„Furia” – G. M. Ford
W Seattle napadnięto, zgwałcono i zamordowano osiem kobiet. Właściwie tylko cudem niknęła śmierci Leanne Samples, dziewiąta ofiara napaści. Ona to rozpoznała napastnika, którym miał być bezdomny, poważnie zaburzony, prymitywny pedofil, Walter Leroy Himes. W wyniku procesu skazany został na śmierć.
Jest rok 2001, do egzekucji Himesa zostało kilka dni. Do kontrowersyjnego dziennikarza i autora książek, Franka Corso, zgłosiła się Leanne Samples twierdząc, że w śledztwie i w sądzie kłamała – to nie Himes ją napadł. Właściwie to nikt jej nie napadł. Obawiała się, że może być w ciąży z kolegą, więc swoim fanatycznie religijnym rodzicom wcisnęła historyjkę o napadzie i zgwałceniu. Teraz jednak ruszyło ją sumienie i nie chce, żeby za jej wymysły zginął niewinny człowiek. Problem polega na tym, że Leanne Samples była głównym i jedynym świadkiem oskarżenia – bez jej zeznań prokuratura nie miała zupełnie nic przeciwko Himesowi. Tyle, że nowych zeznań Samples, jej przyznania się do kłamstwa i krzywoprzysięstwa nikt nie chce słuchać, bo komplikują całą tę prostą, zamkniętą już sprawę. Bo jeśli nie Walter Leroy Himes, na którym skupili się śledczy, ignorując inne tropy, to kto?
Po latach przerwy seryjny zabójca znowu zaatakował. Jednak Himes siedzi w więzieniu, w celi śmierci, wiec… żeby nie utrudniać sobie sprawy i nie przyznawać się do spektakularnej porażki, policja fakt kolejnej napaści po prostu ukrywa.
Frank Corso, dziennikarz Seattle Sun, do spółki z fotoreporterką Meg Dougherty, postanawia walczyć o sprawiedliwość. Tego akurat w systemie prawnym USA nie rozumiem – Corso musi znaleźć prawdziwego mordercę, żeby nie stracono Himesa. Jakby zmiana zeznań Leanne nie wystarczyła.
Fabuła powieści to właśnie rozpaczliwa walka z czasem i dramatyczne poszukiwania prawdziwego sprawcy napaści na kobiety. Podstawową akcję wzbogacają ciekawe wątki poboczne. Franka Corso wyrzucono niedawno z New York Timesa za sfabrykowanie artykułu, a przynajmniej taka jest oficjalna wersja, z którą pisarz nie walczy. Fotoreporterka Meg Dougherty znana jest w środowisku dziennikarskim, i nie tylko, z tego, że ma całe ciało pokryte tatuażami – efekt zemsty odrzuconego chłopaka, zawodowego tatuażysty (tatuatora). Do tego wątki uczuciowo-erotyczne.
W sumie całkiem niezła rozrywka choć na kolana nie powala.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz