poniedziałek, 25 maja 2026

Łagry - podejście z dystansu

 „Gułag” – Anne Applebaum

W związku z tematem istnieje, jak mi się wydaje, podział bardzo ostry i wyraźny: na tych, którzy przeczytali uważnie trzy tomy „Archipelagu Gułag” Sołżenicyna oraz na tych, którzy tej pozycji nie znają. Ci, którzy nie znają, mogą zapewne bardziej obiektywnie ocenić „Gułag” Anne Applebaum. Ja, i kilkoro znajomych, każdą książkę na tematy radzieckich łagrów, także „Gułag”, oceniamy w porównaniu i odniesieniu do Sołżenicyna. „Archipelag Gułag” po prostu wywarł niezacieralne piętno.

Opracowanie Anne Applebaum jest bardziej naukowe, bardziej faktograficzne, bardziej dokumentalne niż powieść Sołżenicyna. Autorka pisała z wyraźnie większym dystansem, podczas gdy „Archipelag Gułag” jest niezwykle osobisty i emocjonalny. Sołżenicyn to literatura, a Applebaum, może za wyjątkiem jednego rozdziału, to raczej opracowanie popularno-naukowe.

„Gułag” zawiera sporo porównań do niemieckich obozów koncentracyjnych; wydaje mi się, że większość ilustruje różnice systemowe, bo podejście do tego lub innego więźnia może być akurat podobne. Zabrakło mi porównania, choć to skala zupełnie inna, obozów radzieckich, niemieckich i polskiego obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej, gdzie przeciwników politycznych pozbywali się piłsudczycy. W latach 1934–1939 w Berezie Kartuskiej funkcjonował obóz zwany Miejscem Odosobnienia w Berezie Kartuskiej, przeznaczony głównie dla więźniów politycznych będących przeciwnikami rządów sanacyjnych. Ale trudno, nie można mieć wszystkiego.

„Gułag” Applebaum polecam wszystkim, którzy nie mają wiedzy na temat radzieckich obozów. Jednak, jeśli to możliwe, najpierw proponowałbym „Archipelag Gułag” albo chociaż „Jeden dzień Iwana Denisowicza”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz