W jakichś reklamach rzuciły mi się w oczy dwie książki: „Wystarczysz?” Jagody Urban i „Jestem wystarczająca” Joanny Zaręby i Katarzyny Białkowskiej. Jedną z nich mógłbym otrzymać prawie za darmo. Prawie, bo po lekturze wypadałoby, żebym napisał recenzję. Nie chciałem ich czytać czy oceniać, nie chciałem o nich pisać. Nie mógłbym zrobić tego obiektywnie, bo od lat mam wyjątkowo negatywne nastawienie do tematu.
Dwa razy w życiu osobiście zetknąłem się z przywódczynią sekty – nie rozmawialiśmy, nie znam farsi. Swoim wyznawcom, w większości kobietom, ale nie tylko, wpierała różne dziwne przekonania i między innymi to, że czują się niewystarczający. Może nawet nie tyle, że są niewystarczający, choć tego nie wiem na pewno, co że tacy się czują. Potrafiła to wmówić nawet tym, którzy wcześniej mieli mocno wygórowane i przesadne poczucie własnej wartości oraz przekonanie, że – jeśli nawet nie są najlepsi na świecie – to jednak zaliczają się do elity. A coś takiego, to już sztuka; to jakby wmówić facetowi o wzroście 195 cm, że jest karzełkiem.
Coś, co jako człowiekowi kierującemu się zdrowym rozsądkiem i trzeźwo myślącym (mam nadzieję), od razu przyszło mi na myśl, a nawet wstrząsnęło i to solidnie, był brak informacji co do kwestii podstawowej, wręcz fundamentalnej: do czego są niewystarczający? Pytałem o to kilkanaście wyznawczyń i kilku wyznawców, ale tu odpowiedzi albo żadnych nie byli w stanie udzielić, albo twierdzili, że nie są wystarczający do wszystkiego.
Parę razy popełniłem błąd, w następstwie którego, śmiałem się sam z siebie, dochodząc do wniosku, że widocznie nie jestem wystarczająco inteligentny, i zadawałem pytania naprowadzające (moim zdaniem sensowne). Pytałem na przykład: Czy jesteś wystarczająco dobra, żeby ugotować wodę na herbatę, obrać ziemniaki, kupić w sklepie chleb itp. Czy byłaś wystarczająco dobra, żeby skończyć podstawówkę, zdać maturę, czasem skończyć studia itp. Pytań produkowałem mnóstwo, łącznie ze zdolnością do mycia zębów, zanim zorientowałem się, że jestem po prostu mało kumaty – to były pytania dla normalnych ludzi, a członków sekty trzeba uważać, jeśli nie za psychicznie chorych, to za poważnie zaburzonych. Gdyby wyznawcy nie byli zaburzeni, to – jak każdy normalny człowiek – zdawaliby sobie sprawę, że do czegoś tam są wystarczająco dobrzy, czasem nawet bardziej niż wystarczająco, a do czegoś wystarczający nie są.
W każdym razie nie odpowiadali, nie chcieli rozmawiać, przerzucali winę na mnie, twierdząc, że nic nie rozumiem. Cóż, może i tak, „prawdy” guru są do wyznawania, a nie do rozumienia.
Ludzie cierpią na przeróżne choroby umysłowe, zaburzenia i fobie. Nie wiem, czy można je zrozumieć, ale najwyraźniej logicznymi, rzeczowymi argumentami, wyleczyć się nie da. Niektóre osoby boją się myszy. Czy argument, że myszka jest mała, nie zrobi ci krzywdy, boi się ciebie sto razy bardziej niż ty jej, ma malutkie ząbki itp., spowodowały, że ktoś cierpiący na musofobię stwierdzi: masz rację, od jutra przestaję się bać myszy? No, nie. Tak to nie działa, niestety. Myślę, że w podobny sposób odbijały się moje argumenty.
Wydaje ci się, a może ktoś bliski wmawia ci, że nie jesteś wystarczająco dobra do czegoś (zawsze pytaj, do czego konkretnie!) – sprawdź, skonfrontuj się z rzeczywistością i faktami, a nie cudzymi przekonaniami. Zwłaszcza jeśli cię to boli i dotyka.
Na tym temat mógłbym i nawet planowałem zakończyć, ale wtedy, jak wspomniałem na początku, natknąłem się na reklamę tych dwóch książek. Nie! – pomyślałem – to jest przecież kompletnie niemożliwe, to się nie dzieje! Trochę skrępowany tym, co robię, poszukałem jednak, popytałem i… szok! Guru od jakiegoś czasu mieszka w Polsce i nawet języka, podobno, jako tako się wyuczyła.
A wspomniane wyżej książki? Nie interesują mnie na tyle, żebym je czytał, ale ciekaw byłbym, czy oferują jakieś rozwiązania inne, niż nieskuteczne zdroworozsądkowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz