sobota, 10 października 2026

Kobiety uratują wszechświat?

 „Upadające Imperium” – John Scalzi

Nurt zapewnił ludzkości przetrwanie po tym, jak utraciła ona Ziemię. Pozwolił, aby w ramach Wspólnoty kwitł handel, dzięki czemu każda placówka ludzkości dysponowała zasobami koniecznymi do przetrwania – zasobami, jakich niemal żadna z nich nie byłaby w stanie pozyskać na własną rękę.
Oczywiście, stanowi to absurdalny sposób patrzenia na Nurt. Nie ma on nic wspólnego z rzeką, nawet w przybliżeniu. To wielowymiarowa, branopodobna, metakosmologiczna struktura, która miejscowo przenika się z czasoprzestrzenią w złożony sposób, przypominający topografię terenu. Wpływ na to, częściowo i chaotycznie, aczkolwiek nie wyłącznie, ma grawitacja. W strukturze tej statki nie poruszają się w żadnym tradycyjnym sensie tego słowa, lecz po prostu wykorzystują jej wektorową naturę, relatywną względem miejscowej czasoprzestrzeni i niezwiązaną z rządzącymi naszym kosmosem prawami dotyczącymi szybkości, przyspieszenia czy energii, co daje miejscowym obserwatorom złudzenie podróżowania szybciej niż światło*.
I już wszystko jasne, nieprawdaż?

Problem w tym, że Nurt zaczyna wykazywać pewne… anomalie, co może uniemożliwić mieszkańcom zamieszkanych planet, podróże z prędkością większą od prędkości światła. To odizolowałoby te światy od siebie, ale żeby ludzkość jako całość jakoś funkcjonowała, niezbędna jest ich stała i ciągła współpraca; żadna z planet zamieszkanych przez ludzi nie jest w stanie przetrwać bez pozostałych. A przynajmniej tak to ludziom wmówiono… W ten sposób już w połowie pierwszego rozdziału, wiadomo, o co (między innymi) w powieści chodzi, to jest o pełną kontrolę i władzę. Jest to tym łatwiejsze do odgadnięcia, że jedną z sił sprawujących władzę i kontrolę, jest kościół.

W „Upadającym Imperium” główne role gra troje bohaterów: Marce Claremont, naukowiec, nerd, postać najmniej wyrazista, mądry, ale taki nijaki, Kiva Lagos, charyzmatyczna, pewna siebie, ale i ordynarna kapitanka statku kosmicznego, i wreszcie Cardenia – prywatnie, bo oficjalnie Grayland II, cesarzowa i władczyni znanego wszechświata, zwana w książce imperoksem; nieślubna córka Batrina Wu.

Batrin Wu, ojciec Cardenii, oficjalnie znany był jako Attavio VI, imperoks Świętego Imperium Wspólnoty Państw i Gildii Kupieckich, Król Hubu i Narodów Powiązanych, Głowa Kościoła Wspólnoty, Spadkobierca Ziemi i Ojciec Wszystkich, a także osiemdziesiąty siódmy Imperoks z rodu Wu, który wywodził swoje korzenie od Prorokini-Imperoks Racheli I, założycielki Wspólnoty i Zbawczyni Ludzkości*.

W związku z zawirowaniami Nurtu całe Imperium znajduje się na krawędzi rozpadu, a bohaterowie starają się odkryć, co i dlaczego się dzieje i ratować to, co jest do uratowania.

Powieść z gatunku space opera. Sporo humoru, który po połowie lektury zaczyna stawać się przewidywalny i nużący, a przynajmniej już nie tak śmieszny. Główne role odgrywają kobiety i jest ich wyraźnie więcej niż postaci męskich. Sporo polityki i psychologii relacji międzyludzkich, za to żadnych scen batalistycznych czy kosmicznych starć.

„Upadające Imperium” to pierwsza część cyklu The Interdependency. Całkiem niezła, powiedziałbym, ale może nie aż tak, żebym odczuwał nieodpartą potrzebę poznawania kolejnych tomów.



---
* John Scalzi, „Upadające Imperium”, przekład Paweł Grysztar, wyd. NieZwykłe, r. 2019.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz