„Wojna starego człowieka” – John Scalzi
W dzień swoich siedemdziesiątych piątych urodzin zrobiłem dwie rzeczy. Odwiedziłem grób mojej żony, a potem wstąpiłem do armii*.
Starość się Panu Bogu nie udała. Wiadomo to dzisiaj, wiadomo będzie w bliżej nieokreślonej przyszłości. Transplantologia poczyniła znaczne postępy, ale głównego organu/narządu – mózgu – nadal przeszczepić się nie da. A ten się starzeje i jego możliwości maleją. Rozwój transplantologii nie oznacza, że jest ona dostępna dla każdego i za darmo, absolutnie nie.
– Paragraf czwarty: Rozumiem, że wstępując w szeregi Kolonialnych Sił Obrony, zgadzam się na wszelkie medyczne, chirurgiczne, czy terapeutyczne zabiegi i procedury, jakie Kolonialne Siły Obrony uznają za konieczne dla podniesienia sprawności bojowej.
I o to chodziło: dlatego właśnie ja, i niezliczone rzesze innych siedemdziesięciopięciolatków, każdego roku zaciągały się do służby w KSO*.
Ludzie odkryli planety nadające się do zamieszkania. Niestety, wrogo nastawieni obcy, też mają na nie ochotę. Od lat walczą z nimi Kolonialne Siły Obrony, należące do Unii Kolonialnej, ale na starej dobrej Ziemi, ani obcych, ani żołnierzy KSO nikt nigdy nie widział. Ta batalia, z punku widzenia ziemskiego, jest taka trochę… teoretyczna.
Kolonialne Siły Obrony zapewniają swoim rekrutom wszystkie niezbędne modyfikacje, medyczne i inne, które zmieniają staruszków w sprawnych wojowników. Właśnie – staruszków. KSO nie są zainteresowane ludźmi młodymi i sprawnymi. Swoje tajemnicze modyfikacje oferują tylko rekrutom starszym, którzy dysponują doświadczeniem całego, długiego życia. Jednym z nich jest John Perry, który w dniu siedemdziesiątych piątych urodzin po raz ostatni odwiedził grób żony, a następnie wstąpił do armii.
Rekruci, mężczyźni i kobiety, wiedzą i zgadzają się, że nigdy już na Ziemię nie wrócą; zostają tam uznani za zmarłych. Jeśli przeżyją walki, trudniejsze i dziwniejsze niż się to komukolwiek z nich wydawało, będą mogli osiedlić się na którejś ze skolonizowanych planet. Jednak najpierw muszą przetrwać specjalne szkolenie.
– Czy ty zaciągnąłeś się dlatego, ponieważ bardzo chcesz walczyć na jakiejś wojnie?
– Nie – odpowiedziałem.
Pokiwała głową. – Ani ja. Podobnie jak większość z nas. Twój przyjaciel Leon na pewno nie zaciągnął się dla uroków służby – on nie znosi ludzi, których będziemy chronić. Ludzie zaciągają się, ponieważ nie są gotowi na śmierć i nie chcą być starzy. Zaciągają się, ponieważ w pewnym wieku życie na Ziemi przestaje być ciekawe. Niektórzy zaciągają się, żeby przed śmiercią zobaczyć jakieś nowe miejsce. Ja sama właśnie dlatego się zaciągnęłam. Nie po to, żeby walczyć, chcę znowu być młoda. I chcę po prostu zobaczyć, jak to jest być gdzie indziej*.
Starzy ludzie bywają mądrzy, a kiedy jeszcze dobiorą się odpowiednio, w grupę osób wykształconych, o różnych specjalizacjach, mogą zacząć dokonywać różnych odkryć jeszcze zanim nowa rzeczywistość w nich uderzy. I tak John Perry i kilkoro jego nowych znajomych odkrywa, że Unia Kolonialna celowo utrzymuje Ziemię i Ziemian w stanie technologicznego zacofania, ale jaki to miałby być cel?
„Wojna starego człowieka” jest to militarno-wojenna fantastyka z elementami dobrego humoru i stanowi naprawdę świetną rozrywkę. Niestety wiem już też, że po zasłużonym sukcesie swojej powieści, John Scalzi błyskawicznie zaczął produkować kolejne tomy cyklu „Wojny starego człowieka”. Tom drugi to „Brygady duchów”, a na przekład czeka jeszcze kolejnych sześć czy osiem.
---
* John Scalzi, „Wojna starego człowieka”, przekład Wojciech Pusłowski, 2008, e-book.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz