„Diabelska lalka” – Yrsa Sigurðardóttir
Czytałem tej autorki „Wzgórze wisielców” i „Rozgrzeszenie”. Nie były złe, ale na kolana też nie powalały. Więc sięgnąłem po „Diabelską lalkę”. Na początku lektury zdarzyło mi się coś szczególnego, co czasem, ale bardzo rzadko przeżywam – bohaterów witałem jak starych znajomych. Jakbym odwiedził urząd, w którym kiedyś pracowałem i spotkał tam znajome sprzed lat osoby. Siedziały przy swoich biurkach, jak zawsze, jakby nie minęło naprawdę dużo czasu. I nijak się nie zmieniły. Była więc w powieści niewychowana Erla, szefowa działu kryminalnego, przełożona Huldara, młody policjant Gudlaugur i wreszcie Freyja Styrmisdóttir, psycholożka dziecięca pomagająca często policji.
Erla nienawidzi podwładnych, zachowuje się wobec nich grubiańsko i arogancko, zdarzają się też wulgaryzmy. Kobieta najwyraźniej nie radzi sobie na stanowisku, które jej powierzono. Drwi z ludzi, szydzi, wrzeszczy i wściekle warczy.
Freyja opiekuje się Sagą, córką brata przestępcy i jego wężem oraz suczką Molly.
Huldar nadal nie może patrzeć na zwłoki, co w przypadku policjanta z wydziału zabójstw, wydaje się dosyć problematyczne. Nie rezygnuje z dość nieudolnych prób poderwania Freyji Styrmisdóttir. Freyja może i dałaby się uwieść, ale właśnie postanowiła zrobić sobie trzydziestodniową przerwę w kopulacji, więc tym razem Huldar stara się na próżno. Kiedyś mu się udało, ale to już przeszłość.
Gudlaugur, młody policjant, pederasta, wydaje się odrobinę mniej (niż w poprzednich tomach) skrępowany swoją orientacją seksualną, ale nadal zakompleksiony, wycofany, jakby nieco nieobecny.
Akcja dzieje się w Islandii, zwykle, choć nie zawsze, w Rejkiawiku.
Łódź rybacka, stary rybak, matka Rósy, której ojciec zmarł na skutek nieszczęśliwego wypadku pięć lat wcześniej, i ona sama. Znajdują w sieci mocno pokiereszowaną lalkę pokrytą pąklami. Dziewczynka upiera się, żeby koszmarną lalkę zabrać do domu.
Jakieś odludzie. Dwoje turystów nasłuchało się bzdur o Islandii i wybrali się tam z kiepskim sprzętem, który dostali od kogoś za darmo. Brak doświadczenia, nieznajomość… niczego. Młodzi ludzie stają się ofiarami, początkowo nie wiadomo czego. Ich poniszczone rzeczy znajduje obok swojej ziemi jakiś farmer.
Na morskim dnie odkryto fragmenty ludzkich ciał. Huldar i Erica biorą udział w akcji przeczesywania dna morskiego.
Nastolatek składa zawiadomienie o molestowaniu przez opiekuna w jakimś domu opieki.
Specjalną rolę gra w powieści szesnastoletnia dziewczyna, Rósa Þrastardóttir, która pojawia się we wszystkich tych sprawach i zagadkach. Policja próbuje rozwikłać kryminalną układankę i cały czas poszukuje Rósy, która kolejny raz zaginęła. Bardzo długo znalezienie jej okazuje się przekraczać możliwości stołecznej policji w mieście liczącym niewiele ponad sto tysięcy mieszkańców.
Pomysł na fabułę autorka miała całkiem niezły. Powieść też byłaby wciągająca, gdyby nie dłużyzny i wątki bez żadnego znaczenia dla sensacyjnej akcji. Skandynawskie kryminały najwyraźniej koniecznie muszą zawierać jakieś treści i wątki społeczno-obyczajowe, psychologiczne, romantyczne, socjologiczne i inne – poza sensacyjnymi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz