poniedziałek, 21 września 2026

Przygody superwojaka Kani

„C.K. Dezerterzy” – Kazimierz Sejda

Pierwsza wojna światowa. Monarchia austro-węgierska, cudaczny twór, w skład którego wchodzili Niemcy, Węgrzy, Czesi, Polacy, Rusini, Ukraińcy, Rumuni, Chorwaci , Słowacy, Serbowie, Słoweńcy, Włosi. Samo funkcjonowanie Austro-Węgier, nawet w czasie pokoju, a co dopiero w latach wojny, najeżone było tak groteskowymi problemami, że stawało się to kanwą wielu satyrycznych powieści, na przykład „Dobry wojak Szwejk” czy właśnie „C.K. Dezerterzy” Kazimierza Sejdy (wcześniej Seide – zmienił nazwisko po konflikcie z ojcem).

Powieść jest humorystyczną relacją o przygodach autora pod koniec wojny. Podobno w większości prawdziwych, ale…* Po raz pierwszy wydana została w 1937 roku. Od tego czasu przynajmniej raz została poważnie przeredagowana, bo to zdecydowanie nie jest język i pisownia dwudziestolecia międzywojennego.

Grupka żołnierzy różnej narodowości, Węgier Lajos Szökölön, Żyd z Wiednia Izydor Haber, Rusin Iwan Hładun oraz włoski jeniec Giuseppe Baldini, pod wodzą Polaka, frajtra Jana Kani, w części pierwszej dekuje się w 11 kompanii wartowniczej w Sátoraljaújhely na terenie Węgier, chlejąc, grając w karty i angażując się w służbie najmniej jak tylko się dało. W drugiej, gdy już ewidentnie przesadzili z bezczelnością, trafili do aresztu i groził im sąd polowy, postanowili uciekać i odtąd, jako dezerterzy, miotają się po carsko-królewskiej Europie, chlejąc, grając w karty, objadając się, kradnąc i wyłudzając.

Czytelnikowi przygody grupy dezerterów wydają się momentami szalenie zabawne, ale dla bohaterów nie jest to takie proste. Często się boją, bywa, że się kłócą na temat dalszych planów, wpadają w niesamowicie niebezpieczne sytuacje, z których zwykle w ostatniej chwili ratuje ich pomysłowość, bezczelność i tupet.

Przed wojną powieść wielkiej sławy nie zdążyła zdobyć, ale po wojnie zapomniano o niej zupełnie aż do roku 1986, kiedy to Janusz Majewski przeniósł ją na kinowy i telewizyjny ekran.




---
* Cytat z przedmowy autora:
„Na tle mej służby i dezercji powstała właśnie ta opowieść, która w lwiej części jest aż nadto prawdziwa. Trochę tylko przetasowałem czasokresy, ludzi i miejsca i powiązałem fakty w jedną całość”.
Jeśli kogoś interesują rozliczne wątpliwości faktograficzne, to znaleźć je można tu: https://malutekmisio.pl/2025/01/18/gefraiter-kania-mity-i-rzeczywistosc/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz