„Małe życie” – Hanya Yanagihara
I właściwie tego wstydził się najbardziej: nie lichej znajomości seksu, nie zdradzieckiej postawy wobec własnej rasy, nie nieumiejętności odłączenia się od rodziców czy zarobienia własnych pieniędzy i zachowywania się jak byt autonomiczny. Wstydził się tego, że kiedy siedział z kolegami wieczorem i oni zagłębiali się we własne ambicje i wyśnione konstrukcje, kreślili i planowali swoje nieprawdopodobne budowle, on nie robił nic. Utracił zdolność wyobrażania sobie czegokolwiek. Tak więc co wieczór, kiedy inni tworzyli, on kopiował: rysował budynki, które widział podczas podróży, budynki wymarzone i wzniesione przez innych ludzi, budynki, w których mieszkał albo bywał gościem. Ciągle od nowa tworzył coś, co już zostało stworzone, nie starając się nawet tego ulepszać, po prostu małpując. Miał dwadzieścia osiem lat; wyobraźnia go opuściła; był kopistą. To go przerażało. JB miał swoją serię obrazów. Jude miał swoją pracę. Willem swoją. A jeśli on, Malcolm, już nigdy niczego nie stworzy?*.
Czterech przyjaciół: Malcolm, Willem, Jude i JB. Przed trzydziestką; różne kolory skóry, co na pewno zachwyciło recenzentów. Po prostu żyją w Nowym Jorku, głównie na Manhattanie, ale nie tylko, i próbują zrobić w życiu jakąś karierę, przestać wreszcie być nikim, jakoś się urządzić, sensownie zorganizować swoje życie. To najzupełniej zwyczajne życie – nie jestem przekonany, czy „małe” (pomysł autorki?) jest odpowiednie.
Jeśli autorka/autor postanowi opisywać zwyczajność i codzienność, to raczej marne szanse, że porwie czytelników; raczej wielu rozczaruje. Mocnym punktem „Małego życia” jest warsztat pisarski i zmysł obserwacji Yanagihary, ale nie wielkie, ważne, zaskakujące wydarzenia, gwałtowne zwroty akcji, zapierające dech w piersiach sceny, dramatyczne zakończenie. Ta powieść jest zwyczajna, jak życie; nie znajdzie w niej czytelnik niczego porywającego, a kiedy – mniej więcej w połowie – zacznie zdawać sobie sprawę, że jest ono, to życie, w pewnym sennie podobne do własnego, to i oceny polecą w dół.
Lektura nieco depresyjna, jakby szarówkowo-jesienna, ale byłem uprzedzony, więc i oczekiwania miałem całkiem rozsądne. W każdym razie raczej w niedługim czasie sięgnę też po inną powieść tej autorki.
---
* Hanya Yanagihara, „Małe życie”, przełożyła Jolanta Kozak, wyd. WAB, 2022.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz