czwartek, 12 marca 2026

Wygrać z Wielkim Szatanem

 „Pielgrzym” – Terry Hayes

„Pielgrzym” („I Am Pilgrim” – 2013) został wydany dekadę po „Roku szarańczy”, ale czytałem je w odwrotnej kolejności i jedną bezpośrednio po drugiej. Kolejność nie ma zupełnie żadnego znaczenia, ale brak przerwy między lekturą tych dwóch powieści, to był nienajlepszy pomysł, jak się okazało, bo styl, warsztat, sposób kreowania postaci przez autora, jest tak podobny, że bohaterowie mi się mylili. W obu przypadkach jest to genialny super agent, świetnie znający różne języki, poruszający się bez problemów po Afganistanie, Arabii Saudyjskiej i innych krajach muzułmańskich.

W tanim hoteliku gdzieś na Manhattanie znaleziono zwłoki młodej kobiety; nie można jej nijak zidentyfikować (na przykład, po śmierci, usunięto jej wszystkie zęby), a z pomieszczenia, w przemyślny i profesjonalny sposób, usunięto wszelkie ślady.

W mieszkaniu panuje chaos, a hałas jest wręcz ogłuszający – trzeszczą policyjne radiotelefony, asystenci koronera domagają się wsparcia, a kobieta o latynoskiej urodzie szlocha w głos. Nawet jeśli nikt na całym świecie nie zna ofiary, na miejscu zbrodni zawsze znajdzie się ktoś gotów ją opłakiwać. Identyfikacja młodej kobiety leżącej w wannie jest niemożliwa – trzy dni w wannie z kwasem wystarczyły, by zniszczyć rysy twarzy i znaki szczególne*.

Sprawę prowadzi porucznik z wydziału zabójstw, czarnoskóry, utykający Ben Bradley, który wzywa na pomoc bohatera powieści, później zwanego Pielgrzymem, pełniącego – do czasu – stanowisko Jeźdźca Niebieskiej, co oznacza, że dowodził grupą specjalnych agentów wywiadu. To jednak, jak się wydaje, odległa przeszłość; Pielgrzym odszedł z Firmy, napisał znakomitą książkę o technikach prowadzenia śledztw czy dochodzeń, zbierania śladów itp. Bardzo szybko zorientował się, że zabójca lub zabójczyni młodej kobiety, korzystała z jego książki jak z poradnika, z niej czerpała pomysły i rozwiązania.

Tu następuje skok w czasie wstecz o lat kilkadziesiąt. Terry Hayes przedstawił historię (od dzieciństwa) Pielgrzyma oraz jego głównego przeciwnika, demona zła, fanatycznego islamisty zwanego Saracenem. Saracen nienawidzi domu Saudów, ale jeszcze bardziej Wielkiego Szatana, to jest USA. Będąc człowiekiem wykształconym, lekarzem, wymyślił, jak pozbyć się Ameryki i Amerykanów hurtowo i raz na zawsze. Bradley i Pielgrzym zamierzają mu w tym przeszkodzić.

Bardzo dobra powieść, choć zdecydowanie zbyt długa – prawie osiemset stron. Nie chodzi jednak o dłużyzny, bo takich nie znalazłem, ale o drobiazgowo dokładne opisy i mnogość wątków.




---
* Terry Hayes, „Pielgrzym”, przekład Maciej Szymański, Rebis, 2023.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz