czwartek, 5 lutego 2026

Corso - bezwzględny bohater

 „Bielmo” – G. M. Ford

„Bielmo” jest elementem cyklu, którego głównym bohaterem jest Frank Corso, dziennikarz z talentem do odkrywania sensacji, zamożny autor poczytnych książek. Wygląda na to, że chronologicznie jest to historia wcześniejsza niż „Czarna rzeka”, którą czytałem i skończyłem niedawno.

Corso pochwalił się pewnymi informacjami, ale jego świadek nagle zmienił zdanie i teraz śledczy od Franka domagają się wyjaśnień i odpowiedzi, skąd z taką pewnością wiedział o sprawie. Grozi mu zatrzymanie i długie przesłuchania. Oczywiście nie ma na to ochoty, więc ucieka w towarzystwie fotoreporterki, którą wynajął, Meg Dougherty, z którą miał kiedyś romans.

Koszmarna zamieć śnieżna zatrzymuje ich na lotnisku – w tych warunkach samoloty nie startują. Frank i Meg wynajmują auto i jadą do Madison, miasta z lotniskiem oddalonego o kilkaset kilometrów, które podobno normalnie działa. Po przejechaniu z połowy trasy auto wpada w poślizg (zamieć śnieżna trwa nadal). Poturbowani pasażerowie docierają do niewielkiego miasteczka w Wisconsin, a dokładnie do starej, opuszczonej chaty na jego obrzeżach.
W chacie przypadkowo znajdują zwłoki właściciela domu, Eldreda Holmesa, oraz jego rodziny, to jest dwóch synów – okazało się, że nie wyjechali kilkanaście lat wcześniej, jak to się wszystkim wydawało, ale zostali zamordowani, a ich zwłoki ukryto pod podłogą w szopie czy stodole.

Śledczy nie znaleźli tylko ciała żony Eldreda Holmesa; nie wiadomo, co się z nią stało, ale też nie wiadomo nawet, jak wyglądała, bo ze wszystkich zdjęć w rodzinnym albumie, znalezionym w chacie, ktoś dokładnie usunął wizerunek jej twarzy. Z dawnych wspomnień lokalnej policjantki wynika, że przed ślubem nazywała się Sissy Warwick – kruczoczarne włosy i wielkie błękitne oczy, egzotyczna uroda, jak na zapyziałe miasteczko Avalon.

Frank Corso musi rozwiązać sprawę, żeby samemu nie zostać w nią wrobionym, a do tego ścigają go policjanci z Teksasu, z długą listą pytań i nakazem ekstradycji. Szeryf (szeryfka) Trask z miasteczka nawet mu sprzyja, ale w pokomplikowanych układach w Avalon i z ambitnym zastępcą na głowie, niewiele może zrobić.

Niewielkie dłużyzny, zwykle bardzo dynamiczna akcja – arcydzieło to to nie jest, ale całkiem niezła rozrywka na trzy-cztery godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz