czwartek, 20 sierpnia 2026

Milicja Obywatelska na tropie

 „Zbrodnia w południe” – Jerzy Edigey

Kryminał popularnego w latach siedemdziesiątych autora, piszącego pod pseudonimem Edigey. Właściwie to Jerzy Waldemar Korycki, polski pisarz, działacz i adwokat. Swego czasu przeczytałem wiele jego powieści. Dziś nazwano by je klasycznymi kryminałami, ale wtedy nie było żadnych innych.

W jednym z mieszkań przy ulicy Buczka w Szczecinie popełniono zbrodnię. Ofiarą stała się emerytowana nauczycielka z Goleniowa, które zjawiła się tam, odwiedzając córkę i zięcia, to jest państwa Legatów. Uderzono ją czymś ciężkim w głowę. Pan Legat sprzedał niedawno samochód, czerwonego Wartburga, więc miał w domu ponad osiemdziesiąt tysięcy złotych. Pieniądze oczywiście zniknęły, a mieszkanie zostało zdemolowane przez przestępcę szukającego łupu. Drzwi do mieszkania, z trzema zamkami, nie nosiły śladów włamania, więc milicja przyjęła, że starsza pani znała mordercę i sama mu otworzyła.

W kawiarni Zamku Szczecińskiego w każdą niedzielę spotykała się od lat grupa dawnych szkolnych przyjaciół. Hanka Wróblewska, studentka czwartego roku medycyny, przyniosła tym razem sensacyjną wiadomość, bo zbrodnia popełniona została w jej kamienicy. Wróblewska kiedyś, jeszcze w szkole podstawowej, a może średniej, pomogła złapać szatnianego złodzieja, o czym wszyscy z paczki świetnie pamiętają. Mimo jej oporów i wątpliwości namawiają studentkę, by zgłosiła się na milicję i zaproponowała swoją i reszty przyjaciół pomoc. Wróblewska uznała pomysł za absurdalny, ale na komendę jednak poszła, spotkała się i rozmawiała z prowadzącym sprawę porucznikiem Romanem Widerskim. Kiedy jednak milicjant próbował ją grzecznie spławić, dziewczyna walczyła jak lwica, by przekonać go do idei swojej pomocy. Uznała, i miało to sens, że mieszkańcy kamienicy czy sąsiednich domów, prędzej będą rozmawiali ze znaną, sympatyczną sąsiadką niż z milicją.

Hanka Wróblewska, którą obecnie zapewne nazwano by feministką, nie ma zbyt dobrego zdania o mężczyznach i ich zdolnościach, i próbuje przekonać funkcjonariusza, że milicja osiągałaby większą skuteczność i wykrywalność, gdyby śledczymi były kobiety. Uważa, że mężczyźni są do tej pracy po prostu za mało rozgarnięci.
Wróblewska stosunkowo szybko osiąga drobny sukces. Analizując pewne okoliczności na miejscu zbrodni, podsuwa porucznikowi ciekawy pomysł. Otóż jest przekonania, że ofiara nie znała mordercy i nie otworzyła mu drzwi, ale to on był w mieszkaniu Legatów przed nią, a ofiara po prostu go zaskoczyła, nie spodziewał się nikogo tak wcześnie.

Od tej chwili Milicja Obywatelska traktuje studentkę i jej pomysły odrobinę poważniej, a między nią i porucznikiem zaczyna iskrzyć.

Prawie sześćdziesięcioletnia powieść z dzisiejszego punktu widzenia może wydawać się naiwna: drogi samochód Wartburg, zdobiący biurko telefon, nicowanie jesionek, ale sięgnąłem po nią z pewną przyjemnością ze względu na sentyment – jako starszy nastolatek w takich właśnie kryminałach się zaczytywałem; można powiedzieć, że się na nich wychowałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz