piątek, 6 marca 2026

Islamski terroryzm kontra CIA

 „Rok szarańczy” – Terry Hayes

Trafiłem na tę książkę przypadkiem. Tak ostatnio znajduję dla siebie lektury, jakby na chybił trafił, bez planów i przemyśleń. Przestałem sięgać po pozycje opisywane, zalecane i reklamowane, bo okazują się one nieodmiennie powieściami, które z determinacją chce sprzedać wydawca, ale ja wcale nie chcę czytać. Więc ze stosu przecenionych w koszu wziąłem tę właśnie książkę, bo spodobała mi się okładka. O autorze też nie było mi nic wiadomo.

Głównym bohaterem jest Kane, agent CIA, specjalista od Afganistanu, Pakistanu, Iranu i okolic, zwanych w biurze Regionami Niedostępnymi. Jego zadaniem jest spotkanie z kurierem Nowej Islamskiej Armii Czystych, który zadeklarował chęć zdradzenia swojej organizacji terrorystycznej w zamian za amerykańskie obywatelstwo i miliony dolarów. Ten akurat człowiek wydaje się Agencji wyjątkowo ważny ze względu na szykowane przez islamistów kolejne uderzenie, może nawet tak poważne, jak atak na wieże World Trade Center.

Udałem się tam na spotkanie z informatorem gotowym podzielić się licznymi sekretami jednej z najbardziej niebezpiecznych organizacji terrorystycznych. Nie powiem wam, że był odważnym człowiekiem – żądał pieniędzy i paszportów, by zapewnić żonie i dzieciom lepsze życie – ale jednego byłem pewny: gdyby go zdemaskowano, nikt nie dałby funta kłaków za to, że mnie przeżyje*.

Po przyjęciu misji i podczas przygotowań Kane odkrywa, że znany od dawna CIA, wyjątkowo niebezpieczny terrorysta, Abu Muslim al-Tundra, uważany za martwego od kilku lat, nadal żyje i, jak to fanatyczni terroryści mają w zwyczaju, knuje coś strasznego.

„Rok szarańczy” czytało mi się świetnie, choć nieco za długo. Nie w tym rzecz, że zawiera dłużyzny, bo nie zawiera, nie o to chodzi; w powieści opisanych jest mnóstwo spraw, zdarzeń, sytuacji, reakcji i zachowań ludzi itd. a wszystko to bardzo szczegółowo opisane, więc wyszło trochę za długo. Książka okazała się znakomitym połączeniem powieści sensacyjnej, szpiegowskiej i przygodowej. Dziwiłem się, że wcześniej o tym autorze nic nie słyszałem. Niezwłocznie też zacząłem się rozglądać za innymi jego dziełami. I tak odkryłem „Pielgrzyma”, którego już zamówiłem i niecierpliwie czekam.

Wszystko, a może prawie wszystko, zmieniło się, kiedy przeczytałem ze dwie trzecie „Roku szarańczy”, może nawet trochę więcej. Powieść o działaniach agenta CIA zamieniła się w pełnowymiarowe SF. Nic więcej o tym nie mogę napisać, żeby nie zdradzać ważnych elementów fabuły. Dodam tylko, że szkoda, że Terry Hayes nie skończył pisać swojej powieści wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz