„Jednym strzałem” – Lee Child
James Barr – były żołnierz piechoty, snajper, może nie najlepszy, ale w sumie całkiem niezły, z początkowo kompletnie nieznanych powodów zastrzelił pięć osób. Każdą trafił dokładnie w głowę. Strzelał z pierwszego piętra parkingu i oddał w sumie sześć strzałów – raz trafił w fontannę; pocisk wpadł do wody, dzięki czemu balistycy i kryminolodzy zdobyli go w nienaruszonym stanie.
Śledztwo prowadził lokalny szef wydziału ciężkich przestępstw, wysoko wykwalifikowany, doświadczony i ambitny policjant, Emerson. Jednak nie trwało ono zbyt długo, bo na parkingu zabójca zostawił takie mnóstwo śladów, że zidentyfikowano go i ujęto już po około sześciu godzinach.
James Barr podczas przesłuchań nie wyjawił niczego. Odezwał się tylko dwa razy – powiedział, że policja złapała nie tego faceta i zażądał sprowadzenia Jacka Reachera, byłego żandarma. Przed wielu laty Barr i Reacher zetknęli się, bo żandarm zdemaskował wtedy Barra, który podczas misji w Iraku czy Kuwejcie zastrzelił kilka osób. Wydaje się, że zrobił to znowu, znowu strzelał do niewinnych ludzi.
Jack Reacher przybył do miasteczka, początkowo nie po to, by bronić Barra, ale wręcz przeciwnie, żeby nie pozwolić, by wymknął się sprawiedliwości, jak to miało miejsce przed laty. Z zawodowej rzetelności przyjrzał się jednak dowodom i odkrył coś podejrzanego – były za dobre.
„Dowody były doskonałe. Wszyscy byli tak zachwyceni tymi doskonałymi dowodami, że nikomu nie przyszło do głowy, że są zbyt doskonałe. Mnie również. To było jak z serialu kryminalnego. Pewnie taką sprawę dali Bellantoniowi pierwszego dnia w Akademii Policyjnej. O wiele za dobrą, żeby była prawdziwa, tak więc nieprawdziwą. Wszystko było nie tak. Na przykład, dlaczego włożył prochowiec? Było ciepło, nie padało, a on jechał samochodem i ani chwili nie przebywał pod gołym niebem. Włożył go, żeby zostawić włókna materiału na filarze. Dlaczego miał na nogach te idiotyczne buty? Wystarczy na nie spojrzeć, żeby wiedzieć, że przyczepi się do nich każdy paproch. Czemu strzelał z ciemności? Aby ludzie zauważyli błyski strzałów i zlokalizowali jego stanowisko, żeby technicy mogli zaraz tam pójść i zebrać wszystkie dowody. Dlaczego porysował karabin o murek? Przecież to broń za dwa i pół tysiąca dolarów. Dlaczego nie zabrał ze sobą tego styropianowego słupka? Łatwiej byłoby wrzucić go do bagażnika, niż zostawiać”*.
Jack już miał wyjeżdżać z miasteczka, kiedy źli ludzie popełnili drugi błąd. Założyli, że przyjechał ratować kolegę z wojska, a zdecydowanie nie życzyli sobie, żeby Barra ktoś ratował. Nasłali więc na byłego żandarma pięciu miejscowych osiłków. Reacher poradził sobie z nimi bez wysiłku (Reacher – czytaj: supermen), ale po tym zdarzeniu nie miał już wątpliwości, że Jamesa Barra ktoś wrabia. Pytania brzmiały odtąd: kto, w jaki sposób i z jakiego powodu? Dlaczego Barr wręcz na głowie stawał, żeby policji dostarczyć wszystkich możliwych dowodów przeciwko sobie?
Dociekania Reachera stanowią główny motyw powieści, zwłaszcza od chwili, kiedy pojawił się w niej Zek – były więzień sowieckiego obozu pracy w ZSRR. W „Jednym strzałem” autor wkomponował też wątki poboczne – Rosemary, siostra Barra, młoda adwokatka, która broni zabójcę pro publico bono, choć jej ojciec jest prokuratorem oskarżającym go, romans… W sumie bardzo dobra powieść sensacyjna i świetna rozrywka.
---
* Lee Child, „Jednym strzałem”, przekład Zbigniew Królicki, wyd. Albatros, 2008.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz