czwartek, 22 października 2026

Will Robie - dobry morderca

 „Niewinny” – David Baldacci

Celowo nie przeczytałem tekstu na okładce, bo już wiele razy przekonałem się, że wydawcy opisują tam tak wiele (spojlery), że czytanie powieści nie ma już sensu. Więc z przyjemnym zaskoczeniem odkryłem na pierwszych stronach, że głównym bohaterem jest czterdziestoletni Will Robie, zawodowy morderca. Coś takiego nie zdarza się często i dla autora stanowi poważne wyzwanie. Kodeks Haysa* już oficjalnie nie obowiązuje w USA, ale…

Baldacci wybrnął z tego zgrabnie i już na samym początku. Will Robie, owszem, zabija ludzi, ale to źli ludzie byli. Carlos Rivera handlował heroiną i żywym towarem, a jakby to było mało, planował dokonać zamachu stanu w Meksyku. Kolejną ofiarą był Khalid bin Talal, saudyjski książę, kuzyn króla. Jego obsesyjna nienawiść wobec Ameryki i Amerykanów (porywał i torturował Amerykanów) stawała się coraz bardziej problematyczna, także dla Domu Saudów, więc książę stał się następnym celem Robiego.

Niestety, od początku zacząłem zauważać w tekście sprzeczności lub nieścisłości. Kiedy Robie zabijał Carlosa Riverę, ale najpierw jego czterech ochroniarzy, poszło szybko i sprawnie, bo… „nie byli profesjonalistami” (s. 13). To by się nawet zgadzało, bo tylko jeden z nich zdążył dobyć broni, ale nadmiar adrenaliny sprawił, że strzelał na oślep. Ale trzy strony dalej… „Czterech zabitych mężczyzn było ochroniarzami. Twardymi, bezwzględnymi ludźmi, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat zabili rzekomo ponad pięćdziesiąt osób…” (s. 16) – to jak, byli profesjonalistami, czy nie?
Kolejna akcja. „Tym razem jego cel nie był takim idiotą jak Rivera. To człowiek ostrożny, profesjonalista, który nie będzie strzelał na oślep” (s. 23). Ale zaraz, zaraz, przecież to nie Rivera strzelał na oślep, nie miał nawet broni. W ten chaotyczny sposób strzelał jeden z ochroniarzy Rivery.

Czy tego typu błędy stanowią poważny problem podczas lektury? To zależy. Jeśli czytelnik używa powieści tylko jako generatora emocji, to zapewne nie. Jeżeli jednak potrafi i chce czytać ze zrozumieniem, to napotka tego typu kłopoty. Swoją drogą dziwne to – autor, redaktor, korektor amerykański, tłumacz, redaktor i korektor polski… wszyscy ci ludzie wzięli jakieś pieniądze, ale wyraźnie ze swojego zadania wywiązali się miernie.

Czternastolatka, która nieco później Willowi przedstawiła się jako Julie, pewnej nocy uciekła z rodziny zastępczej. Opiekunowie zmuszali ją, oraz inne dzieci, do kradzieży kieszonkowych i sprzedawania narkotyków. Dziewczyna wróciła do swoich rodziców, którzy stracili prawa rodzicielskie, bo oboje ćpali. Jeszcze tej samej nocy rodzice Julie zostali zastrzeleni, oczywiście początkowo nie wiadomo przez kogo i dlaczego, ale dziewczynie udało się uciec. Wsiadła do autobusu zmierzającego do Nowego Jorku.

Will Robie odmówił wykonania kolejnego wyroku, to jest zastrzelenia matki z dzieckiem, a to spowodowało, że natychmiast sam znalazł się na celowniku swojej agencji, a może i jeszcze kogoś innego. Realizując przygotowany zawczasu alternatywny plan ucieczki, wsiadł do… autobusu jadącego do Nowego Jorku. W autobusie udaremnił próbę zamordowania dziewczyny. Dalej uciekali już razem, próbując też dociec, kto i czemu poluje na Julie. Bo powody pogoni za Robiem wydają się przecież oczywiste.

Ten zwrot odrobinę mnie rozczarował. Miałem nadzieję na wyjątkową powieść o najemnym mordercy i jego kolejnych akcjach, ale już na początku okazało się, że Will Robie ma serce, sumienie, skrupuły i inne takie dziwactwa, niespotykane zwykle wśród najemnych morderców. Od razu przypomniał mi się „Leon zawodowiec” i inne historie w podobnym stylu.

„Niewinny” to pierwszy tom cyklu o Willu Robiem, więc z góry wiadomo, że pod jego koniec nie może on zginąć.
Powiedziałbym, że to całkiem niezła rozrywka. Kryminalno-sensacyjno-przygodowa, wciągająca, intrygująca, jak to mówią: z huraganową akcją non-stop. Jeśli nie zwracać uwagi na błędy, o których wspomniałem, albo pewne naiwności (urządzenia namierzające typu GPS zawsze mają niebieską diodę – sic!), lektura zapewnia naprawdę dobrą zabawę przez kilka godzin. Na tyle dobrą, że prawdopodobnie sięgnę po kolejny tom cyklu, jeśli się on rzeczywiście ukaże.






---
* Obowiązujący kiedyś w Hollywood Kodeks Haysa nie pozwalał przedstawiać zbrodni jako czegoś, co się opłaca i pozostaje bez konsekwencji. Zakazywał też pokazywania scen seksu, miłości homoseksualnej, porodów, początkowo nawet związków osób różnych ras itp. Kodeks już od dawna nie obowiązuje, ale pewne elementy z jego zaleceń, są jednak respektowane.






Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz