niedziela, 23 sierpnia 2026

Ofiary nie mógłby zabić nikt

 „Strzał na dansingu” – Jerzy Edigey

Jerzy Edigey to pseudonim Jerzego Waldemara Koryckiego, polskiego pisarza, działacza społecznego i adwokata. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych był niezwykle popularnym autorem powieści kryminalnych, ale nie tylko. Napisał ich coś koło czterdziestu. „Strzał na dansingu” stał się podstawą scenariusza jednego z odcinków „O7 zgłoś się”.

Łódź, późny wieczór. Porucznik Milicji Obywatelskiej Zygmunt Żytnicki bawi się na dansingu ze swoją sympatią, Hanką, studentką stomatologii. Właściwie to nie bardzo się bawi, bo prawie godzinę próbuje przywołać jakiegoś kelnera. Ci, najwyraźniej wyczuwając gołodupca, nie śpieszą się z przyjęciem skromniutkiego, jak się domyślają, zamówienia. W tym akurat mają rację, ocenili go właściwie – dwie kawy, dwa kawałki tortu.
Hanka jest zachwycona piosenkarką, Marią Bolero (czyli Maria Kowalska), porucznik z przyjemnością słucha improwizacji wirtuoza trąbki, Stanleya Smitha (Stanisław Kowalski), ale sielanka nie trwała długo, bo nagle dał się słyszeć przytłumiony strzał i na parkiet upadł trup; ktoś zastrzelił mężczyznę w brązowym garniturze.

W powstałym zamieszaniu porucznik Zygmunt Żytnicki obejmuje dowodzenie, zarządza zamknięcie wszystkich drzwi, rozpoczyna przesłuchania, poszukuje broni. Wszyscy obecni w lokalu, zarówno goście jak i personel, twierdzą, że ofiary nie znają, huk słyszeli, owszem, ale błysku z lufy nie widzieli. Broń się nie znalazła mimo przeszukiwania osób i lokalu.

Już następnego dnia okazało się, że ofiarę znali jednak prawie wszyscy, bo Mieczysław Romski, syn znanego notariusza, szantażował mnóstwo ludzi, w tym własnego ojca. Romski przechwalał się żółtą teczką, w której miał mieć kompromitujące dowody na wiele prominentnych osób w Łodzi. Motyw zbrodni wydaje się oczywisty, ale… broni nadal nie odnaleziono, a biegli kryminologii, kryminalistyki, balistyki, rusznikarstwa, orzekli, że w zasadzie zbrodni nie mógł popełnić nikt. Porucznik prowadzi dochodzenie.

Niezły kryminał w starym stylu. Wydaje mi się, że Stanisław Barańczak, który recenzując „Strzał na dancingu”, stwierdził, że proza Edigeya jak zwykle przypomina konsystencją mamałygę z dodatkiem kleju stolarskiego, mocno jednak przesadził. Ale może to ja niewłaściwie wyobrażam sobie mieszankę mamałygi z klejem stolarskim.

Dygresja. Zastanawiałem się nad nazwiskami postaci pojawiających się w powieści i skojarzeniami, jakie rodzą. Żytnicki (dzielny, prawy milicjant) – żyto, chleb, rola, praca chłopa. Romski (ten zły, szantażysta, przestępca) – Rom, cygan, niebieski ptak, oszust, złodziej. Przyznam, że z trudem dałbym się przekonać, że to autorowi zupełnie przypadkowo tak wyszło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz