sobota, 23 czerwca 2012

The Road Less Traveled

„Drogą mniej uczęszczaną” – M. Scott Peck

Prawdopodobnie pierwsze polskie wydanie książki „The Road Less Traveled”, wydane przez wydawnictwo Medium w 1998 roku. Nie wywołało większego zainteresowania, może na tę książkę jeszcze nie nadszedł u nas czas? W każdym razie furorę zrobiło dopiero wydanie Zysku i S-ki z 2002 roku, pod tytułem „Droga rzadziej wędrowana”, oczywiście także w innym tłumaczeniu.

Miałem oba te wydana i przez moment nawet kusiła mnie głębsza analiza przekładów, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu – wersja czytana jako pierwsza zwykle wydaje się lepsza i ciekawsza. A na odkrywanie wyniku, który z góry znam, potrafię przewidzieć, szkoda mi było czasu.

Wydania, tłumaczenia, różnią się i to wyraźnie – w detalach. Idea, przesłanie, sens, pozostają nienaruszone.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rakietowe szlaki kwakrów

„Światło dnia” – Molly Gloss

Ziemia umiera. Katastrofa ekologiczna pochłania coraz to większe obszary, wymierają kolejne gatunki zwierząt i roślin. Ludzie przenoszą się na stacje orbitalne żywiąc nadzieję na budowę jakiegoś alternatywnego społeczeństwa. Społeczność kwakrów porywa się na plan bardziej zaawansowany i dalekosiężny: specjalnym statkiem, Firletką, który przypomina mknący ku gwiazdom żaglowiec napędzany kosmicznym wiatrem, wyruszają w wielopokoleniową podróż w poszukiwaniu nadającej się do zamieszkania planety.

Choć książki nie czyta się tak lekko, łatwo i przyjemnie jakbym sobie życzył, jest to ciekawe zderzenie klasycznej fantastyki, psychologicznego studium ludzkich emocji i zachowań, zwłaszcza w konfrontacji z nieznanym, oraz kwakierskiej duchowości i mentalności.

czwartek, 31 maja 2012

025 Jestem (też) kwakrem

Niecodziennik, to jest autopamflet prywatny nie codziennie pisany – obrazek 025.


Kiedy informuję, że jestem kwakrem, bo czasem w jakiejś rozmowie niezbędne jest określenie własnej religii czy wyznania, zwykle stwierdzenie to rodzi pytania, na które w wielkim uproszczeniu postaram się niżej jakoś odpowiedzieć. Jedna ważna uwaga: ja nie reprezentuję Towarzystwa Przyjaciół w Polsce ani na świecie. 
Trudno byłoby zaczynać każde zdanie od: ja uważam, że… tym niemniej, bez względu na formę, prezentuję tu jedynie własne poglądy i przekonania, a nie oficjalną doktrynę kwakrów; nawet gdyby takowa istniała.

Historia.
Zgodnie z Wikipedią kwakrzy, czyli Religijne Towarzystwo Przyjaciół, to protestancki kierunek wyznaniowy w chrześcijaństwie silnie akcentujący rolę osobistego wewnętrznego objawienia. Hmm… W maju 2012 roku, podczas XV Central Europe Friends Gathering (Środkowoeuropejski Zjazd Przyjaciół) szukaliśmy prostej, a przede wszystkim krótkiej odpowiedzi na pytanie: kim są kwakrzy? Nie było to zadanie łatwe, bo aktualnej definicji poszukuje zapewne wielu kwakrów na całym świecie. W każdym razie wymyśliliśmy, że w chwili obecnej kwakrzy (liberalni) to ruch społeczno-religijny wywodzący się z angielskiego protestantyzmu.



George Fox - duchowy przywódca pierwszych kwakrów

Towarzystwo Przyjaciół założył w roku 1646 George Fox, syn tkacza z Leicestershire, duchowy przywódca pierwszych kwakrów. Był to wówczas skrajny odłam angielskiego purytanizmu. Z założenia miał być remedium na formalizm, dogmatyzm, sekciarstwo, religijną nienawiść i brutalne okrucieństwo tamtych czasów. George Fox, więziony, bity, prześladowany, wypędzany z miast, wędrował po kraju, proponując niezwykłe na tamte czasy, bezkompromisowe podejście do wiary chrześcijańskiej i zachęcał chrześcijan do dążenia do pełnej świętości, zamiast automatycznego, bezrefleksyjnego kultywowania sformalizowanych ceremonii i obrządków religijnych.
Przyjaciół (dawniej Przyjaciół Prawdy albo Przyjaciół Światła) nazwano kiedyś drwiąco i złośliwie kwakrami (ang. quakers – drżący) z powodu drżenia, z jakim rzekomo mówili o wielkości Boga oraz wsłuchiwali się w Jego słowa. Oficjalna nazwa to Towarzystwo Przyjaciół (Religijne Towarzystwo Przyjaciół w Polsce), ale określenie „kwakier” dawno już zatraciło pejoratywne znaczenie i jest w powszechnym użyciu.
W 1947 roku społeczności kwakrów, jako jedynej chyba wspólnocie religijnej w dziejach ludzkości, przyznano Pokojową Nagrodę Nobla.

W chwili obecnej kwakrów żyje na świecie ok. 360 tysięcy i z grubsza rzecz biorąc dzielą się oni na pastoralnych (USA i Kenia), konserwatywnych (USA i jedna grupa w Atenach) oraz liberalnych (głównie Europa), z którymi się utożsamiam i o nich to właśnie piszę.

Do przemyślenia.
Warto przeczytać uważnie i ze zrozumieniem poniższe dwa stwierdzenia, komunikaty: 

a) Jestem katolikiem (to akurat jest tylko przykład) i dlatego staram się przestrzegać przykazań boskich i kościelnych, brałem ślub kościelny, co niedzielę chodzę na mszę św., kilka razy w roku do komunii, w tej wierze wychowuję dzieci, przestrzegam nakazanych przez Kościół postów, wierzę, że Biblia jest słowem bożym.

b) Wierzę, że w każdym człowieku jest boska cząstka (Wewnętrzne Światło – Inner Light), dzięki któremu mogę bez pośredników obcować z Bogiem (jakkolwiek Go rozumiem); istotne znaczenie mają dla mnie takie wartości jak pokój, równość, prostota, prawda, wierzę, że Biblia jest słowem o Bogu i właśnie dlatego jestem kwakrem.

Ważne są nie tylko elementy składowe tych stwierdzeń, ale przede wszystkim fundamentalna wręcz różnica w podejściu. Co z czego wynika? Co jest skutkiem, a co przyczyną? 
Kolejny temat do zastanowienia: wierzę, że Jezus przyniósł na świat Dobrą Nowinę. Co jest ważniejsze, bardziej godne uwagi, czy to, CO przyniósł, czy sama osoba posłańca, KTO przyniósł?

Komunikacja.
Choć w wielu wyznaniach i religiach pojawia się element milczenia, to prawdopodobnie kwakrzy, jako jedyni, uznali je za fundament i całkowicie przestawili się z… nieustannego nadawania do Boga (modlitwy, pieśni, błagania, dziękczynienia, akty strzeliste, psalmy, liturgia słowa itd.) na odbiór, na słuchanie Go, wychodząc z założenia, że Boga usłyszeć można i zrozumieć, kiedy samemu przestanie się wreszcie hałasować, a więc w milczeniu. Bo ważniejsze jest, co On ma mi do powiedzenia, niż odwrotnie. Jeśli wierzę, że jest wszechwiedzący, to przecież nie muszę zagłuszać Jego słów, swoimi prośbami, instrukcjami, co, jak i kiedy ma dla mnie zrobić. Więź z Bogiem doskonalić można w ciszy i milczeniu.
Kwakierske meeting for worship (problem z tłumaczeniem!) odbywa się w milczeniu pod przewodnictwem i w oczekiwaniu na Ducha Bożego. Na upartego można byłoby uznać je za szczególny rodzaj grupowej kontemplacji.

Quakerese to specyficzny język kwakrów; w krajach anglojęzycznych odbierany jako swoisty żargon. Jeśli nawet kwakrzy posługują się czystą angielszczyzną (a jest w ogóle coś takiego?), pewne określenia i zwroty tłumaczone dosłownie nie oddają istoty rzeczy, są po prostu mylące. Na przykład meeting for worship (spotkanie dla kultu) – czy można je nazwać nabożeństwem? Zgodnie ze słownikiem nabożeństwo to  «obrzęd religijny ujęty w normy liturgiczne». Ale czy kwakrzy mają jakąś liturgię? Meeting for worship rozpoczyna się w chwili, gdy pierwsi uczestnicy (zwykle starsi) usiądą i zamilkną. Jego koniec sygnalizuje podanie sobie rąk – najpierw przez dwóch starszych, a następnie przez pozostałych. Reszta jest milczeniem, choć czasem któryś z uczestników spotkania, natchniony Duchem Bożym, przekazuje innym krótkie przesłanie (nie jest to przemowa, ani kazanie!), którego pozostali wysłuchują w ciszy, a zwłaszcza – nie komentują. Poza tym…kwakierski meeting for business (spotkanie organizacyjne?) też ma charakter duchowy, kultowy, a nie jedynie administracyjny. W trakcie takiego roboczego spotkania każda sprawa zostaje poddana pod dyskusję, ale decyzja zapada tylko wtedy, gdy wszyscy obecni członkowie (zawsze dążymy do jednomyślności) są przekonani, że jest ona zgodna z wolą Ducha Bożego w tej kwestii.

Na początku Spotkania, kiedy ludzie jeszcze sadowią się i pokasłują, a na ich twarzach widać wyraźnie, że jeszcze zaprzątnięci są swoimi codziennymi sprawami, wydaje się czasem, że Cisza jest nieosiągalna. Ale kiedy kończy się ta wstępna faza wyciszania, zapada prawdziwe boże milczenie, różne od ludzkiego. Dawni kwakrzy wierzyli, że gdy słowa któregoś z zebranych wypowiadane są prawdziwie w Świetle, nie przerywają one Ciszy, lecz są jej kontynuacją.

Podstawa, fundament.
Wierzę, że w każdym człowieku jest Wewnętrzne Światło (Inner Light), Boska Iskra, Ziarno Prawdy (nazwy nie są ważne!), pierwiastek boskości, dzięki któremu każdy może sam, bez pośredników, obcować z Bogiem (jakkolwiek Go pojmuje). Cytat: ...Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą (Rdz 2). Co stało się z tym tchnieniem życia? Czyżby uleciało? Przecież nie! Jest w nas cały czas i to dzięki niemu jesteśmy w stanie bezpośrednio komunikować się z Bogiem. Inny cytat: Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg, albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście (1 Kor 3). I kolejny:  Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych? (1 Kor 6).
W Towarzystwie Przyjaciół nie mamy duchownych (kapłanów). Wierzę, że sakrament (odpowiednik chrztu i komunii) w pewnym sensie dokonuje się właśnie podczas meeting for worship.

Wierzę, że do celów kultu (spotkań z Bogiem) nie jest potrzebny kościół. Cytat: Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko (Dz 17). Kwakrzy spotykają się w prywatnych domach, wynajętych salach albo Friend's Meeting House (Dom Spotkań), jeśli lokalna społeczność takim dysponuje.



Quaker Meeting House – historyczna tablica informacyjna

Świadectwa.
Quakers testimonies – dosłownie znaczyłoby to kwakierskie świadectwa, ale… Świadectwo kojarzy mi się zawsze z zaniedbaną kobieciną, która od ołtarza daje świadectwo, czyli mówi, że była kobietą upadłą, ale objawiła jej się Matka Boska i dzięki temu zstąpiła z drogi grzechu. Podstawowe, przez wszystkich chyba kwakrów uznawane „świadectwa” to peace (pokój), equality (równość), simplicity (prostota), truth (prawda), ale te… świadectwa kwakrzy dają swoją postawą, zachowaniem, a nie przemowami czy deklaracjami. Quakers testimonies prowadzą bezpośrednio do określonego działania.
Kwakierskie „świadectwa” (zdecydowanie bardziej pasuje mi tu określenie duchowe wartości, choć i ono nie jest idealne) są często pojęciami złożonymi i wieloznacznymi. Na przykład Prawda, to nie tylko prosta cecha komunikatu (prawda – fałsz), bo może ona oznaczać Boga, fakt, z którym się nie dyskutuje czyli rzeczywistość w pełnym znaczeniu tego słowa. Poszanowanie dla prawdy przejawiać się może w odmowie składania przysiąg, bo przecież nie istnieją dwie rzeczywistości: ta zwykła i ta, o której mówi się pod przysięgą. W dawnych czasach kwakrzy gotowi byli raczej na więzienie (Margaret Fell) niż demonstrowanie podwójnych standardów moralnych.



The tiles from the Quaker Peace Garden in Bristol

Quakers testimonies jest dużo więcej, choćby poszanowanie dla życia, społeczność (nasze wspólne dobro jest najważniejsze), powiernictwo, tolerancja, uczciwość i wiele, wiele innych, choć oczywiście nie wszystkie one są akceptowane przez wszystkich kwakrów bez wyjątku.

Troska.
Zatroskanie, zainteresowanie – kolejny termin właściwie niemożliwy do poprawnego przełożenia na język polski. Po angielsku concern, po niemiecku Anliegen. Być może lepszym byłoby powołanie, ale w znaczeniu świadomości, że jest pewien określony problem społeczny, którym to ja właśnie powinienem się zająć, że to ja jestem odpowiedzialny za zmianę, a choćby częściową tylko poprawę, że powinienem podjąć konkretne działanie. Bywa, że concern pojedynczego kwakra, przedstawiona społeczności,  staje się jej wspólną „troską” i zadaniem (zobowiązaniem). Niektóre „troski” w ten właśnie zupełnie naturalny sposób stały się, opisanymi wyżej, kwakierskimi „świadectwami”.

Uniwersalizm.
Początkowo kwakierstwo było czysto chrześcijańskie, do dziś kwakrzy o orientacji chrześcijańskiej (jak ja) stanowią zdecydowaną większość, niemniej w ostatnich czasach, zwłaszcza wśród kwakrów liberalnych, istotne znaczenie ma uniwersalizm, który –  jak zwykle w szczególnym znaczeniu kwakierskim – oznacza, że wiara kwakierska może być zbudowana na różnych tradycjach religijnych, więc kiedy Przyjaciele mówią o Bogu, to w takim sensie, w jakim oni sami Go pojmują. Dlatego wśród Przyjaciół znaleźć dziś można zarówno chrześcijan, jak i przedstawicieli innych religii (np. judaizm), a nawet ateistów czy nonteistów (buddyzm, dżinizm, taoizm,  konfucjanizm).
Ostatecznie kwakierstwo to nie teorie i doktryny, ale praktyka. To wspólne i bezpośrednie doświadczenie Żywej Ciszy, co w konsekwencji grupę jednostek (indywidualności) przemienia we wspólnotę Bożego Ducha.

Dodatek.
Książki warte uwagi:
„Świadomość religijna i więź kościelna” – Leszek Kołakowski.
„William Penn. Reformator i polityk” – Piotr Robak.
I oczywiście podstawa – „Quaker Faith & Practice”.


Quaker Faith & Practice – Wiara i praktyka kwakrów




Agendy: Kwakierska Rada do spraw Europejskich (QCEA) w Brukseli oraz Biura Kwakierskie przy ONZ (QUNO) w Genewie i Nowym Jorku reprezentują przekonania kwakrów w miejscach, gdzie podejmowane są strategiczne decyzje o światowym zasięgu. Przyjaciele nazywają to „mówieniem władzy prawdy”, często bywa, że prawdy bardzo dla władzy niewygodnej.

Wypowiedzi kwakrów (polskie napisy):

środa, 16 maja 2012

AA oczami profesjonalistów

„Wspólnota Anonimowych Alkoholików” – Maria Gordon Tadeusz Kolarczyk

Książka o Wspólnocie AA, napisana przez osoby spoza AA, dla osób, które nie są członkami Wspólnoty, nie uczestniczą w spotkaniach, na przykład służby więziennej (temu środowisku poświęcono chyba najwięcej uwagi), psychologów, opiekunów, wychowawców itp.

Książka wydana dwadzieścia lat temu (1993) jest zadziwiająco aktualna. Mam nawet wrażenie, że jej autorzy wiedzieli o AA więcej, niż obecnie wielu członków tej Wspólnoty. Rozmontowuje ona na przykład wierzenia i przekonania niektórych AA-owskich weteranów twierdzących, że za ich czasów sponsorowanie nie istniało, nie było znane. Gordon i Kolarczyk sporo miejsca w swojej książce poświęcają zarówno programowi AA, jak i tematyce sponsorowania. Spis tego, czym zajmuje się AA-owski sponsor obejmuje siedemnaście punktów, na przykład:
- pokazuje na przykładzie własnego życiorysu i historii swego picia jaką rolę odegrał program Anonimowych Alkoholików w jego trzeźwieniu,
- pilnuje by nowicjusz poznawał piśmiennictwo Wspólnoty AA,
- omawia z nowicjuszem znaczenie każdego z Dwunastu Kroków i podkreśla rolę ich przestrzegania w utrzymywaniu trzeźwości.

W każdym razie o sponsorze i sponsorowaniu, o zasadach takiej współpracy, dowiedzieć się można z tej pozycji więcej, niż ze wszystkich książek AA-owskich razem wziętych.

SPIS    TREŚCI
Od wydawców
Od autorów

CZĘŚĆ I - CHARAKTERYSTYKA WSPÓLNOTY ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
Wprowadzenie
Informacje historyczne o Anonimowych Alkoholikach
Anonimowi Alkoholicy w Polsce
Anonimowi Alkoholicy w zakładach penitencjarnych
Cele działalności Anonimowych Alkoholików
Formy i metody działalności Anonimowych Alkoholików
Organizacja Anonimowych Alkoholików i jej członkowie
Mity nt. Anonimowych Alkoholików
Wspólnoty pokrewne — Al-Anon, Alateen, Alatot i ACOA
Anonimowi Alkoholicy a profesjonaliści

CZĘŚĆ II - PRÓBA OCENY I WYJAŚNIENIA EFEKTYWNOŚCI ODDZIAŁYWANIA ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
Zaspokajanie potrzeb psychospołecznych we wspólnocie Psychoterapia we wspólnocie
1.  Kształtowanie nowej tożsamości
2.  Przełamanie alkoholowego myślenia i innych reakcji obronnych
3. Rekonstrukcja trzeźwej osobowości i nauczenie się trzeźwych sposobów postępowania
4.  Większy udział w życiu społecznym Uczenie się we wspólnocie

CZĘŚĆ III - VARIA NT. WSPÓLNOTY ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW
Modlitwa o pogodę ducha
Preambuła Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji
Dwanaście Kroków
Dwanaście Tradycji
Jestem  odpowiedzialny
Czy AA jest dla Ciebie? 12 pytań, na które tylko Ty sam możesz odpowiedzieć
Anonimowi Alkoholicy. Wprowadzenie do programu AA wyzdrowienia z alkoholizmu
Instrukcja dla niosących posłanie trzeźwości do instytucji korekcyjnych
Jeśli jesteście profesjonalistami
Pytania i odpowiedzi w sprawie sponsorowania
Wybrane adresy i telefony AA w Polsce
Wybrane adresy grup AA
Wykaz jednostek penitencjarnych, w których działają grupy AA

PODSUMOWANIE
SŁOWNICZEK WYBRANYCH TERMINÓW
TEZY PRAKTYCZNE DLA DECYDENTÓW
BIBLIOGRAFIA WYKORZYSTANYCH PRAC

Książkę wydali: Komisja Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu i Innych Uzależnień Fundacji im. Stefana Batorego oraz Centralny Zarząd Zakładów Karnych Ministerstwo Sprawiedliwości, Warszawa 1993, str. 218.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Stracone złudzenia

Mój pierwszy kontakt z wymiarem sprawiedliwości w Polsce był tylko pośredni – chodziło o rozwód rodziców. Kilkanaście rozpraw, sędzia (płci już nie pamiętam), straszony przez ojca milicjanta, bał się wydać wyrok. Dopiero po zmianie składu orzekającego udało się wreszcie zakończyć ten odrażający spektakl.

Stracone złudzenia, czyli… spojrzenie na prawo

Druga z kolei była moja sprawa rozwodowa. Chcieliśmy z żoną rozwieść się spokojnie, grzecznie, jak kulturalni, cywilizowani ludzie. Na pierwszej rozprawie pani sędzina podjudzała nas przeciwko sobie i wszelkimi sposobami starała się, byśmy zaczęli obrzucać się inwektywami i przy okazji się znienawidzili. Nie sądzę, żeby chodziło jej osobiście o nas dwoje, ale… im większa draka, tym więcej rozpraw i tym wyższe koszty do uiszczenia na rzecz sądu.
Miałem wtedy dalekiego znajomego, prezesa sądu, poprosiłem go o interwencję i pomoc. Rozwód – tak jak chcieliśmy, czyli bez orzekania o winie – orzeczony został bez dalszych zgrzytów. Tyle tylko, że ja po dziś dzień czuję pewien niesmak z powodu protekcji, której szukałem i o którą musiałem prosić.

Następna była sprawa manka w firmie handlowej, w której pracowałem. Wszyscy (współpracownicy, szefowie, prokurator) wiedzieli, kto dopuścił się kradzieży – człowiek ten zresztą został natychmiast zwolniony – ale okazało się, że umowa o wspólnej odpowiedzialności materialnej tak została sformułowana, że płacić za gnoja musimy wszyscy. I nie, nie po równo – ja jako kierownik najwięcej.

Kilka lat później brałem udział w rozprawie sądowej dotyczącej spadku po ojcu. Moim zdaniem była to jawna kpina. Kiedy w pewnym momencie oznajmiłem, że to, co się tu odbywa nie ma nic wspólnego z elementarnie pojmowaną sprawiedliwością, sędzina oznajmiła „sprawiedliwość to nie na tej sali”. To jeszcze mogłem zrozumieć, ale odmowy zwrócenia mi kosztów dojazdu na rozprawę (odbywała się w innym mieście), to już nie. Ja na rozprawę zostałem wezwany. Przysłano mi wezwanie, a nie zawiadomienie. Wezwanie, w którym za niestawienie się grożono sankcjami. Stronie na rozprawę wzywanej należy się zwrot kosztów. Kiedy się o nie upominałem, sędzina zagroziła, że jak jeszcze raz o tym wspomnę, to mnie ukaże za obrazę sądu. Sprawę przegrałem. Spadek po ojcu zagarnęła w całości jego druga żona.

Kolejna sprawa dotyczyła psa bojowego rasy Amstaff, który zaatakował mnie, gdy za miastem jechałem rowerem i rozszarpał mi nogę. Odbyły się wtedy dwie sprawy. Jedna, z powództwa cywilnego, o odszkodowanie za zniszczone spodnie, uszkodzony rower, koszty leczenia, straty moralne itd. Sprawę wygrałem, przyznano mi wtedy pięć tysięcy złotych odszkodowania oraz zwrot kosztów sądowych. Ani tych pięciu tysięcy, ani zwrotu kosztów nigdy nie dostałem – właściciel psa był rzekomo nieściągalny. Tak więc tylko straciłem pieniądze.
Druga sprawa dotyczyła spowodowania zagrożenia życia i zdrowia – pies biegał sobie luzem, a na dokładkę okazało się, że nie był szczepiony przeciwko wściekliźnie. Prokurator i sędzia, jak lwy bronili właściciela psa, który na rozprawę w ogóle się nie stawił, twierdząc, że Amstaffy nigdy nie są agresywne, że tylko Pitbulle… Uznali też, że zwolnienie lekarskie poniżej siedmiu dni nie oznacza poważnego uszkodzenia zdrowia. Miałem w ręce i pokazywałem zwolnienie chorobowe wystawione przez chirurga, na którym wyraźnie i po polsku pisało, że chodzi o dni dziesięć. Panowie wspólnie uznali, że o tym ile pacjent powinien dostać chorobowego też decyduje sąd, a nie jakiś tam chirurg.

Ostatnia sprawa… nie, nie ostatnia, może lepiej będzie napisać, że najświeższa, dotyczy bzdurnych oskarżeń o nieznane w sumie przestępstwo. Opisałem ją w tekstach „Nękanie ofiary przestępstwa” oraz „Nękania ciąg dalszy...” z marca i kwietnia 2012. No, cóż… znowu zachciało mi się sprawiedliwości…

Część z tych historii (nie wszystkie opisałem, za dużo by tego było) dotyczy czasów tak zwanej „komuny”, inne rozegrały się i rozgrywają już w nowej, demokratycznej Polsce. Czy zmiana ustroju cokolwiek tu zmieniła? Jak widać – nic. Nadzieja na przyszłość, szansa, że obywatel tego kraju będzie mógł kiedykolwiek liczyć na pomoc i wsparcie ze strony organów i instytucji ochrony prawa, zwanych (nie wiem, dlaczego) wymiarem sprawiedliwości? Żadna.

piątek, 27 kwietnia 2012

Nękania ciąg dalszy...

27.04.2012 otrzymałem pismo z Prokuratury Okręgowej w Elblągu, w którym informują mnie, że moją sprawę kierują do Prokuratury w Opolu, w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przeze mnie przestępstwa.
Jakiego niby przestępstwa, nie napisali, pewnie wychodząc z założenia, że zawsze coś tam się dopasuje, a poza tym… czy to ważne? Co jest, towarzysz Dzierżyński się kłania i jego zasada: dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie?
 
K…! To co ja mam w końcu zrobić, żeby mnie, ofiarę przestępstwa i poszkodowanego, organa ścigania tego kraju przestały nękać, szczuć i szykanować??? Jaką do cholery mafię rozgniewałem???

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Alkoholizm po niemiecku

„Ile można wypić? Poradnik” – Klaus Dietze i Manfred Spicker

Polskie wydanie tej książki powstało na bazie trzeciego niemieckiego wydania, poprawionego, uzupełnionego i zaktualizowanego. Na szczęście autorzy zdają sobie sprawę z nieustającego procesu zmian stanu wiedzy, świadomości, danych liczbowych itd.

Książka adresowana jest do dwóch grup czytelników: osób, które piją alkohol w sposób niepokojący ich samych oraz osób bliskich komuś, kto pije w sposób problematyczny, może nawet uzależniony.
Zgodnie z nowymi trendami, alkohol i nikotyna, o której też jest w książce mowa, traktowane są i nazywane narkotykami miękkimi.

Autorzy opisują niemieckie techniki, sposoby, metody, lecznictwo, definicje, organizacje, instytucje, koncepcje terapeutyczne itd., jednak wydaje się możliwe, że w najbliższych latach i w związku z przemianami w Polsce, następować będzie pewna… unifikacja.

Najbardziej polskiego czytelnika zainteresować może prezentacja dwóch modeli leczenia alkoholizmu, tradycyjnego, wymagającego całkowitej abstynencji oraz podejścia alternatywnego, które zakłada możliwość nauczenia – przynajmniej niektórych alkoholików – picia umiarkowanego i kontrolowanego.

Ciekawy, dla osób zainteresowanych tematem, może okazać się rozdział poświęcony rozlicznym formom samopomocy, z którymi osoby z problemem alkoholowym mogą spotkać się w Niemczech. Prezentowane są też w książce formy pomocy i samopomocy, na jakie mogą liczyć w Niemczech rodziny alkoholików.

Współczesnym polskim realiom poświęcony został w książce jeden rozdział.

Alkoholik - tam i z powrotem

„Ku wolności” – Radek Jarosław

Niewielka książeczka z wielbłądem na okładce. Wtajemniczeni wiedzą, że to symbol identyfikujący w tłumie niepijących alkoholików i faktycznie, chodzi o „ten” temat. Treść podzielić można na trzy części: historia upadku człowieka, pogrążanie się w świat alkoholowego i przestępczego chaosu, przebudzenie i mozolny powrót do świata żywych i wreszcie krótka prezentacja 12 Kroków i 12 Tradycji AA.
99 stron, prosty, bardzo prosty, potoczny język, realizm, prawda…

W zestawie broszurka z wierszami tegoż autora, pod bezpretensjonalnym tytułem „Moje wiersze”.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Po prostu kawałek historii

„Moja walka” – Adolf Hitler

Powiedziałbym, że to pozycja wielowątkowa, choć wszystkie elementy stapiają się ostatecznie w jedną całość. Wyróżnić tu można część wspomnieniowo-autobiograficzną, część poświęconą historii ruchu socjalistycznego i narodowosocjalistycznego w ogóle, a NSDAP (Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei) w szczególności oraz część poświęconą przekonaniom i poglądom autora na państwo, naród, politykę, gospodarkę, kulturę, propagandę, prawo, kwestie rasowe (wiele miejsca poświęca Żydom), ekonomiczne i wiele, wiele innych.

Choć z dzisiejszego punktu widzenia niektóre pomysły Hitlera wydawać się mogą naiwne, na przykład teorie spiskowe (oczywiście Żydzi!), spekulacje na temat przyczyn upadku monarchii Austro-Węgierskiej, czy możliwości współdziałania Niemiec z Wielką Brytanią, to są w książce też „perełki”, które najwyraźniej były w stanie uwiarygodnić całość. Czy autor nie miał racji twierdząc, że stu tchórzy nie podejmie bohaterskiej decyzji, a stu durniów nie wymyśli niczego genialnego?

Zadziwia mnie bardzo niska ocena „Mojej walki” w BiblioNETce – czyżby przekonanie, że tę właśnie książkę NALEŻY oceniać bardzo nisko? Bo przecież nie ulega chyba wątpliwości, że dzięki niej właśnie, a także osobistej charyzmie, Adolf Hitler przekonał do swoich koncepcji miliony ludzi na świecie i to nie tylko w Niemczech.
„Moja walka” to dokument historyczny – podobać się nie musi, nie to było celem tej książki wtedy, nie jest i teraz – niewątpliwie wart poznania, choćby dlatego, że od prawie wieku o sztandarowym dziele Hitlera mówi się, czyta, słucha, ogląda, więc może warto byłoby wiedzieć, o co tu chodzi?

Prawa autorskie do „Mein Kampf”, których właścicielem jest w tej chwili Bawaria, wygasają w 2016 roku i książka stanie się częścią domeny publicznej.