy współczesne – na Grenlandii grupa badaczy, w tym archeolożka Elena Cargill, córka senatora, odnajdują statek wewnątrz lodowca. Jako że na wraku odkryto niezwykłe, tajemnicze, nieprawdopodobne i niebezpieczne urządzenia, pojawia się teoria, że nie chodziło o nieszczęśliwy wypadek, ale okręt, wraz z zawartością, ktoś starał się ukryć.

Naukowcy zostają napadnięci. Kilka osób traci życie, ale paru ważniejszych bohaterów zostaje porwanych przez tajną organizację arabską, poszukującą elementów sferycznego astrolabium.
Prezydent spuszcza ze smyczy agencję Sigma Force, bo nikt przecież nie będzie porywał dzieci amerykańskich senatorów.

Śmiertelnie niebezpieczna Seichan, która niedawno została matką, komandor Gray Pierce, Joe Kowalski ze swoją sympatią, Marią, przeszukują Castel Gandolfo, luksusową rezydencję papieży, starając się odszukać, w supertajnej części tajnej biblioteki papieskiej, odpowiedzi na pytanie, o jakie odkrycia i wynalazki chodzi.

„Ostatnia odyseja” to piętnasty tom serii Sigma Force. Da się go czytać bez znajomości poprzednich.

Choć sama fabuła jest zupełnie nowa, to jednak konstrukcja powieści wydaje mi się kompilacją utworów Cliva Cusslera i Dana Browna. I to tak bardzo, że budzi to lekki niesmak – zwłaszcza, że to nie ten poziom warsztatu pisarskiego. Poza tym mogłaby być nawet niezła, gdyby była o połowę krótsza.