poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Erika Foster i mrożone koty

 „Martwy świadek” – Robert Bryndza

Wydawca na okładce zamieścił prawie wszystkie informacje o fabule, może poza samym nazwiskiem mordercy, więc po prostu mogę tylko napisać to samo, ale swoimi słowami.
„Martwy świadek” to siódmy tom z serii o Erice Foster, ale najwyraźniej nie trzeba ich czytać w kolejności wydawania.

Główna inspektor policji, Erika Foster, Słowaczka z podwójnym obywatelstwem, po śmierci męża, też policjanta, kupiła dom w Londynie, w spokojnej dzielnicy Blackheath. Jeszcze się nawet nie rozpakowała, więc zjeść kolację wybrała się dwie ulice dalej, do fast-foodu serwującego frytki. W drodze powrotnej z pobliskiego budynku usłyszała krzyki. Tess Clarke znalazła zwłoki swojej siostry, Victorii Clarke, zamordowanej brutalnie we własnym domu, na kanapie.

Gdy na miejsce zbrodni zjechała się już cała ekipa, policjanci zatrzymali sąsiada Vicky Clarke, który dziwnie się zachowywał, był agresywny i w torbie na śmieci próbował wynieść zamarznięte kocie zwłoki. Policja od lat poszukiwała zabójcy setek kotów, więc od razu zatrzymała sąsiada, Charlesa Wakefielda. Jeszcze przed świtem okazało się, że jest on bratem głównego szefa policji, więc prawie natychmiast wyszedł na wolność.

Ofiara zbrodni, Vicky Clarke, zajmowała się nagrywaniem podcastów kryminalnych. Odkryła i opublikowała coś na temat masowego mordercy kotów, ale też o mężczyźnie, który prześladował studentki w południowym Londynie. Następnie włamywał się do nich i…. Z mieszkania ofiary zniknęły pendrive’y i inne nośniki danych.

Erika Foster prowadzi śledztwo wraz z zespołem i szybko odkrywa, że w tej sprawie wszystko jest znacznie bardziej pogmatwane, niż mogłoby się z początku wydawać. Sprawa Charlesa Wakefielda, wynoszącego zamrożone kocie zwłoki, to drobiazg wobec faktu, który ustalił anatomopatolog podczas sekcji – zwłoki, które badał, to nie Victoria Clarke. Od tego momentu akcja zaczyna przypominać rollercoaster i staje mocno wciągająca. Jest to powieść skoncentrowana na akcji, typowo rozrywkowa, złożonych analiz psychologicznych bohaterów, w niej nie ma. To może być jej zaletą lub wadą, zależnie od oczekiwań czytelnika.

Co do oceny „Martwego świadka” mam ambiwalentne odczucia, bo z jednej strony niewątpliwie godna uwagi wyobraźnia autora, a więc nietuzinkowa fabuła, ale z drugiej… Znalazłem w książce elementy, które mi się nie podobały. Może nie tyle błędy, ale treści niejasne, niezupełnie zrozumiałe. Odpowiada za to albo autor albo tłumacz, bo według informacji w stopce, redaktora czy korektora nie było. Przykład pierwszy: „wokół unosił się charakterystyczny zapach kogoś obcego” – obcego… dla kogo obcego? Bo chyba nie chodzi o Xenomorfa? Policjantki wchodzą do mieszkania Charlesa Wakefielda zatrzymanego godzinę wcześniej i… czego się spodziewają, zapachu szefa? Swojego dziecka, męża? Czym w ogóle charakteryzuje się zapach kogoś obcego, skoro jest niby taki charakterystyczny? Przykład drugi: w przeszukiwanym mieszkaniu policjantki znajdują kapelusz z metką Juniper&Brown Hatters St James Street, London. Wtedy jedna z nich krzyczy: Uwaga: awokado! [s. 47]. Tego nie rozumiem już zupełnie.

Tak więc brak redakcji lub/i doświadczenia tłumacza, obniżają ocenę tej, całkiem niezłej, powieści o jeden-dwa punkty.